Spędzisz z tą grą pół godziny i stracisz głowę!

Spędzisz z tą grą pół godziny i stracisz głowę!

Krzysztof Grabarczyk | Dzisiaj, 15:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Największe gry nie zawsze powstają za milionowe budżety, współczesna historia elektronicznej rozrywki kwitnie od przykładów ze sceny niezależnej. Jej przedstawiciele rzadko boją się ryzyka z uwagi na skromne oczekiwania. Znany dzisiaj hity pokroju Super Meat Boy, Hollow Knight czy Stardew Valley, złożone z istniejących dawno koncepcji. Wyróżniają się unikalną estetyką i uzależniającą rozgrywką. Nie definiują gatunków, częściej wpisują je na listę popularnych trendów w branży gier. Nierzadko rodzą się w błysku fleszy, albo raczej „Flashy” – jak główny bohater poniższego tesktu.

Oryginalne The Binding of Isaac było grą stworzoną w Flashu, właściwie już u schyłku ery „fleszowych gierek z przeglądarki” – które w rzeczywistości wylały fundament na powstanie sceny indie. Tytuł nie stanowił pierwszej wariacji typu rogue-lite, lecz ją spopularyzował. Grą, która oficjalnie użyła tej klasyfikacji gatunkowej okazało się Rogue Legacy z 2012 roku (The Binding of Isaac powstało rok wcześniej). Isaac w takiej formie doczekało się pierwszego rozszerzenia, The Wrath of the Lamb. Okazało się, że był to dopiero początku wielkiego rozwoju gry. W październiku, 2014 roku pojawiło się The Binding of Isaac: Rebirth. Nie był to żaden sequel, lecz przebudowa oryginalnej koncepcji. Rebirth zamieniło łagodną oprawę na pikselową. Z początku kwestionowano tę decyzję, lecz okazało się, że zmiana stylu pomogła w fantastycznym przyjęciu gry.

Dalsza część tekstu pod wideo

Produkcja cieszyła się niesłabnącą popularnością na PlayStation 4, gdzie pojawiła się w wydaniu pudełkowym. Sprzedawała się całkiem dobrze również na PlayStation Vita, czyli ostatniej przenośnej konsoli od Sony. The Binding of Isaac doczekało się kilku dodatków, Afetrbirth, Afterbirth+ oraz Repentance. Dodatkowa zawartość pojawiała się w okresie od marca 2017 roku do maja roku następnego. The Binding of Isaac oferuje świetną rozgrywkę z koncepcją opartą na oryginalnej odsłonie The Legend of Zelda. Jej twórca przyznał, że zaprojektował ją, aby odnieść klęskę bo niespecjalnie przejmował się ryzykiem nikłej sprzedaży. Pewnie dlatego, że raz już zdążył odnieść niemały sukces.

Groszowa sprawa

undefined

Niedawno pisaliśmy o 90-procentowej przecenie na The Binding of Isaac na wyprzedaży w platformie Steam. Dzięki tej inicjatywie produkcja dostała kolejną młodość i w szczytowej formie mogła poszczycić ponad 100 tys. graczy. Co ma w sobie ten tytuł? Wszystko rozpoczęło się po debiucie Super Meat Boy. Edmund McMillen wpadł na pomysł opracowania gry łączącej system lochów pierwszej Zeldy z elementami rogu-lite. Postać gracza zdobywałaby ulepszenia w proceduralnie generowanej poziomach. Ten koncept okazał się strzałem w dziesiątkę i do dzisiaj The Binding of Isaac stanowi ciekawą przygodę. Twórca inspirował się biblijnym przypowieściom a cała narracja miała oczywiście drugie dno w postaci interesujących przesłań. Przede wszystkim jednak liczyła się dobra zabawa i gra jej dostarczyła.

Czas jej produkcji w kontekście zysków był śmiesznie krótki. Cały proces trwał niespełna trzy miesiące. Następnie udawało się sprzedawać 100-200 kopii dziennie na Steamie. The Binding of Isaac wygrywa dzięki formule, której nie da się przejeść. W rogue-lite grało i wciąż gra się bardzo dobrze. To jak niekończąca się spirala, uzależniająca bez reszty. Dzięki tej produkcji inne studia zdecydowały się ruszyć podobną ścieżką. Housemarque Games dowiedziawszy się o sukcesie takich gier stworzyło Returnal a następnie Saros. Tytuły te nie sprzedawały się na pniu jak opisywany Isaac, lecz powstały m.in. dzięki sławie tamtej skromnej produkcji. Piszę skromnej po powstałej za śmieszny budżet, lecz kreatywnie nieograniczonej.

Nieśmiertelny Isaac

undefined

Pomimo, że gra bywa trudno nie sposób się od niej oderwać. Nie ukrywam, że najlepiej wygląda na ekranach urządzeń przenośnych. Pojawiła się m.in. na konsoli Nintendo Switch choć świetny dla niej będzie również Steam Deck. W poszukiwaniu naprawdę dobrego rogue-lite’a – niezależnie czy macie dzienni 5 godzin czy 50 minut na zabawę – The Binding of Isaac jest doprawdy świetnym wyborem. Ilość bonusowej zawartości imponuje a rdzeń zabawy przenigdy się nie nudzi. W zależności od platformy jej styl wizualny bardzo szybko wpada w oko. Nie jest to produkcja tak dynamiczna jak wydany lata później Hades. Oferuje ciężką, przytłaczającą atmosferę. „Historia kreatywnego dziecka, które porzucone, ucieka się do (nie)bezpieczniej przystani, do swojej wyobraźni” – tłumaczył Edmund McMillen. Od premiery „pikselowej” edycji The Binding of Isaac upłynęło dwanaście lat, jednak gra ani trochę nie straciła na unikalności. „Dziękuje wszystkim fanom gry, którzy sprawiają, że chciałbym móc ją projektować w nieskończoność” – a my dziękujemy, że zapewniłeś nieskończoną frajdę dzięki The Binding of Isaac. Wracacie czasem do niej?

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Krzysztof Grabarczyk Strona autora
Weteran ze starej szkoły grania, zapalony samouk, entuzjasta retro. Pasjonat sportów siłowych, grozy lat 80., kultury gier wideo. Pisać zaczął od małego, gdy tylko udało mu się dotrwać do napisów końcowych Resident Evil 2. Na PPE dostarcza weekendowej lektury, czasem strzeli recenzję, a ostatnio zasmakował w poradnikach. Lubi zaskakiwać.
cropper