Roger Żochowski Roger Żochowski 25.12.2013
Historia konsol: Pegasus
16071V

Historia konsol: Pegasus

 

TOP 15 gier na Pegasusa

15. Urban Champion

 
Idealny przykład tego, jak prosta w założeniach gierka może zapewnić masę zabawy. Produkcja najlepiej sprawdzała się, gdy naszym rywalem był żywy osobnik. Pranie po mordach na chodniku przed blokiem, uważanie na doniczki z kwiatami zrzucane przez złośliwych mieszkańców, patrole policji uspokajające na chwilę zwaśnionych rywali i nasz główny cel, czyli zrzucenie przeciwnika do kanału znajdującego się na przeciwległym końcu planszy. Miodzio.
 

14. Spider-Man – Return of the Sinister Six

 
Że niby gry na komiksowej licencji są słabe? Spider-Man na poczciwego Pegasusa to tytuł z najwyższej półki platformówek. Gracz miał za zadanie pokonać tytułową „Złowrogą Szóstkę”, eliminując kolejno jej członków na końcu każdego z poziomów (walki z bossami). Gra była trudna (tylko jedna kontynuacja) i mroczna (ciemne lokacje i grobowa wręcz muzyka), co budowało niepowtarzalny klimat.
 

13. Robocop – seria

 
Jedna z najładniejszych gier na Pegasusa (świetnie oddawała filmowy klimat) i dość oryginalna jeśli chodzi o gameplay. Zadaniem gracza było nie tyle ukończenie kolejnych poziomów, co zniszczenie odpowiedniej ilości Nuke'ów (buteleczek z literą N) i aresztowanie określonej liczby przestępców. Jeśli nam się to nie udało trafialiśmy na strzelnicę, gdzie czekał nas kolejny test. Jego oblanie skutkowało rozpoczęciem danego poziomu od nowa.  
 

12. Adventure Island – seria
 

Seria „Islander” to jedna z najpopularniejszych platformówek na Pegasusa, której wstyd było nie znać. We wszystkich odsłonach sterowaliśmy wesołym „plażowiczem”, który przemierzał poziomy na własnych nogach, deskorolce oraz różnego rodzaju stworach (jeden pływał pod wodą, inny pozwalał wznieść się w przestworza itd.). Dorzućcie do tego zbieranie jajek, walki z bossami i misje (jakżeby inaczej) ratowania swojej lubej.
 

11. Captain Tsubasa

 
Oglądanie kolejnych odcinków „Kapitana Tsubasy” na Polonii 1 kończyło się przeważnie w dwojaki sposób: wyjściem na dwór, by pograć w gałę lub odpaleniem na Pegasusie wirtualnych przygód „Kapitana Hawka”. Kolejne mecze śledziliśmy w formie komiksowych scenek i animacji, a gatunkowo grze bliżej było do strategii (planowanie kolejnych zagrań z podglądem na pole gry) niż do rasowej gry sportowej. Dla fanów rzecz kultowa.
 

10. Micro Machines

 
Zwariowane wyścigi zdalnie sterowanych pojazdów to trzecia już gra ze „Złotej Piątki” w naszym zestawieniu. W zależności od tego na jakich torach odbywała się rywalizacja (wanna wypełniona wodą, kuchenny stół itp.), w zabawie brały udział różne pojazdy, od zwykłych samochodów, przez motorówki, na czołgach kończąc. Masa przeszkadzajek, skoczni i przepaści, które jeszcze bardziej cieszyły w trybie dla dwóch graczy.
 

9. Chip'n Dale Rescue Rangers 1 & 2

 
Chip i Dale, czyli Brygada RR w wirtualnym wydaniu. W obu częściach rządził oczywiście tryb dla dwóch graczy, dzięki któremu mogliśmy wspólnie ukończyć przygodę, zwiedzając kolejne plansze. Trzeba było oczywiście uważać na mechaniczne psy i innych patałachów, których przywoływaliśmy do porządku, rzucając w nich wszystkim, co wpadło nam pod rękę (skrzynki, jabłka itd.). A żeby nie było nudno, gryzonie mogły nawet popływać motorówką!
 

8. Big Nose the Caveman

 
Kolejny przedstawiciel „Złotej Piątki”. W grze mieliśmy okazję poznać życie jaskiniowca z tytułowym, dużym kinolem, który uzbrojony w maczugę i zebrane po drodze kamienie przemierzał prehistoryczne światy, walcząc z różnego rodzaju zwierzakami. Do tego zbieranie kości, pojedynki z bossami, poziomy latane (maczuga w roli śmigła), a nawet opcja dla dwóch graczy (podobnie jak w Mario, graliśmy na przemian).
 

7. Tank 1990

 
„Czołgi”, jak zwykło się potocznie mówić na ten tytuł, przyciągały przede wszystkim niesamowitą grywalnością, na którą składały się batalie z przeciwnikami, zbieranie power-upów (możliwość niszczenia stalowych ścian, szybsze strzelanie, tymczasowa nieśmiertelność itd.) i oczywiście obrona bazy, czyli słynnego orzełka (grając z kumplem jeden gracz szedł na front, drugi bronił „gniazda”). A przecież nie wspomniałem jeszcze ani słowem o możliwości tworzenia własnych plansz, co wciągało jak bagno.
 

6. Teenage Mutant Ninja Turtles – seria

 
Jako że wielu użytkowników Pegasusa wychowało się na bajkach pokroju „Wojowniczych Żółwi Ninja”, gra pozwalająca im wejść w rolę skorupiaków również obrosła kultem. Każdy z czterech bohaterów dysponował unikalnymi zdolnościami („śruba” Raphaela rządziła), a oprócz rozwalania setek wrogów nie zabrakło także takich atrakcji jak surfowania na desce czy jazdy ciężarówką. A satysfakcja z pokonania Shreddera była przecież bezcenna.
 

5. Dizzy the Adventurer

 
Jeden z hitów, który znalazł się na kartridżu z kultową „Złotą Piątką”. W tej prostej platformówce stworzonej przez Codemasters wcielaliśmy się w jajko, które musiało uratować z opresji swoją ukochaną Daisy (czyli jak zawsze: wszystkiemu winne kobity). Kolorowa grafika, łamigłówki, skakanie po platformach i oczywiście zbieranie znajdziek – niby prosta formuła, a potrafiła przynieść niesamowitą radochę.
 

4. Double Dragon 1 & 2

 
Z racji tego, że w latach 90. w szkołach bardzo popularne były tzw. solówy, obok serii Double Dragon ciężko było przejść obojętnie. To jedna z najfajniejszych mordoklepek na Pegasusa, którą można było przejść razem z kumplem. Wachlarz ciosów wprawdzie nie powalał, ale gra nadrabiała możliwością wykorzystania zebranego po drodze (lub od wrogów) oręża (rzucanie nożem rulez). No i kolejny raz ratowaliśmy niewiastę.  
 

3. Goal 3 (Kunio Kun)

 
Obok „olimpiady” najlepsza sportówka na Pegasusa, charakteryzująca się mangowym stylem i sporą dawką humoru. Gracze kierowali drużyną Nekketsu, mierząc się z kolejnymi ekipami i dążąc do zwycięstwa w lidze Technos (opcja 2 Players na pokładzie). Zróżnicowane taktyki, różne murawy, błoto, pioruny, kałuże, silny wiatr, superstrzały, brak fauli i niewiarygodne triki – pisząc krótko: festyn pełną gębą. Nie było osoby, która nie znałaby Kunio Kuna!
 

2. Mario

 
Sesje w Mariana, w których zwiedzało się rury kanalizacyjne, skakało po grzybkach, zaliczając kolejne poziomy (ósmy świat wielu śnił się po nocach), wskakiwało na „maszt”, wciągając flagę i zbierało setki monet, to stały element wspomnień o Pegasusie. I choć mało kto wówczas wiedział, że popularny Mario na Zachodzie nazywa się Super Mario Bros., nie zmieniało to faktu, że dzięki Pegasusowi mogliśmy poznać jeden z najlepszych 8-bitowych klasyków.  
 

1. Contra

 
Tytuł, przy którym poległo wiele padów. Produkcja Konami była jedną z najpopularniejszych gier na kartridżu „168 in 1”. Możliwość ukończenia gry z kumplem, power-upy, walki z bossami, elementy platformowe i masa strzelania to chleb powszedni tej produkcji. Do dziś wielu graczy przed oczami ma ostateczną walkę z wielkim sercem chronionym przez skorpiony, po której nasi komandosi w stylu Rambo opuszczali eksplodującą wyspę na pokładzie helikoptera. Nieśmiertelny klasyk.
 
 

Modele Pegasusa:
 

MT-777DX
 
 
Pierwszy, premierowy model konsoli. Budową do złudzenia przypominał Famicoma, wliczając w to niemal identyczny mechanizm wyjmowania kartridży oraz kanciasty kształt padów, które można było umieścić na bokach obudowy konsoli.
 
IQ-502
 
 
Model większy od poprzedniego, doczekał się kilku wariacji. Zmieniono w nim rozłożenie i wielkość przycisków na konsoli, dodano czerwoną diodę sygnalizującą pracę systemu, nowy mechanizm wyjmowania kartridży i 15-pinowe gniazda padów. Same kontrolery zyskały owalny kształt i pastelowe przyciski.
 
Power Pegasus
 
 
16-bitowa konsola, która była tak naprawdę klonem Segi Mega Drive. Gdyby nie napis Pegasus na obudowie, przypominałaby do złudzenia pierwszy model słynnego systemu Niebieskich, wliczając w to ciemny kolor, napis „16-bit” i charakterystyczne, bumerangowe pady.

 

Tagi: historia konsol pegasus publicystyka redakcja

Przejdź do strony