Dziesięć seriali z 2026 roku, o których mówiono w ostatnich miesiącach zdecydowanie zbyt rzadko
Postępująca z roku na rok nadprodukcja nowych seriali sprawia, że w natłoku kolejnych premier na platformach streamingowych często giną tytuły, które wyróżniają się na tle standardowych produkcji reprezentujących dany podgatunek. Dotyczy to nawet tytułów nagradzanych, które później rzadko trafiają do zestawień najciekawszych produkcji roku.
Minione kilkanaście miesięcy zapewne przejdzie do historii jako okres, w którym po raz kolejny żadnej platformie VOD nie udało się stworzyć światowego fenomenu na miarę „Stranger Things“, „Gry o tron“ czy nawet „Rozdzielenia“, choć pojawiło się kilka ciekawych tytułów. Jednym ze zwycięzców tego okresu można z pewnością nazwać „Zatokę Wdów“, która po raz kolejny pokazała, że Apple TV+, mające w końcówce roku w zanadrzu jeszcze intrygujące „Ukryte w ciemności“, wciąż potrafi zaskakiwać widzów. Na Netflixie z kolei warto zwrócić uwagę na koreańską „Piekielną robotę“. Tymczasem my przyglądamy się tytułom, o których w minionych miesiącach nie mówiono tak głośno.
Chętni na seks (HBO MAX)
Mimo zdobycia telewizyjnej statuetki Emmy w kategorii miniserial lub antologia produkcja Stevena Conrada wciąż pojawia się stosunkowo rzadko w zestawieniach najlepszych seriali tego roku, nie wspominając o skromnej popularności w Polsce. Sporo dla jej popularyzacji zrobili polscy tłumacze oryginalnego „DTF St. Louis“, którzy zaproponowali mocno krzykliwy tytuł tej czarnej komedii o trójce ludzi w średnim wieku, uwikłanych w skomplikowany trójkąt miłosny, który kończy się tragedią. Ciekawy pomysł i znakomita obsada to główne atuty tej nietypowej produkcji.
Życiowe błędy (Netflix)
Serial Rachel Sennott i Dana Levy’ego, mający zaskakująco mało ocen na stronach filmowych, to całkiem zgrabne połączenie komedii z kryminałem, którego bohaterami są brat i siostra, różniący się od siebie chyba najbardziej, jak to możliwe. Stateczny pastor i lekko stuknięta kobieta, która wciąż pakuje się w kłopoty, chcąc nie chcąc zostają wspólnikami i coraz głębiej wchodzą w przestępczy półświatek. Na plus trzeba zaliczyć także bardzo dobre aktorstwo, i to w wykonaniu zupełnie nieopatrzonych twarzy.
Moje 3 grosze (Netflix)
Trzecia odsłona cyklu, którego twórcą jest włoski artysta Zerocalcare, łączy się z poprzednią tym, że jak na znakomity poziom prezentowany przez jego seriale wciąż jest zdecydowanie za mało popularna. Często prezentują one poziom refleksji o codziennym życiu młodych dorosłych, którego nie powstydziliby się twórcy takich hitów jak choćby „BoJack Horseman“, a w dodatku charakterystyczna kreska autora komiksów nadal bardzo cieszy oko. Tym razem fabuła krąży wokół problemów finansowych firmy prowadzonej przez Zero i Dzikusa, które wystawiają na próbę ich wieloletnią relację.
Konsekwencje prawdy (Apple TV+)
Lata lecą, a o wielu produkcjach Apple TV+ wciąż można powiedzieć, że są znane głównie tym, którzy co tydzień wnikliwie przyglądają się ofercie platform VOD. Amerykańskiej platformie udało się w tym roku ponownie zaistnieć dzięki wspomnianej wcześniej „Wdowiej zatoce“, ale inny tytuł miał mniej szczęścia. Pod względem fabularnego skomplikowania zaledwie sześcioodcinkowemu australijskiemu serialowi oczywiście daleko do produkcji z Matthew Rhysem w roli głównej, mimo to warto go zobaczyć ze względu na bardzo dobre aktorstwo i piękne zdjęcia.
Z Belfastu do nieba (Netflix)
Twórczyni mocno chwalonego, trzysezonowego serialu „Derry Girls“, również dostępnego w ofercie Netflixa, Lisa McGee tym razem postawiła na bohaterki w średnim wieku, które zajmują się sprawą zagadkowej śmierci dawnej koleżanki. Największym atutem tego ośmioodcinkowego serialu jest jednak sposób, w jaki połączono w nim różne gatunki: kryminał, komedię z bardzo charakterystycznym irlandzkim humorem, dramat o dawnych traumach, a także opowieść o wielkiej przyjaźni trzech kobiet po czterdziestce. Dodajmy do tego świetne aktorki, których dotąd pewnie nie kojarzyło wielu widzów, oraz lokalny wyspiarski klimat, a otrzymamy serial, o którym w tym roku powinno być zdecydowanie głośniej.
Dom Duchów (Amazon Prime)
Drugie, tym razem serialowe podejście do ekranizacji kultowej powieści Isabel Allende, wydanej po raz pierwszy w 1982 roku, spotkało się z ciepłym przyjęciem i tuż po premierze zostało też wysoko ocenione. Nowa adaptacja znacznie lepiej wykorzystuje rozmach literackiego pierwowzoru, opowiadając historię kilku pokoleń kobiet. Zdecydowanie mocniej eksponuje też chilijski kontekst historyczny i polityczny, zamieniając mglistą książkową perspektywę jakiegoś kraju w Ameryce Południowej w konkret, a przy tym przywraca większe znaczenie realizmowi magicznemu.
Nemezis (Netflix)
Jeśli zaś szukać w tym roku dynamicznej produkcji kryminalnej na typowe odmóżdżenie, która jakimś cudem nie znalazła się wśród cotygodniowych hitów streamingowego giganta, warto wskazać właśnie ten ośmioodcinkowy serial. Jak większość produkcji sensacyjnych, także ten serial o rywalizacji między nieustępliwym policjantem a przebiegłym złodziejem nie jest pozbawiony typowych scenariuszowych mielizn. Można o nich jednak momentami zapomnieć, bo to całkiem wciągająca i efektowna rozrywka.
Zagładnicy (Disney+)
Całkiem zabawne animowane połączenie komedii z horrorem, przechodzącym oczywiście w groteskę, bywa często, także w Polsce, porównywane do kultowych „Wodogrzmotów Małych“. Obie produkcje łączy bowiem podobny punkt wyjścia. Tym razem akcja toczy się jednak w Bretanii, gdzie oczywiście zaczynają się dziać niestworzone rzeczy, w których uczestniczy para głównych bohaterów, Bobby i Romy. Po liczbie ocen na portalach filmowych można wnioskować, że serial nie zostanie zapamiętany tak mocno jak wcześniejszy tytuł, ale to naprawdę bardzo przyjemna propozycja dla miłośników wspomnianego już połączenia gatunków.
Amerykański zakładnik (HBO MAX)
Przypadkiem Tony’ego Kiritsisa, który w 1977 roku wziął na zakładnika pracownika firmy Meridian, zajął się ostatnio Gus Van Sant, realizując film „Dead Man’s Wire“ (w Polsce „Desperat“), w którym zagrali m.in. Bill Skarsgård, Dacre Montgomery i Al Pacino. Oparty na odcinku podcastu serial Shawna Ryana i Eileen Myers opowiada tę samą historię, ale z perspektywy dziennikarza radiowego Freda Heckmana, którego Kiritsis zmusza do udzielenia wywiadu w jego niezwykle popularnej audycji. To, co wydaje się dość wątłą podstawą fabularną, dzięki świetnemu oddaniu epoki i kolejnej znakomitej roli Johna Hamma, jednego z najlepszych amerykańskich aktorów serialowych, zamienia się w pasjonujący thriller.
100 dni oszustwa (Netflix)
Końcówka roku zapowiada się szczególnie ciekawie dla fanów produkcji z Półwyspu Koreańskiego, przede wszystkim za sprawą premiery wspomnianej już „Piekielnej roboty“, która już po opisie fabuły zdaje się łączyć wiele elementów obecnych w innych kultowych serialach z Korei z ostatnich lat. Na razie jednak na Netflixie można oglądać odcinki serialu „100 dni oszustwa“, dodawane co tydzień. Od początku jawił się on jako produkcja niezwykła. Zrealizowany z okazji 20-lecia telewizji tvN serial łączy thriller szpiegowski z dramatem historycznym z lat 30. i romansem.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych