Zabójczy duet. Jeden z najlepszych filmów sensacyjnych ery VHS właśnie skończył 30 lat

Zabójczy duet. Jeden z najlepszych filmów sensacyjnych ery VHS właśnie skończył 30 lat

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 12:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Trzydzieści lat temu do kin po raz pierwszy trafił „Długi pocałunek na dobranoc" w reżyserii Renny'ego Harlina. Pełne eksplozji i humoru widowisko z Geeną Davis i Samuelem L. Jacksonem nie okazało się w latach 90. wielkim kinowym hitem, lecz na tyle dobrze sprzedawało i wypożyczało się później na kasetach VHS, że obecnie uchodzi za jeden z najlepszych  filmów sensacyjnych swojej epoki. 

Przełom lat 80. i 90. był znakomitym okresem dla Shane'a Blacka. Aspirujący scenarzysta i pisarz, tuż po ukończeniu UCLA w 1983 roku, postanowił spróbować swych sił w branży filmowej. Po pierwszych posadach, m.in. w urzędzie pracy tymczasowej i jako bileter w kinie w Westwood, Black zabrał się do pisania pierwszego scenariusza. Był nim materiał na osobliwy, nadnaturalny thriller „The Shadow Company", którego akcja rozgrywała się w czasie wojny w Wietnamie. Jego przyjaciel, reżyser Fred Dekker, pomógł mu dotrzeć do przedstawicieli 20th Century Fox. Nie byli oni zainteresowani tym projektem, ale wyczuli w Blacku spory potencjał, który zresztą wkrótce dał o sobie znać.

Dalsza część tekstu pod wideo

Black napisał bowiem scenariusz do komedii kryminalnej, której bohaterami jest dwóch policjantów: dzieli ich właściwie wszystko, ale razem tworzą znakomity duet. Na podstawie tego scenariusza powstała później „Zabójcza broń", jeden z największych hitów końcówki lat 80., który dał początek serii liczącej dziś cztery odsłony.  Wielki kasowy sukces filmu stał się także triumfem samego Blacka, który szybko zaczął uchodzić za specjalistę od efektownych filmów akcji z dużą dawką humoru, trafiającego do ówczesnych widzów. Już prace nad scenariuszem sequela przygód Riggsa i Murtaugha nie poszły jednak tak dobrze. Studio odrzuciło bowiem projekt scenarzysty, a on sam twierdził, że stało się tak z powodu wyjątkowo posępnej atmosfery, w której bohater grany przez Mela Gibsona ginął w finale.

Skłócony z przedstawicielami studia, Black dał sobie czas na przemyślenie sprawy i wrócił po dwóch latach, przekuwając dawne pomysły z czasów prac nad „Zabójczą bronią 2" w scenariusz „Ostatniego skauta", w którym zagrał Bruce Willis. Film okazał się sporym sukcesem kasowym i przypomniał o Blacku producentom z innych wytwórni. Zrobił to na tyle skutecznie, że później zajął się przepisywaniem materiału do „Bohatera ostatniej akcji". Prawdziwym triumfem scenarzysty był jednak napisany jako tzw. spec script scenariusz „Długiego pocałunku na dobranoc", o którego prawa rywalizowało kilka największych firm na ówczesnym rynku. Licytację wygrali przedstawiciele New Line Cinema, płacąc Blackowi rekordowe 4 miliony dolarów. Mieli oni już bardzo konkretne plany co do realizacji tego świetnie zapowiadającego się, efektownego widowiska.

Pieśni lodu i ognia

Long kiss
resize icon


Już w trakcie finalizowania sprzedaży scenariusza New Line Cinema wiedziano, że producenci chcą, by film wyreżyserował Renny Harlin, a główną rolę zagrała jego ówczesna żona, Geena Davis. Oboje byli jednak zobowiązani kontraktem z Carolco do realizacji niesławnej „Wyspy piratów", która okazała się jedną z największych kasowych porażek w historii kina i odbiła się także na pracy nad nowym filmem. Sam Black wspominał później, że fatalna prasa, jaka ciągnęła się za „Wyspą piratów", mogła wpłynąć również na wynik kasowy „Długiego pocałunku na dobranoc". Scenarzysta kontaktował się z reżyserem na odległość, jak przystało na czasy, w których film powstawał, przesyłając mu faksem kolejne wersje scenariusza.

Geena Davis, będąca w owym czasie aktorką znaną przede wszystkim za sprawą “Ich własnej ligi”, a także klasycznej “Thelmy i Louise” chciała w owym czasie wejść w kino akcji, a kojarzonemu wtedy głównie z “Na krawędzi” Harlinowi do gustu przypadł pomysł zrealizowania kobiecego kina akcji. Zwłaszcza, iż mógł w nim obsadzić własną żonę! Więcej problemów sprawiał wybór aktora do roli Mitcha Henesseya. Początkowo miał go zagrać Bruce Willis, którego Black dobrze znał z pracy nad „Ostatnim skautem" i który miał już wtedy opinię jednego z gwiazdorów gatunku. Po pewnym czasie scenariusz trafił jednak w ręce Samuela L. Jacksona, któremu bardzo się spodobał. Aktor zaczepił reżysera na jednym z przyjęć i powiedział, że bardzo chciałby w nim zagrać. Harlin szybko go zaangażował, co sprawiło, że postać Mitcha mocno się zmieniła: z muskularnego bohatera kina akcji przeistoczyła się w prywatnego detektywa-nieudacznika i alkoholika, który na trop wielkiej afery trafia zupełnie przypadkiem. Ostatecznie relacja między nim a Samanthą/Charly okazała się jednym z największych atutów filmu. 

Od początku wiadomo było, że zdjęcia do filmu rozpoczną się w Ontario, a później ekipa przeniesie się także do Toronto, Collingwood, Hamilton, Markham, Uxbridge i innych miejsc w prowincji. Wybór Kanady okazał się jednak prawdziwym przekleństwem. Harlin po latach wspominał, że w 1996 roku w tym kraju panowała jedna z najmroźniejszych zim od blisko 60 lat. W takich warunkach bardzo szybko zaczęły odmawiać posłuszeństwa kamery, a aktorzy mieli kłopoty z wypowiadaniem kwestii i skarżyli się na chwilami ekstremalne zimno.

O ironio, ekipa filmowa ucierpiała w tym czasie także z powodu ekstremalnego gorąca. Od początku wiadomo było, że część zdjęć powstanie w zabytkowym hotelu Windermere House z XIX wieku, położonym nad jeziorem Rosseau w regionie Muskoka. Niestety twórcom nie było jednak dane skorzystać z jego pięknych wnętrz, bo 27 lutego 1996 roku budynek niemal całkowicie spłonął w pożarze, a ocalała w zasadzie tylko kamienna weranda. W chwili pożaru część zdjęć kręcono na zamarzniętym jeziorze, a hotel był oświetlany od frontu, by dobrze prezentował się w tle. Późniejsze śledztwo nie wykazało jednoznacznie, co było przyczyną pożaru. Mówiło się o awarii instalacji elektrycznej, ale nic nie wskazywało na to, że zawinili twórcy filmu.

Nie możecie zabić Sama Jacksona!  

Long Kiss
resize icon


Jeszcze w trakcie prac nad scenariuszem po raz kolejny dały o sobie znać ciągoty Shane'a Blacka do radykalnych pomysłów. W zachowanej wersji z 1995 roku Mitch Henessey miał wyznać Charly, że w więzieniu padł ofiarą gwałtu. Wczesny Mitch był postacią zdecydowanie mroczniejszą i straumatyzowaną, a jego maska luzaka miała być sposobem radzenia sobie z bolesnymi wspomnieniami. Black przyznał jednak, że w trakcie pracy nad scenariuszem stopniowo usuwano z niego najbardziej brutalne elementy, a sam wątek pobytu bohatera w więzieniu został raczej zasugerowany niż opowiedziany. Dopiero po pokazie testowym twórcy zdecydowali się na całkowitą zmianę zakończenia. W pierwotnej wersji postać grana przez Samuela L. Jacksona umierała, co spotkało się z wyraźnym sprzeciwem widzów, więc z tego pomysłu zrezygnowano. Nic dziwnego, że sam aktor w jednym z programów Jimmy'ego Fallona w 2019 roku przyznał, że to jedna z jego ulubionych kreacji.

Film kosztował 65 milionów dolarów, co jak na tamte czasy i jak na gatunek, do którego należał, było kwotą zawrotną, i od początku uchodził za jeden z najbardziej ryzykownych projektów New Line Cinema. Wynikało to głównie ze śmiałego jak na tę dekadę postawienia na aktorkę w roli niezwykle sprawnej fizycznie zabójczyni, niegdyś pracującej dla amerykańskiego rządu. Trudno też było marketingowo opakować niezwykłą mieszankę gatunkową, z jaką mamy tu do czynienia. Film zaczyna się bowiem jak typowy dramat rodzinny, by przejść w thriller akcji i kino szpiegowskie, a także czarną komedię z duetem, jakiego widzowie jeszcze nie oglądali. Nie pomogła trudna konkurencja, na czele z dziś właściwie zapomnianą a wtedy niezwykle popularną „Zmową pierwszych żon". Była to produkcja dużo tańsza, ale w przeciwieństwie do filmu Harlina przekroczyła 100 milionów dolarów wpływów z biletów, podczas gdy licznik „Długiego pocałunku na dobranoc" zatrzymał się na niemal 96 milionach.

Film, jak zwykle w tamtych czasach, uratował jednak drugi obieg na kasetach wideo, gdzie sprzedawał się i wypożyczał wręcz znakomicie. Świadczy o tym choćby zestawienie „Billboardu" z maja 1997 roku, w którym film Harlina utrzymywał się w trójce najpopularniejszych tytułów na małym ekranie. Na tym rynku miał zarobić w sumie ponad 40 milionów dolarów, co pozwoliło na chwilę zapomnieć o słabym wyniku w kinach. Dopiero spektakularna wtopa wspomnianej „Wyspy piratów" sprawiła, że kariera Renny'ego Harlina i Geeny Davis mocno wyhamowała. Sam Shane Black na niemal dekadę wycofał się zaś z pisania scenariuszy do kina blockbusterowego, do czego miały go pchnąć także komentarze zazdrosnych kolegów po fachu, którzy po rekordowej sprzedaży scenariusza często zarzucali mu pójście w komercję.

Powrót do filmu Renny'ego Harlina uzmysławia dziś, dlaczego scenariusze Blacka do dziś budzą wśród kinomanów takie kontrowersje i dlaczego wielu ich zwyczajnie nie znosi. Elementy gatunkowego tygla, w którym scenarzysta co rusz miesza, wydają się wyjątkowo słabo do siebie pasować, co dotyczy zwłaszcza początkowej sekwencji rodzinnej, którą film się zresztą kończy. Skupienie Harlina na fizyczności, ciężarze i realności czynności wykonywanych przez bohaterów to rzecz, za którą film należy pochwalić, ale efekty specjalne zestarzały się bardzo źle. Dobrze jednak zobaczyć w mniejszych rolach Briana Coxa, który dziś wraca na szczyt dzięki niedawnej, znakomitej roli telewizyjnej, oraz Craiga Bierko, kojarzonego z kilkoma ciekawymi rolami z lat 90. To klasyczny przypadek aktora, który prędzej czy później trafia do rozważań w rodzaju „dlaczego on nie zrobił większej kariery?".

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper