Treyarch umiejscowiło wydarzenia z kampanii Call of Duty: Black Ops III w 2065 roku, czyli stosunkowo w nie bardzo odległej przyszłości. Nie są to jednak czasy, o których marzymy. Historia od samego początku jest bardzo mroczna i prezentuje cybernetyczny świat, którego pewnie nie powstydziliby się twórcy Deus Exa. Ludzie są poddawani eksperymentom, korzystają z nowoczesnych protez i coraz to bardziej uzależniają się od maszyn. Nie wszystkim podoba się taki stan rzeczy, więc na ulicach pojawiają się protestujący, ale słowa zdają się trafiać w próżnię. Technologia zaczęła odgrywać niespotykaną dotąd rolę w armii, wszczepy pomagają tworzyć zabójczych żołnierzy, a wojsko coraz to śmielej korzysta z śmiercionośnych robotów. Piękne czasy nastały? Nie dla wszystkich...

Ciekawa historia na starym szkielecie

Historia nie rozkocha w sobie wszystkich fanów strzelanek, choć miłośnicy Adama Jensena odnajdą się w tym świecie bez najmniejszych problemów. Ja należę do tego zacnego grona i z przyjemnością przez całą kampanię trwającą około 10 godzin obserwowałem przemianę głównego bohatera. Pechowiec na samym początku przekonuje się, że w tych trudnych czasach nie można się specjalnie wychylać, bo po kolejnej trudnej misji budzi się z kilkoma blaszkami w ciele. Ten trudny powrót na ziemię jest na szczęście zaprezentowany w bardzo rzeczowy sposób, więc nie tylko biedak jest wprowadzony w realia Black Ops, ale również gracze otrzymują niezbędną wiedzę.

Żołnierze są teraz podłączeni do globalnej sieci Direct Neural Interface, dzięki której mogą się ze sobą z łatwością komunikować, korzystać z wyjątkowych zdolności, a w dodatku koordynować zadania na niespotykaną wcześniej skalę... A wspominając o biegłościach dodam, że każdy futurystyczny wojownik zdobywa na bitewnych polach doświadczenie, które tym razem inwestuje w nowe umiejętności. Wybieramy z trzech drzewek umiejętności i w zasadzie otrzymujemy od twórców miłą swobodę kreowania bohatera. Chcesz kontrolować roboty? Nie ma problemu. Lubisz wywoływać choroby? Śmiało. Pragniesz wykorzystać elektryczną łapę? Bomba. A może marzysz o zniknięciu na chwilkę? Dawaj. Nie możesz jeszcze przy tym zapomnieć o Trybie Taktycznym, w którym zauważysz rywali zza ściany lub zobaczysz ostrzeliwane miejsce. Opcji jest sporo, a im dalej brniemy w przygotowaną opowieść tym otrzymujemy do dyspozycji potężniejsze zabawki, które możemy wykorzystać z jeszcze większym rozmachem. Bez wątpienia te nowości pasują do realiów i gęstej futurystycznej atmosfery... Na pewno brakowało tych elementów w Advanced Warfare i choć Treyarch korzysta z podwójnego skakania, biegania po ścianach, ślizgania się, a ponadto pozwala zanurkować w wodzie, to odnoszę wrażenie, że te wszystkie super moce zdecydowanie lepiej pasują do żołnierzy z Black Ops.

Wracając jeszcze na sekundę do samej historii, to można odnieść wrażenie, że deweloperzy wzięli sobie do serca stałe narzekania graczy na ten aspekt Call of Duty. Historia jest ponownie poprowadzona w formie amerykańskiego filmu akcji i trudno tutaj choć na chwilę odetchnąć. Rywale atakują z każdej strony, często wpadają pod nogi, są momenty, że gęsto wychodzą niczym grzyby po deszczu. W końcu jest długo i możemy przejść całą opowieść z kumplami. Kooperacja wraca w wielkim stylu i w moim odczuciu właśnie dla tego trybu warto sięgnąć po trzeciego Black Ops. Nic nie daje takiej satysfakcji jak poznawanie historii z kumplami. Czterech graczy, jedna misja, nowe zabawki, czy można chcieć czegoś więcej? Oczywiście, że tak, bo choć Treyarch skupiło się na przygotowaniu sporych lokacji, obładowaniu ich przeciwnikami i zaserwowaniu przyjemnej rozgrywki, to jednak te wszystkie przyjemności są przygotowane na starym już zardzewiałym szkielecie.

Gra potrafi się zakrztusić w najmniej oczekiwanych momentach i podczas kampanii czasami można odczuć na własnych paluchach spadki klatek na sekundę. Jest to bez wątpienia sprawka „rozmachu”, czyli wspomnianej współpracy i wiążących się z nią elementów, ale szkoda, że twórcy nie dostarczyli stabilniejszej rozgrywki. Mimo, że w końcu po latach błagań dostajemy coś więcej niż 4 godzinny przerywnik od trybu sieciowego, to jednak ten wariant zabawy nie został w należyty sposób dopieszczony. Brak polerki widać również w oprawie graficznej, która po prostu nie wyróżnia się z tłumu, sprawiając, że ta odsłona nie wychodzi przed szereg swoich zacnych braci, a jest „kolejnym Call of Duty”. Twórcy w dodatku lawirują rozdzielczością, starają się dopasować obraz do skaczących fps-ów i w gruncie rzeczy nie wygląda to najlepiej. Po kilku fenomenalnych widokach i zapadających w pamięci lokacjach, odwiedzamy zdecydowanie przeciętniejsze miejscówki...

Interesującym elementem kampanii jest postawienie na pełną swobodę. Tutaj możemy wybrać każdą z dostępnych misji i bez problemu na samym początku zabawy wybrać ostatnią misję. Mam mieszane uczucia co do tego pomysłu i tak szczerze, nie mam zamiaru korzystać z tej koncepcji. Autorzy tłumaczą wolność w podejmowaniu zadań kooperacją (wybieramy zadania, które chce wykonać nasz zespół) i pewnie ktoś na tym skorzysta... Z drugiej strony ten aspekt pasuje do Safe House, czyli HUB-a, w którym gracze spotykają się pomiędzy zadaniami i gdzie dostosowują broń, zapoznają się ze szczegółami otaczającego świata, czy też po prostu ze sobą gadają. Kończąc temat kampanii dodam jeszcze, że twórcy pokusili się o realistyczny poziom trudności oraz „koszmar”. Ten pierwszy wymęczy nawet największych fanów gatunku, a drugi odblokujecie dopiero po pierwszym zapoznaniu się z historią. Czy w tej sytuacji warto drugi raz przejść opowieść z Black Ops III? Zdecydowanie tak, bo czeka na śmiałków mała, choć efektowna zmiana!

Płynniej i ze specjalistami

Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że w Call of Duty nie samą historią człowiek żyje. W przypadku Black Ops III sieciowe zmagania zostały upiększone o Specjalistów. Już beta pokazała, że Treyarch chce zaoferować fanom uniwersum kawał przyjemnej nowości i w pełnej wersji tytułu te pozytywne wrażenia są w moim przypadku jeszcze mocniejsze. Na początku zabawy wybieramy jednego z dostępnych żołnierzy, a każdy wojak charakteryzuje się umiejętnością lub super bronią. Do starcia możemy wybrać wyłącznie jedną zabawkę, więc musimy zdecydować, czy chcemy między innymi korzystać z łuku posiadającego wybuchowe strzały, broni rażącej piorunem, granatnika z wybuchającymi ładunkami, piekielnie skutecznego rewolweru, czy zapragniemy zwiększyć szybkość na kilka sekund, użyjemy sonaru ukazującego rywali lub też cofniemy się w czasie o kilka sekund. Wszystkich wojaków jest dziewięciu, ale na początku nie mamy dostępu do pełnej ekipy. Zdobywając kolejne poziomy, odblokowujemy nowych Specjal-majstrów, dostosowujemy ich wygląd i uczymy się korzystać z ich futurystycznych dóbr, a ta nowość sprawdza się w każdym najmniejszym calu. Można co prawda narzekać na zbyt mocną zdolność oraz obłędnie mocną giwerę Reapera, ale po wielu rozegranych spotkaniach, odnoszę wrażenie, że w zasadzie każdy heros potrafi na placu boju zdziałać cuda... Wystarczy go tylko odpowiednio pokierować.

W temacie personalizacji uzbrojenia bez większych zmian – powrócił system, który pozwala wybrać broń oraz wszystkie potrzebne dodatki, atuty, wyposażenie, a naszym jednym problemem jest liczba „dziesięć”. Wybieramy z szerokiego zestawu zabawek, który systematycznie rośnie wraz z naszym poziomem doświadczenia... Podobnie zresztą jak biegłość w korzystaniu z danych broni, dzięki którym możemy między innymi oblepić nasze ulubione spluwy nowymi kolorami. Twórcy oczywiście nie zapomnieli o seriach punktów, które motywują do stałego zabijania, zbierania punktów i w konsekwencji odpalania potężnych wspomagaczny... Jak zawsze trudno tutaj o nudę, bo stale otrzymujemy coś nowego, możemy skorzystać z potężniej broni, sprawdzamy nowe atrybuty lub kombinujemy jak najlepiej wykorzystać dziesięć punktów. Wariantów jest mnóstwo i warto popracować nad skutecznym posługiwaniem się nimi na poszczególnych lokacjach. Mapy nie zawodzą, są ponownie wielowymiarowe i w porządny sposób pozwalają wykorzystać wszystkie uroki futurystycznych żołnierzy. W prezentowanym zestawie trudno o słabsze miejscówki, bo po każdej biega mi się naprawdę dobrze.

Szkoda jednak, że deweloperzy nie zdecydowali się na więcej nowości w temacie trybów. Powracają znane i lubiane warianty zabawy takie jak Team Drużynowy Deatmatch, Każdy na Każdego, Znajdź i Zniszcz, Dominacja, Hardpoint, Uplink, Zabójstwo Potwierdzone, a jedynymi nowościami są tutaj Safeguard oraz Free Run. W tych pierwszych zmaganiach zadaniem zespołu jest odeskortowanie robota z punktu A do punktu B, podczas gdy przeciwnicy muszą zniweczyć ten plan. Rozgrywka jest dość ciekawa, ponieważ nie tylko musimy atakować rywali, a jeszcze dbać o stan robota. Jest to ciekawa nowość, która wpisuje się w realia całej pozycji. Jednak już samego biegania totalnie nie kupuję – rozumiem chęć wykorzystania płynnego poruszania się po lokacjach, ale wolałbym zamiast tego zagrać w zupełnie nowy i normalny tryb. Bez wątpienia w Black Ops III brakuje mi 2-3 nowych i angażujących wariantów, które zachęcałyby do ciągłego siedzenia przy konsoli... Właśnie z tego powodu aktualnie najwięcej czasu spędziłem na Arenie, czyli nowej wersji League Play – tutaj pojedynki przypominają te znane między innymi z League of Legends, ponieważ przed rozpoczęciem zmagań gracze odrzucają i wybierają specjalistów, bronie, dodatki. Później możemy stworzyć klasę i dopiero po kilku minutach rozpoczyna się ostra jazda. Tutaj również ciężko narzekać na brak balansu, bo mocniejsze aspekty sieciowych przyjemności są z miejsca banowane.

W gruncie rzeczy zmagania nie zmieniły się znacząco na przestrzeni ostatnich lat, ale Black Ops III oferuje bardzo wyważoną i przemyślaną rozgrywkę. Choć korzystamy z futurystycznych nowości zaoferowanych przez Advanced Warfare, to rywalizacja odrobinę zwolniła i jest przy tym mniej chaotyczna. Biegamy po ścianach, pływamy, ślizgamy się i często wykorzystujemy podrasowany skok, ale te wszystkie elementy nie są wymuszone i dobrze wpisują się w realia projektu. Tytuł Treyarch w trybie sieciowym pokazuje prawdziwy pazur, bo w tę odsłonę Call of Duty gra się po prostu bardzo przyjemnie. Każdy kill cieszy, a wykorzystanie kombinacji skoku, biegania po ścianach i strzelania to kawał satysfakcjonującej frajdy. Odnoszę wrażenie, że twórcy po wielu latach w końcu są bliscy odnalezienia złotego środka dynamiki rozgrywki i mam tylko nadzieję, że kolejne studia pójdą tą drogą.

Muszę przy tym zaznaczyć, że sieciowy tryb od początku boryka się z pewnymi problemami. Podczas kilkudniowych testów spotkałem się kilkukrotnie z dość niespotykanymi lagami, które za każdym razem wyleczyłem za pomocą restartowania konsoli – za drugim razem gra zawsze działa lepiej... Podobnie jest z połączeniem z serwerem, które nie zawsze „zaskakuje”. Deweloperzy muszą przyjrzeć się tym niedogodnościom, ale znając te tricki można bez problemu oddać się bardzo przyjemnej zabawy.

 Żywe trupy w najlepszym wydaniu

Na deser zostawiłem sobie zmagania z biegającymi truposzami, ponieważ Treyarch to ojcowie tego wariantu zabawy. Studio pracowało nad tym trybem 2,5 roku i postanowiło umiejscowić wydarzenia w 1940 roku, w fikcyjnym mieście Morg. Zespół podszedł do tematu bardzo poważnie i zamiast małej mapy, oferuje graczom całą kampanię, która jest obłędnie przyjemna z jednego powodu... Historię czwórki bohaterów poznajemy w wyśmienitej atmosferze rodem z filmów noire! Wygląda to wybornie i jednym problemem dla mnie jest zebranie odpowiedniego zespołu do zabawy. Tutaj potrzeba graczy znających realia i potrafiących się dostosować. Śmiałkowie wcielają się w zabójczą tancerkę burleski, policjanta łapówkarza, boksera oszusta i magika zabójcę – cała ta śmietanka osobowości musi zmierzyć się z demonami przeszłości, więc trafiają do miasta pełnego mroku.

Rozgrywka jest bardzo wciągająca, trudna i promuje aktywną rozgrywkę. Zawodnicy zbierają punkty doświadczenia, kupują nowe bronie, korzystają z automatów do gum i zarazem czerpią kolorową radość z nowych umiejętności. Zabawa na najwyższym poziomie w świetnej atmosferze! Choć nie oczekujcie wielowątkowej historii i wyborów moralnych... Szkielet zabawy już znacie – odblokowujecie kolejne fragmenty mapy, zbieracie nowe bronie, uważacie na mocniejszych przeciwników, ale na pewno warto docenić skalę lokacji. Autorzy nie przesadzali mówiąc, że trupy w tym roku są wyjątkowo bogate.