Jak zwykle, miało być pięknie. Miała być piękna grafika, niecodzienna historia, miodny gameplay i intrygujące okoliczności przyrody. Słowem - ekslusiw pełną gębą.

Ukryta Prawda jest jednak taka, że to są Trudne Sprawy ;)

Ale pokolei.

Grafika, zaiste jest godna. Buduje klimat, zachwyca realizmem, na pograniczu fotorealizmu. Kilka razy miałem nawet wrażenie, że oglądam film.

 

Kilka razy miałem wrażenie, że oglądam film ...

 

Niestety, autorzy postanowili "podbić wrażenie filmowości" i uraczyli nas, kinowym formatem obrazu (21/9). Towarzyszy nam on, nie tylko podczas fajnych skądinąd przerywników filmowych, ale podczas całej gry !!! WTF ??? Nie po to mamy wypasione, wielkie LEDy, w formacie 16:9, aby delektować się grą, tylko na ich części. Nie wierzę w deklaracje twórców, że to zamierzony, artystyczny zabieg. Gdyby tak było, byłby opcjonalny. Narzucanie współczesnemu graczowi, możliwości korzystania, tylko z  fragmentu powierzchni swoich super tv, jest nie fair, a do tego często utrudnia rozgrywkę (ograniczona percepcja).

 

 Fajne skądinąd przerywniki filmowe


 

Oprócz złowieszczych, czarnych pasów z obu stron (góra i dół ;) tv, grafika ma jeszcze inne wady. Jest między innymi, zbyt realistyczna ;) Królują tu barwy szaro-bure, z nutą brązu i beżu ;) Jest też parę błędów, które w obecnej generacji, zwłaszcza w tytule dedykowanym jednej konsoli, nie powinny się zdarzyć. Mam na myśli na przykład fakt, iż w pięknych sklepowych witrynach, odbija się wszystko, poza naszym herosem. Czy to wampir lub duch jest naszą postacią, , czy jest to nieudolność programistów ? ;) ...

Nałożony na grafikę, ziarnisty filtr, mający zapewne pełnić podobną (filmową) funkcję, co czarne pasy, delikatnie pisząc, nie zawsze dodaje uroku ...

 

 

Królują tu barwy szaro-bure

 

Gdy czasem wejdziemy w bogatsze w barwy środowisko, widzimy że autorzy stanowczo przegięli z "realizmem" ;) Nie mówię, że gry mają być cukierkowe, niczym chmurkokukułkowo z lego the movie, ale taka szaro-burość to przegięcie w drugą stronę. Szarą i realną rzeczywistość, mamy na codzień, gra powinna ję nieco ożywić. Nawet jeśli ma mieć, nieco ponury, ciężki klimat ...

 

Bywa kolorystycznie ciekawiej

 

Apropos klimat. Recenzenci zachwycają się, jak kraj długi i szeroki, jakże to oryginalne środowisko dostaliśmy do eksploracji w The Order. Z jednej strony owszem, to prawda. Koniec IX wieku, wymieszany z wilkołakami i rycerzami okrągłego stołu, wydaje się być kąskiem ciekawym. Jest nim rzeczywiście, ale przesadne pianie nad wyjątkowością tego świata, uważam za nie uzasadnione. Od początku, The Order zalatywał mi stylistyką Bioshocków, pomieszaną z nutą Uncharteda i szczyptą Thiefa ...

Niestety, najbliżej Orderowi do tej ostatniej pozycji... Nie, nie pisze o poziomie grafiki, bo ten jest na dużo wyższym poziomie, w omawianym ekskluziwie. Piszę o jednostajności kolorystycznej. W Thiefie było niebiesko-czarno-szaro, tu jest, jak już wiemy, szaro-brązowo-buro, choć dla odmiany, bywa również niebiesko-czarno ;). Niby miejscówki są zróżnicowane, niby zdażają się zachwycające momenty, ale są też niestety, długie sekwencje, monokolorystyczne, monotematyczne i poprostu nudne.

 

 

Czy to Thief? Nie to "super oryginalny" The Order ;)

 

Historia w grze opowiedziana, wstydu naszej dziedzinie rozrywki nie przynosi, ale nie jest też z pewnością godna oscara. Kreowanie tej gry na spadkobiercę stylistyki Heavy Rain, jest obrazą dla tego ostatniego. W odbiorze płynącej z ekranu opowieści, nie pomaga zaledwie dostateczna polonizacja. Wszystko niby jest ok, dużych błędów jest nie wiele, ale postacie, w języku polskim, są najdelikatniej pisząc mało wiarygodne. Czasem bywa lepiej, jednak generalnie aż boli nadmierna teatralność wypowiadanych kwestii, czy też dbałość o poprawność, kosztem naturalnośći rozmowy (postać nonstop krzyczy do swojego kumpla :"- Persiwalu !!!". Kto tak woła? Nie można było trochę odpuścić i zrobić bardziej potocznie, czyli poprostu " - Persiwal !!!" ???) Tak czy siak, poziom polonizacji, wyznaczony przez Unchartedy, czy Infamousy, pozostaje na konsolach sony, nie zagrożony.

Apropos Uncharteda, to dochodzimy do ostatniego, najważniejszego elementu każdej gry - gameplayu. Jak się w to gra? Ano, nijak, bo to nie jest gra, TO JEST SAMOGRAJ. Gra chciała być (między innymi ;) Unchartedem, oferując nam cover system, możliwość biegania i pokonywania przeszkód, niczym w hicie od Naughty Dog. Wszystko niby jest fajnie, tylko że w danym momencie, możemy robić tylko to, co autorzy sobie wymyślili !

WTF?- zapytacie. Słusznie. Biec, kucać, wspinać się, przymierzać i strzelać z broni (itd.), można tylko wtedy, kiedy gra nam na to pozwoli. W nie przewidzianych przez autorów momentach, przyciski odpowiedzialne za poszczególne funkcje, albo są nie aktywne, albo zmieniają funkcje !!!

Jeśli jest etap za skradaniem, postać przemieszcza się kucając, a każda próba załatwienia wroga, w inny niż przewidziała to gra sposób, kończy się porażką.

Potem mamy np. etap bez walki i spróbujcie kucnąć. Spróbujcie podkraść się, podczas etapu ze strzelaniem. NIE DA SIĘ !!!

Co to kuna jest ? Poczułem się obrażony stopniem tego samograja. Ta gra traktuje gracza tak, jak wspomniane we wstępie paradokumentalne seriale. Dba o to, aby gracz musiał wykonać wszystko poprawnie. Wstyd. Ta gra jest obrazą dla każdego gracza, który kiedykolwiek grał na czymkolwiek więcej niż na smartfonie. Szkoda.

Strzela się bowiem, momentami fajnie, czuć różnice pomiędzy broniami, ich moc i rozrzut. Niestety, SI przeciwników, również dba o to, aby przez przypadek, nie zwiększyć wyzwania.

Nasi adwersarze, często pokornie czekają na hedshota, a nawet jak już do nas biegną, to raczej bez większego planu akcji ;) 

Autorzy tak są dumni ze swych filmowych wstawek, iż postanowili uniemożliwić ich pomijanie. Często przydługawe, a przy powtórnym przechodzeniu gry, po prostu irytujące filmiki, również nie pomagają w budowaniu dynamiki rozgrywki.

 

 

Słowem podsumowania. Poprzednia generacja przyzwyczaiła mnie do faktu, iż co jak co, ale ekskluzywny tytuł, musi być na wysokim poziomie. 

Ta gra chciała złapać za ogon zbyt wiele srok. Jak wiadomo, jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Tak jest z The Order.

Twórcy chcieli kopiować styl "interaktywnego filmu" z Heavy Raina. Polegli. Naciskanie trójkąta raz na ruski rok, za żadne skarby, nie wprowadzi bowiem "interaktywności" na pożądanym poziomie. Pozatym jak pisałem wcześniej, historii sporo brakuje, do oscarowego hitu.

Chcieli połączyć tę interaktywną historię, z rozgrywką rodem z najlepszych gier akcji. Polegli. Stopień interakcji gracza w wydarzenia na ekranie, jest bowiem z góry określony, na jak najniższym, obraźliwym dla graczy poziomie.

Jestem urażony, a nawet obrżony. Ja rozumie, że świat dzisiaj głupieje z minuty na minutę. Wiem, że target ma być jak najszerszy i zawsze równany w dół. To jednak, co przygotowali nam twórcy The Order, to obraza nawet dla tzw. "graczy niedzielnych".

Gracz codzienny, tudzież zwany "hardkorowym", poczuje się jakby dostał w twarz.

Przestrzegam. To samograj, nie gra !. Bywa ładny, nawet onieśmielająco rzeczywisty, ale gry jako takiej, w tym nie wiele. To zbiór z góry zaplanowanych sekwencji, naprzemiennie zlecających nam, to skradanie, to strzelanie, a to oglądnie scenek. Zresztą kilka rozdziałów tej niezbyt długiej historii, to w 100% scenki filmowe ... !

Gdyby tylko, programiści stworzyli stałe, niezależne od sytuacji obłożenie przycisków pada, dali jakiekolwiek, alternatywne możliwości radzenia sobie z problemami, które mogły by symulować swobodę, nalali więcej oleju w bezmózgie głowy przeciwników ...

Gdyby.

Masz szansę pożyczyć lub wymienić? Może warto. Chociażby po to, by zobaczyć, jak daleko są w stanie posunąć się twórcy, by stworzyć w ich mniemaniu, grę przystępną dla ogółu, a tak naprawdę dobrą dla wszystkich, poza graczami ;)

Zachwycisz się kilkoma widoczkami, rozdziawisz japę w paru momentach, wkurzysz się na czarne pasy na ekranie, grzecznie odbębnisz, zaplanowane fragmenty gameplayu, momentami dość przyjemnie postrzelasz do zidiociałych przeciwników, pooglądasz "interaktywne" wstawki filmowe, naciskając od czasu do czasu iks ;) Skończysz to w dwa wieczory i zapomnisz...

Za pełną cenę, stanowczo odradzam, chyba że potem odsprzedasz ;)

Wstyd. Takim ekskluzywnym tytułom, mówię stanowcze nie !