Krzysiek Kalwasiński Krzysiek Kalwasiński 16.07.2020
Rayman Origins nie było wymarzonym powrotem kultowej platformówki [OPINIA]
907V

Rayman Origins nie było wymarzonym powrotem kultowej platformówki [OPINIA]

Rayman Origins to w teorii świetny powrót do początków kultowej już serii. Niestety, w praktyce nie jest już tak kolorowo i mówię to jako osoba wychowywana na platformówkach z Raymanem w roli głównej.

Rayman Origins może dla wielu faktycznie być najlepszą grą platformową w poprzedniej generacji konsol, zwłaszcza jeśli chodzi o grafikę dwuwymiarową. Trudno nazwać też tę produkcję niezależną, bo przecież wydało ją Ubisoft, a gra została opracowana przez jedno ze studiów giganta. Tym samym, w swojej kategorii nie miała imponującej konkurencji. Nie powiem, że nie znoszę tej gry, albo że jest totalnie nieudana. Ma kilka elementów, które mi się spodobały, ale jako odsłona kultowej serii nie dorasta do pięt temu, co kiedyś sobą reprezentował Rayman.

Rayman Origins niemal nic nie łączy z oryginalną serią

Rayman Origins poza nazwą i postaciami nie ma zbyt wiele wspólnego z serią. Wciąż należy do tego samego gatunku, ale mimo to zasady zabawy zmieniły się dramatycznie, zwłaszcza jeśli spróbujemy czegoś ponad zwykłe przejście gry. Sama obecność czasówek to dla mnie żaden problem. Powiedzmy, że ich nie lubię, ale zwykle jeśli ukończenie gry na 100% tego wymaga, ja to robię. Tak czy siak, Rayman nigdy nie było produkcją nastawioną na szybkość. Owszem, w pierwszej trylogii są momenty kiedy to musimy przed czymś uciec, ale takie sytuacje trwały zaledwie minutę - i to maksymalnie.

Kiedy pierwszy raz zagrałem w Rayman Origins uderzyło mnie to jak bardzo automatycznie wszystko się dzieje. Jako wieloletni fan gatunku byłem zdziwiony, że nie wymaga się ode mnie celowania przy lądowaniu po wykonaniu skoku. Co więcej, kiedy próbowałem robić tak jak zawsze, czyli samodzielnie skakać i lądować, pogarszało to tylko sytuację. Kluczem do sukcesu w reboocie jest po prostu poddanie się temu, co gra robi za nas. Chodzi mi dokładnie o to, że kiedy wykonujemy skok, Rayman samodzielnie wyląduje na odpowiednim miejscu. My musimy jedynie trzymać przycisk kierunku. Podobne rzeczy nie miały miejsca w serii, a nawet w gatunku. Mimo więc pozytywnego nastawienia przy pierwszym kontakcie, szybko uległo ono wręcz frustracji, bo musiałem porzucić swoje wieloletnie przyzwyczajenia.

Rayman Origins to ładny styl artystyczny i średnia muzyka

Co jak co, ale jeśli chodzi o oprawę artystyczną, to Rayman Origins naprawdę trzyma poziom. Pominę już fakt, że za bardzo różni się od tego jaki cechował od zawsze franczyzę. Niemniej jednak poziomy wyglądają ładnie od pierwszych do ostatnich chwil z grą. Szkoda tylko, że wkrótce od rozpoczęcia zabawy zaczyna się robić powtarzalnie. I nie dlatego, że wracamy do tych samych lokacji żeby poprawić swoje czasy. Po prostu kolejne poziomy zataczają koło jeśli chodzi o styl - zmienia się jedynie ułożenie platform. W Raymanie z 1995 roku jest masa świetnie zaprojektowanych poziomów i nawet jeśli pozostajemy w podobnym obszarze, znacząco się od siebie różnią. To samo tyczy się drugiej i trzeciej odsłony serii. Nigdy nie poczułem, że ciągle chodzę po tak samo wyglądających miejscach. Wystarczyło, żeby twórcy po prostu bardziej się wysilili i dostarczyli więcej zróżnicowania.

Seria z Raymanem w roli głównej, od zawsze zachwycała mnie swoją ścieżką dźwiękową - no, może nie zawsze, bo tyczy się to głównie dwóch pierwszych odsłon. Tego samego nie mogę niestety powiedzieć o Rayman Origins. W związku ze zmianą humoru, zmieniło się również to jak brzmią kolejne utwory. Są fajne kawałki, ale niestety większość z nich nie zapada w ogóle w pamięć, a ponadto po jakimś czasie ma się ich dość. Zwłaszcza tego, który przygrywa podczas ścigania uciekającej skrzyni. Dodajmy do tego jeszcze wszelkie wokalne partie, które mogą przyprawić na początku o lekki uśmieszek, ale po jakimś czasie po prostu zaczynają drażnić. Wiadomo, co kto lubi, ale wystarczyło coś mniej nachalnego, bo w końcu podobne gry cechują się tym, że ciągle się dane sekwencje/poziomy powtarza. Poniższy utwór byłby o wiele fajniejszy gdyby nie wokalne bzdety.

Rayman Origins jest rozczarowaniem dla wieloletniego fana serii

Zastanawia mnie czemu Rayman Origins jest dwuwymiarową grą. Chęć wyprodukowania gry niskim kosztem? A może sposób na przypodobanie się fanom starej szkoły? Jeśli to drugie, to dlaczego rozgrywka jest tak bardzo zautomatyzowana? Na żadne z powyższych pytań nie znam odpowiedzi, ale uważam tę odsłonę po prostu za rozczarowanie. Nie jest to ani remake klasyka, ani reboot na jaki pierwszy Rayman zasługuje. Kolejna odsłona wypadła nieco lepiej, ale podstawy zabawy są takie same. Przynajmniej ta muzyka nie denerwuje (a covery hitów bardzo na plus) i biorąc pod uwagę całokształt, bawiłem się o wiele lepiej przy Legends.

Tagi: Rayman Origins Ubisoft Ubisoft Montpellier