Igor Chrzanowski Igor Chrzanowski 28.07.2020
Pokemon GO Fest 2020 - relacja z imprezy. Soczysty weekend pełen emocji i atrakcji
562V

Pokemon GO Fest 2020 - relacja z imprezy. Soczysty weekend pełen emocji i atrakcji

Pokemon GO Fest 2020 był pierwszą edycją imprezy dla fanów hitu Niantic, która pozwalała na uczestnictwo graczom z całego świata, a nie tylko wybranych przez twórców regionów. Czy firma poradziła sobie z nowym wyzwaniem?

Pokemon GO obchodziło w tym roku swoje czwarte urodziny, dlatego też deweloperzy chcieli, aby tegoroczny Fest był wydarzeniem iście wyjątkowym - choć nawet sami nie mieli pojęcia, jak bardzo. W związku z pandemią koronawirusa, niemożliwe było zorganizowanie Pokemon GO Fest 2020 w tradycyjnej formie, czyli zwołania zainteresowanych graczy do kilku konkretnych miast na świecie. Do tej pory takie wydarzenia miały miejsce wyłącznie w Chicago, Dortmundzie oraz Yokohamie, a więc śmiało można powiedzieć, że była to ekskluzywna zabawa tylko dla wybranych.

Świat przemierzę wzdłuż i wszerz

Tym razem międzynarodowe obostrzenia wymusiły na organizatorach zmianę formuły na globalną, dzięki czemu z dobrodziejstw tegorocznego festiwalu mogli cieszyć się absolutnie wszyscy posiadacze specjalnych biletów - niezależnie od tego czy siedzieli na Bahamach, siedzieli na osiedlowej działce, czy cały weekend leżeli w łóżku. Szczerze przyznam, że jako stały gracz Pokemonów, bardzo czekałem na taki obrót wydarzeń.

A co w takim razie przygotowali dla nas twórcy w tym roku? Jak to mawiają, oj działo się! Z ciekawości sprawdziłem co oferowały poprzednie odsłony wielkiej imprezy dla Pokemaniaków i pewne jest jedno - Pokemon GO Fest 2020 bije je wszystkie razem wzięte na głowę. W trakcie poprzednich festiwali gracze mogli co najwyżej pobawić się w łapanie Shiny stworków czy też wykonywanie raczej prostych i mało satysfakcjonujących zadań - co raczej nie wskazuje na imprezę marzeń, dla której można by przelecieć pół świata. 

Na szczęście aktualny festiwal został przygotowany już jak należy i podzielony na dwie główne fazy - po jednej dla każdego z dni w jakich odbywała się zabawa. Wpierw jako międzynarodowa społeczność gry musieliśmy zająć się aż 34 tematycznymi wyzwaniami, za które przysługiwała nam godzinna nagroda w postaci potrojonego XP, większego szczęścia przy łapaniu danego rodzaju stworków, czy też możliwość zarabiania 3 razy większej ilości gwiezdnego pyłu. Całości towarzyszyły także specjalne badania powitalne, gdzie za wykonanie relatywnie prostych misji mogliśmy złapać Charizarda, Snorlaksa, Blastoise'a czy Venusaura. Był to naprawdę przyjemny wstęp i rozgrzewka przed poważniejszymi bitwami.

O nie! Zespół R opanował Festiwal!

Drugi dzień festiwalu był już pełen emocji i bitw na najwyższym poziomie - jak na Pokemon GO, oczywiście - albowiem tak długo wyczekiwana przez graczy impreza została zepsuta przez nikczemny Zespół R! A co w takiej sytuacji robią szanujący się trenerzy Pokemon? No jasne, że spuszczają im takie manto, że aż "znowu błysną". Naszym zadaniem było zatem stoczenie kilku walk z członkami Team GO Rocket, uratowanie z ich sideł "skażonych" pupili, a także ich "oczyszczenie".

Po tak gładkim wprowadzeniu w klimat, wszakże oprychy Zespołu R od zawsze byli potężnymi cieniasami, czekali na nas ich liderzy czyli Arlo, Cliff oraz Sierra - walka z nimi była już znacznie cięższa, ale za to bardzo opłacalna. Nie na co dzień mamy bowiem okazję złapać całe trio legendarnych ptaków pierwszej generacji. Na samiuteńkim końcu nie mogło oczywiście zabraknąć samego Giovanniego, za pokonanie którego mogliśmy otrzymać Shadow Mewtwo!

Sami zatem widzicie, że naprawdę było co robić, a to tylko zaledwie ułamek tego, co przygotowali dla nas specjaliści z Niantic. Za wszystkie zadania z całego weekendu zgarnąłem jakieś 300-400 Pokeballi ze wszystkich trzech kategorii, tony gwiezdnego pyłu oraz kilkadziesiąt przedmiotów pomocniczych pokroju Max Revive czy Incense. Jeśli byliście posiadaczami specjalnych biletów i rzuciliście na siebie ostatni z wymienionych itemków, mogliście zebrać ekskluzywne Pokemony takie jak Marowak z regionu Alola, Heatmor, piękny Leafeon, Seviper, czy też alolański Grimer. 

Największą gratką dla miłośników naprawdę ekstremalnie ciężkich wyzwań, były specjalne rajdy, które odbywały się na aż pięciu szczeblach. Te podstawowe pozwalały nam na zmierzenie się z pospolitymi stworkami typu Timburr czy Klink, lecz im dalej w las tym bardziej ekscytujące walki. Na najlepszych czekały bitwy z legendarnymi pokemonami regionów Hoenn oraz Sinnoh, a zatem elitą zarówno trzeciej jak i czwartej generacji marki Pokemon.

Reasumując podczas Pokemon GO Fest 2020 naprawdę świetnie się bawiłem i zebrałem mnóstwo nowych gatunków kieszonkowych stworków, na które polowałem od dawien dawna. Jeśli tylko następna edycja również zostanie zorganizowana w podobnej formule, na pewno wezmę w niej udział. Do czego zachęcam również wszystkich, którzy choć kilka razy na tydzień zerkają na telefon, aby połapać kilka nowych zdobyczy.

Tagi: Niantic Pokemon Go Pokemon GO Fest 2020 relacje