Nic cię nie zaskoczy? Mylisz się. O tym filmie mówi dosłownie cały świat
Wydawało nam się, że sprawę Elizabeth Holmes i jej medycznego imperium z kartonu przemielono już na wszystkie możliwe strony. Mieliśmy przecież świetną książkę Johna Carreyrou, głośny dokument od HBO i obsypany nagrodami miniserial z Amandą Seyfried, po których z fałszywej wizjonerki w czarnym golfie nie zostało nawet co zbierać. Kiedy więc gruchnęła wieść, że wytwórnia A24 wypuszcza do kin prawie trzygodzinny film dokumentujący ostatni miesiąc wolności skazanej oszustki, wielu tylko przewróciło oczami.
Tymczasem „Zobaczysz wszystko” (You Can See Everything) z miejsca wywróciło amerykański box office do góry nogami i zarobiło ponad siedemdziesiąt milionów dolarów przy śmiesznym, 7-milionowym budżecie. Dlaczego ludzie walą drzwiami i oknami na seans o kobiecie, której kłamstwa znamy na pamięć? Odpowiedź jest prosta. Bo to nie jest grzeczny reportaż, tylko bezwzględne starcie dwojga arcymistrzów manipulacji, po którym wyjdziesz z sali z poczuciem, że ktoś właśnie zrobił ci pranie mózgu.
Trzydzieści cztery dni do odsiadki i diabeł z kamerą w gościnnym pokoju
Zacznijmy od samego pomysłu wyjściowego, który brzmi jak ponury żart, a wydarzył się naprawdę. Jest wiosna 2023 roku, a Elizabeth Holmes ma dokładnie trzydzieści cztery dni do momentu, w którym zamkną się za nią bramy federalnego więzienia w Teksasie, gdzie ma odsiedzieć jedenaście lat za wyłudzenia na gigantyczną skalę. W swojej nieskończonej bucie upadła milionerka oraz jej partner, dziedzic hotelowej fortuny Billy Evans, dochodzą do wniosku, że świat ich po prostu nie zrozumiał. Postanawiają więc zgłosić się do studia A24 i zaprosić pod swój dach ekipę filmową, obiecując jej pełen dostęp do swojego życia bez żadnej cenzury. Chcieli ciepłej laurki o troskliwej matce i skrzywdzonej innowatorce? Cóż, trafili najgorzej jak mogli, bo za kamerą stanął duet Lance Oppenheim oraz - i tu zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki - Nathan Fielder.
Jeśli kojarzycie Fieldera z jego wcześniejszych programów pokroju „Nathan for You” czy genialnego, zacierającego granice między prawdą a fikcją „The Rehearsal” (Próba generalna), to doskonale wiecie, z kim mamy do czynienia. Ten facet z kamienną twarzą potrafi wkręcić swoich rozmówców w tak absurdalne, niekomfortowe sytuacje, że widzowie z zażenowania chowają się pod kocem. Wpuszczenie go do własnej sypialni przez patologiczną kłamczuchę to jak zaproszenie wampira na bankiet krwiodawców. Przez pierwszą część filmu oglądamy tę dziwaczną sielankę. Robienie jajecznicy, spacery z dziećmi po plaży i długie rozmowy, podczas których Holmes ani razu nie mruga, patrząc reżyserowi prosto w oczy i zapewniając, że nigdy w życiu nikogo nie okłamała. Mało tego - na tydzień przed pójściem za kraty para radośnie wydzwania do nowych inwestorów, próbując opchnąć im kolejny bio-technologiczny projekt z laserami w roli głównej!
Kto jest na pierwszej bazie, czyli jak działa umysł socjopaty
Największą siłą tego dokumentu nie jest jednak wyliczanie starych grzechów Theranosa, ale bezlitosna wiwisekcja języka, jakim posługują się ludzie pokroju Holmes. Sam tytuł filmu - „Zobaczysz wszystko” - to zresztą bezpośredni cytat z jej dawnych obietnic, który w rękach Fieldera nabiera podwójnego, kpiącego znaczenia. Reżyser nie krzyczy na swoją bohaterkę i nie rzuca jej w twarz sądowymi aktami. Zamiast tego cierpliwie pozwala jej mówić i łapie ją na tym, jak bardzo jej słownik różni się od naszego. Kiedy pyta ją o słynne wystąpienie z 2014 roku, w którym zapewniała dziennikarzy, że jej maszyna potrafi wykonać dowolne badanie krwi, Elizabeth ze stoickim spokojem odpowiada, że to przecież szczera prawda. Bo słowo „potrafi” oznacza dla niej teoretyczną możliwość w przyszłości, a nie fakt, że urządzenie działa tu i teraz.
Kulminacją tej językowej gimnastyki jest scena, o której dziś rozpisują się wszyscy amerykańscy krytycy. Fielder puszcza parze klasyczny skecz komików Abbotta i Costello „Who’s on First?”, oparty na grze słów wokół nazwisk graczy baseballowych. I nagle zapada grobowa cisza. Holmes patrzy w ekran kompletnie pustym wzrokiem, nie rozumie dowcipu i ze śmiertelną powagą próbuje rozłożyć gag na czynniki pierwsze, a siedzący obok Billy Evans z dumą kwituje, że to dowód na to, jak „inaczej” pracuje jej genialny mózg. Właśnie w takich drobnych, pozornie banalnych momentach - jak chociażby wtedy, gdy kontrolujący każdy jej ruch Evans bez słowa wyrywa jej z rąk miskę, bo jego zdaniem Elizabeth zbyt wolno ubija jajka - na jaw wychodzi przerażająca prawda o tej dwójce. Z czasem zaczynamy mieć wręcz wątpliwości, kto w tym związku jest ofiarą, a kto pociąga za sznurki i trzyma pełnomocnictwa finansowe.
Amanda Seyfried wkracza do gry i rozbija czwartą ścianę w pył
Gdyby film skończył się w dniu, w którym Holmes przekracza próg więzienia w Bryan, mielibyśmy po prostu bardzo dobry, nieco duszny portret psychologiczny. Ale dla Fieldera i Oppenheima to dopiero połowa zabawy, po której następuje zwrot akcji rodem z „Incepcji”. Kiedy dostęp do skazanej kurczy się do krótkich, dwuminutowych rozmów telefonicznych zza krat, a kontakt z parą zaczyna się psuć, twórcy sięgają po broń atomową. Zatrudniają… Amandę Seyfried (oraz towarzyszącego jej w roli Billy’ego Christophera Abbotta), aby odgrywała sceny, których kamera nie mogła zarejestrować! Warto wspomnieć, że jeszcze przed pójściem do paki prawdziwa Elizabeth oglądała z Fielderem fragmenty serialu „The Dropout” ze swoim udziałem i złościła się na ekranową wersję samej siebie, rzucając słynne już zdanie: „Oni nie grają mnie, tylko postać, którą stworzyłam”.
Teraz natomiast reżyser sadza przed kamerą prawdziwą Seyfried, która najpierw ogląda nagrania z prawdziwą Holmes komentującą jej grę aktorską, a chwilę później sama z powrotem wskakuje w jej buty, obniża głos o oktawę i odtwarza na planie zapisy rozmów z więzienia. Mało wam szaleństwa? W jednej z najbardziej komentowanych scen w sieci Seyfried - będąc w połowie sobą, a w połowie wykreowaną przez siebie Holmes - siedzi przy kolacji z prawdziwym Billym Evansem i wdaje się z nim w ostrą, pełną przekleństw kłótnię polityczną o zmarłego aktywistę Charliego Kirka. W tym momencie dokument ostatecznie zjada własny ogon. Granica między dokumentem a inscenizacją, między prawdą a performansem, całkowicie przestaje istnieć.
Arcydzieło kłamstwa, które ma szansę na Oscara
Czy po obejrzeniu „Zobaczysz wszystko” dowiadujemy się, co naprawdę siedzi w głowie kobiety, która oszukała Henry’ego Kissingera, inwestorów z Doliny Krzemowej i tysiące pacjentów? Absolutnie nie - i dokładnie o to chodziło twórcom. Jeśli ktoś idzie do kina z nadzieją na tradycyjne dziennikarskie śledztwo, w którym reżyser przyciśnie oszustkę do muru i zmusi ją do płaczu oraz wyznania win, wyjdzie z seansu wściekły. Zamiast tego dostajemy jednak coś znacznie cenniejszego i bardziej niepokojącego - bezlitosne lustro wystawione współczesnej kulturze medialnej, w której każdy próbuje sprzedać własną wersję rzeczywistości.
Holmes chciała wykorzystać filmowców jako darmową agencję PR-ową przed odsiadką, Billy Evans próbował reżyserować samych reżyserów z tylnego siedzenia, a Nathan Fielder z zimną krwią wykorzystał ich próżność, aby nakręcić swój autorski, podszyty czarnym humorem thriller psychologiczny. W rezultacie powstał pierwszy od czasów „Fahrenheita 9/11” Michaela Moore’a pełnometrażowy dokument, który wspiął się na sam szczyt amerykańskiego box office’u, pokonując wielkie hollywoodzkie blockbustery, a krytycy już dziś całkiem poważnie wymieniają go w gronie kandydatów do Oscara w głównej kategorii za najlepszy film roku. Bo prawda w dzisiejszym świecie bywa nudna, za to dobrze opowiedziane kłamstwo wciąż sprzedaje się jak świeże bułeczki. A w tej grze pozorów nikt nie rozdaje kart lepiej niż duet Fielder i Holmes.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych