Rockstar Games w gazie. Oto gry na kolejne lata, które zrobią wielkie show
Machina ruszyła i nikt już jej nie zatrzyma. Do rynkowego debiutu Grand Theft Auto VI pozostał zaledwie miesiąc, a wszelkie obawy o kolejne opóźnienia można definitywnie włożyć między bajki.
W kuluarach branży czuć tę specyficzną, elektryzującą atmosferę, która towarzyszy wyłącznie premierom od giganta ze szkockim rodowodem. Kampania marketingowa wchodzi w decydujący etap, klocki wskoczyły na swoje miejsca, a cała branża gier wideo wstrzymuje oddech, szykując się na tektoniczne trzęsienie ziemi, jakie wywoła powrót do słonecznego Vice City.
Dla Rockstar Games to jednak zaledwie początek bezprecedensowego marszu po dominację. O ile przez ostatnią dekadę korporacja przyzwyczaiła nas do rzadkich, wybitnych, lecz rozciągniętych w czasie premier, o tyle obecna kondycja finansowa i operacyjna firmy pozwala jej na realizację projektów na niespotykaną dotąd skalę. Studio nie zamierza zwalniać tempa ani ograniczać się do dojenia sieciowego modułu swojej najnowszej superprodukcji. Na horyzoncie rysuje się panorama premier, które w nadchodzących latach bezdyskusyjnie zdefiniują standardy interaktywnej rozrywki.
Na dobry początek...
Żelaznym punktem w tym mistrzowskim planie jest Max Payne 1 & 2 Remake, powstający przy ścisłej współpracy z fińskim Remedy Entertainment. Tytuł ma zadebiutować na konsolach obecnej generacji w 2027 roku i będzie to powrót w wielkim, noirowym stylu. Rockstar doskonale wie, jak ogromny sentyment gracze żywią do zniszczonego życiem nowojorskiego gliniarza. Połączenie autorskiej wizji Sama Lake’a, nowoczesnego silnika Northlight oraz niemal nieograniczonego budżetu i producenckiego szlifu „Gwiazd Rocka” da nam jedno z najbardziej spektakularnych odświeżeń w historii gier akcji, gdzie ikoniczny bullet time znowu zachwyci całe pokolenie graczy.
Równie pewnym, choć wymagającym cierpliwości filarem jest kolejna wyprawa na Dziki Zachód. Red Dead Redemption 3 po prostu musi powstać i nikt w zarządzie Take-Two nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Błagania społeczności, która do dziś uznaje drugą część za szczytowe osiągnięcie narracyjne i technologiczne medium, nie trafiły w próżnię. Westernowa saga to dla wydawcy zbyt cenny, unikalny klejnot, by pozwolić mu odejść w zapomnienie - zwłaszcza gdy rynek tak bardzo łaknie dojrzałych, bezkompromisowych opowieści o zmierzchu legend.
Zanim jednak usłyszymy pierwsze oficjalne takty trzeciej odsłony rewolwerowej epopei, studio ma w rękawie asy znacznie łatwiejsze do rozegrania. Prawdziwym grzechem zaniechania byłoby pozostawienie arcydzieła, jakim jest Red Dead Redemption 2, w okowach przestarzałych 30 klatek na sekundę. Dedykowana łatka podbijająca płynność do 60 klatek, wzbogacona o podkręconą rozdzielczość i ulepszone efekty oświetlenia na PlayStation 5 oraz Xboksie Series X, to posunięcie wręcz naturalne, które przedłuży życie tej produkcji na kolejne lata. Jak wiemy dzięki przeciekom, ta wersja jest na ukończeniu i czeka, aż Rockstar Games będzie miało więcej miejsca do promowania tejże aktualizacji.
Co więcej, plotki o potencjalnej konwersji przygód Arthura Morgana na następcę Nintendo Switcha wydają się dziś bardziej realne niż kiedykolwiek. Nowa konsola Japończyków, wyposażona w znacznie nowocześniejszą architekturę i wsparcie dla zaawansowanego skalowania obrazu, bez problemu udźwignie monumentalny świat gangu van der Linde. Przenośne Saint Denis czy ośnieżone szczyty na ekranie hybrydowej platformy byłyby marketingowym strzałem w dziesiątkę, generując zyski liczone w setkach milionów dolarów bez konieczności budowania gry od zera.
Na deser...
Wśród uśpionych marek, które aż proszą się o wielki renesans, na czoło wysuwa się z kolei L.A. Noire. W kuluarach od dawna krążą intrygujące doniesienia o powrocie do stylistyki retro-kryminału, tym razem osadzonego w dusznych realiach przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Perspektywa poprowadzenia śledztwa przeciwko nieuchwytnemu Zodiakowi, w oparciu o nowatorską mimikę twarzy nowej generacji i brudny klimat kalifornijskiego półświatka tamtej epoki, brzmi jak absolutny majstersztyk, który idealnie zapełniłby lukę w segmencie gier detektywistycznych.
Taki powrót do mniejszych, lecz wyrazistych uniwersów pozwoliłby Rockstarowi zachować ciągłość wydawniczą bez presji natychmiastowego przebijania skali GTA. Publiczność dojrzała do produkcji skupionych na dedukcji, przesłuchaniach i klaustrofobicznych śledztwach (takich gier jest jak na lekarstwo), a mitologia seryjnego mordercy z San Francisco daje twórcom idealne pole do popisu, by zaoferować coś diametralnie różnego od beztroskiej demolki na ulicach Leonidy.
Wszystkie te projekty - remake Maxa Payne'a, odświeżony Arthur Morgan oraz potencjalna sprawa Zodiaka - posłużą jako potężny, bezpieczny pomost przed kolejnymi megaprojektami studia. To idealnie skrojona strategia dywersyfikacji, która nie pozwala marce zardzewieć, a jednocześnie generuje stabilne, gigantyczne strumienie przychodów bez konieczności pośpiesznego wypalania głównych deweloperów.
Dopiero na tym solidnym gruncie wykiełkuje pełnoprawne Red Dead Redemption 3. Projekt o tak gigantycznym rozmachu i ambicji technologicznej pominie już obecne platformy. Wszystko wskazuje na to, że trzecia odsłona kowbojskiej odysei stanie się koronnym tytułem startowym lub perłą w koronie nadchodzącej, dziesiątej generacji konsol - z PlayStation 6 na czele. To tam deweloperzy będą mogli zrealizować wizję żyjącego ekosystemu i fotorealizmu, o jakim dziś możemy jedynie marzyć.
A co z mitycznym Grand Theft Auto VII? Spójrzmy prawdzie w oczy: po premierze „szóstki” gigant ze Szkocji będzie rozwijał jej świat i tryby sieciowe przez wiele, wiele lat. Koncepcje siódmej części będą dopiero powoli kiełkować w głowach scenarzystów, przechodząc przez długi, żmudny proces preprodukcji i poszukiwania nowej tożsamości w dynamicznie zmieniającym się świecie.
Cykl produkcyjny tak kolosalnych gier wydłużył się do granic absurdu, co sprawia, że GTA 7 to perspektywa niezwykle odległa. Bardzo prawdopodobne, że przygoda w kolejnej metropolii zadebiutuje dopiero w epoce PlayStation 7 (będąc żartobliwym, o ile taka konsola w ogóle powstanie za te załóżmy 8-9 lat), stając się symbolem zupełnie nowej ery wirtualnej rozrywki, być może opartej już na technologiach, których fundamenty dopiero dzisiaj zaczynają powstawać w laboratoriach.
Przeczytaj również
Komentarze (11)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych