Branża kontra AI. Czyli kto wygra decydujące starcie o przyszłość gier wideo
Tworzenie gier nigdy nie było prostsze. Przynajmniej tak to teraz wygląda z perspektywy zwykłych graczy, bo w ostatnich miesiącach zostaliśmy dosłownie zalani niespotykaną wcześniej liczbą produkcji, które są niestety wątpliwej jakości.
W branży gier wideo mieliśmy modę na wiele przejściowych zjawisk. Był boom na gry usługi, była faza na produkcje NFT, wielkimi przebojami były gry muzyczne i taneczne, a nawet i gry-edytory, w których każdy mógł zrobić coś fajnego i przez to zwiastowano śmierć tradycyjnych płatnych gier AAA. Nic z tego nie spełniło swojej magicznej roli i nikt dziś nie mówi, że Roblox czy Fortnite Creative zastąpią tradycyjne gry wideo tworzone przez profesjonalistów.
Jak zatem będzie w przypadku obecnej mody na AI? Tutaj nie przewiduję innego finału tej przygody, albowiem żadne AI nie zastąpi gier robionych przez setki pasjonatów za dziesiątki milionów dolarów. Ale na modzie AI ucierpią przede wszystkim mali twórcy, których nawet najbardziej ambitne i przełomowe gry, nie będą w stanie przebić się przez cyfrowy śmietnik, jaki świadomie generują "vibe-coderzy", a z którym niektórzy włodarze wirtualnych sklepów nie mają zamiaru nic robić. Choć nie wszyscy.
Rewolucja AI czy AI Slopizacja
Rewolucja jaką wywołało w ostatnich miesiącach AI sprawiła, że teraz do stworzenia prostej gry nie trzeba ani programisty, ani grafika, ani nawet projektanta. Wszystko to "wypromptuje" wam AI w zaledwie kilkadziesiąt minut i taki gotowy produkt można śmiało wypuszczać na Steam czy innym cyfrowym sklepie z grami, licząc na to, że sprzedaż zwróci przynajmniej te 100 dolarów opłaty dla Valve czy innego włodarza takiego wirtualnego marketu. AI nie miało żadnych "moralnych" ani prawnych oporów przed tym, aby po prostu po linii najmniejszego oporu klonować gry innych twórców, przez co na przykład po zapowiedzi projektu o nazwie Needle In A Haystack Simulator, którego wydawcą jest firma Polden Publishing, w dosłownie chwilę na Steamie pojawiło się kilka jego naśladowców.
Ale będąc szczerym, nie wiem czego spodziewali się deweloperzy, skoro robią grę o tak prostym i banalnym schemacie, który nawet programista junior ogarnąłby w 2-3 tygodnie. Steam nie interweniuje, bo chce być platformą otwartą dla każdego dewelopera i każdego "dewelopera", a co za tym idzie nie kasuje żadnych klonów tego projektu. Twórcy oryginalnej gry o szukaniu igły w stogu siana mieli tak duży problem, że musieli do swojej miniaturki dodać znaczek "Original", żeby było wiadomo, że to właśnie ich dzieło, jest tym od którego to wszystko się zaczęło. Efekt? Pierwotne Needle In A Haystack Simulator ma 6,5 tysiąca obserwujących na Steamie i około 210 tysięcy zapisów do listy życzeń - wyniki są bardzo ładne, ale mogłyby być większe. Dlaczego? A no dlatego, że wyszła już gra Needle In A Haystack, którą prawdopodobnie przez pomyłkę na Steamie kupiło aż 50 tysięcy graczy. Bardzo podobna nazwa, identyczny koncept i nawet podobna oprawa wizualna sprawiła, że naprawdę łatwo było się pomylić.
A to nie jedyny taki przypadek. Parę dni temu na Steamie wyszła gra o obieraniu ziemniaków dla wojska pod nazwą Potato Please, która jest prawdopodobnie kopią pomysłu polskiego dewelopera znanego jako Rado Klasa, którego "1,000,000 POTATOES" już w przedbiegach przegrało z konkurencją. Potato Please miało ostatnio peak graczy wynoszący aż 8 tysięcy osób, 160 tysięcy sprzedanych kopii, a projekt naszego rodaka ma raptem 207 obserwujących na Steam. Przepaść, z której nie da się wyjść zwycięsko.
Walka już się rozpoczęła
Od kiedy na sklepie Valve rozpoczęto inicjatywę Steam Next Fest, z edycji na edycję uczestniczyło w nim coraz więcej produkcji. Jak podaje Chris Zukowski, specjalista od marketingu gier, ilość gier biorących udział w festiwalu wzrosła w trzy lata aż ośmiokrotnie. Początkowo w czerwcu 2023 roku dostaliśmy 887 demówek, zaś teraz w październiku 2026 roku gier było co najmniej 7240! W tym samym czasie średnia liczba zalogowanych do Steam użytkowników wzrosła z 23,406,348 do 30,825,139, czyli "tylko" o jakieś 31,70%. Wcześniej przypadało około 26 338 graczy na jedno demko, podczas gdy teraz mamy wynik 4 257 graczy per demo. Niby dalej dużo, ale prawda przecież jest taka, że nie każdy gra w demonstracyjne wersje gier, zwłaszcza jeśli jest ich zbyt wiele.
Co jest w tym wszystkim najgorsze, największy wzrost liczby demówek zaliczyliśmy pomiędzy aktualną, a poprzednią edycją Steam Next Fest, gdzie różnica wynosi blisko 3 tysiącem dem więcej. Jaki był tego wszystkiego smutny efekt? Po pierwszych, często decydujących, 24 godzinach festiwalu było aż 6 tysięcy dem, w które NIKT nawet nie zagrał. Fani zaczęli zatem stosować filtry AI i okazało się, że jakieś 50-60% dem dostępnych w tym Next Feście, było tworzone przy pomocy AI, a niektórzy podejrzewają, że nawet i więcej, bo nie każdy się do tego przyznaje - mimo jasnych wytycznych Valve.
Zarówno gracze jak i deweloperzy wzywają Valve do interwencji, bo aż taka wydawnicza swoboda jest po prostu przerażająca, a większość z tych produkcji to po prostu autentycznie wyplute z promptera gnioty, których dawniej miejscem docelowym byłoby Itch.io czy nawet strony pokroju gry.pl. Podczas gdy Epic i Valve zachęcają deweloperów do postowania gier AI, nasz rodzimy GOG dalej nie zezwala takim dziełom na debiut na swojej platformie. Najbardziej śmiałe ruchy wykonało jednak wspomniane już Itch.io, które to powiedziało stanowcze dość. Po prostu.
Włodarze niezależnego sklepiku pokazali, że w ostatnie dwa miesiące liczba submisji gier wzrosła z niecałych 3 tysięcy do ponad 7 tysięcy DZIENNIE. No i jak się szybko okazało, większość z tych submisji stanowiły tak zwane "AI slopy", czyli seryjnie "promptowane" projekty, bo grami tego nazwać się nie da, robione na jedno kopyto, niczym wszystkie te śmieci dla łowców trofeów, które zmieniły tylko kolor tła i lądowały na PSN jako "nowa" gra. Włodarze Itch.io z dnia na dzień po prostu usunęli ze swojego sklepy kilka terabajtów takiego badziewia, śmiało oczyszczając środowisko dla prawdziwych deweloperów-pasjonatów.
Post z tą informacją miał na samym X (Twitter) ponad 4,3 mln wyświetleń i aż 210 tysięcy polubień, co jasno pokazuje, że gracze nie chcą aby nawet takie miejsce jak Itch, były zalewane przez takie "coś". Jeśli Steam czy Epic nic z tym nie zrobią, skończą za parę lat w tym samym miejscu co Google Play czy App Store, gdzie żadna mała gra nie ma prawa bytu, bo przy setkach tysięcy gier wydawanych rocznie, nikt nie gra w nic innego niż największe tytuły od najbogatszych reklamodawców. A takiej przyszłości branży ani sobie ani wam nie życzę.
Czy sklepy z grami takie jak Steam powinny usuwać tak zwane "AI Slopy"?
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych