Najlepsze remastery w dziejach. Które gry zostały bezbłędnie odświeżone?

Najlepsze remastery w dziejach. Które gry zostały bezbłędnie odświeżone?

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 22:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Dopisek „HD” na pudełku przez lata zdążył się już trochę zestarzeć. Czasem oznaczał pieczołowicie odrestaurowaną grę, czasem kilka ostrzejszych tekstur i żerowanie na nostalgii czy sentymencie odbiorców. Najlepsze remastery dawały jednak konkretny powód do powrotu do ukochanych miejscówek. Usuwały uciążliwości, na które kiedyś przymykaliśmy oko, poprawiały sterowanie albo wydobywały z oprawy przeróżne szczegóły. Dzięki temu po ponownym uruchomieniu klasyka można było skupić się na przygodzie, zamiast tłumaczyć sobie, że przecież tak się dawniej grało.

Wybrałem pięć znakomicie ocenionych odświeżeń z ostatnich dwudziestu lat. Każde z nich ma wydanie, które osiągnęło przynajmniej 90/100 na Metacritic. Przy ocenach wskazuję konkretną platformę. Kolejność uwzględnia również zakres i jakość wykonanej pracy, bo wysoka nota świetnej gry nie mówi jeszcze wszystkiego o jej remasterze. Szczególnie cenię te powroty, w których poprawki mają sens podczas rozgrywki, a twórcy potrafią rozpoznać, które elementy zasługują na zmianę i które wciąż działają znakomicie.

Dalsza część tekstu pod wideo

No bo któż z nas nie lubi remasterów? Każdy do nich wraca, a są przecież takie, które jeszcze nie powstały, a zrobiłyby wielką furorę. Tak, Rockstar, na was patrzę w odniesieniu do remastera GTA IV albo nawet Red Dead Redemption 2 na obecnej generacji konsol. Dajcie znać w komentarzach, które gry chcielibyście zobaczyć na PS5/XSX. A teraz przechodzimy do rankingu. 

5. Ōkami HD (2012, a kolejne wydanie w 2017)

OKAMI HD
resize icon

Ōkami ma tę przewagę nad wieloma klasykami z PlayStation 2, że oprawa graficzna od początku wynikała z wyraźnego pomysłu artystycznego. Clover Studio przeniosło japoński folklor do świata przypominającego obraz malowany tuszem, po którym biegała Amaterasu pod postacią białej wilczycy. Grube kontury, papierowa faktura i roślinność rozkwitająca pod jej łapami tworzyły oprawę, którą nawet po latach trudno pomylić z czymkolwiek innym. Remaster zachował tę tożsamość, zbierając na Metacritic średnią ocen 90/100 na PS3, a późniejsze wydanie pecetowe z 2017 roku osiągnęło aż 92/100. 

Za wersję dedykowaną PS3 odpowiadało studio HexaDrive, które potraktowało zadanie z zaskakującą ambicją. Początkowo zakładano rozdzielczość 720p, lecz ostatecznie przygotowano obraz wyświetlany w 1080p. W swoim opisie technicznym studio podało, że wykorzystywało wewnętrzną rozdzielczość 3840 x 2160, z której powstawał końcowy obraz w Full HD. Taka metoda pomagała wygładzić krawędzie, szczególnie istotne przy kresce udającej ślady pędzla. Poprawiono też tekstury, w tym ręcznie opracowane elementy postaci i menu, pilnując przy tym charakterystycznej faktury oryginału. Ostrzejszy obraz służył więc konkretnemu stylowi i to tym bardziej imponujące, że w 2012 roku posłużono się takimi sztuczkami. 

Wydanie z 2017 roku rozwinęło remaster i dodało obsługę wyświetlania w 4K na odpowiednim sprzęcie: PS4 Pro, Xbox One X i PC. Mogliśmy również wybrać panoramiczny obraz albo proporcje 4:3 znane z pierwowzoru. Do rozgrywki wróciły minigry towarzyszące ekranom ładowania, w których zdobywało się demoniczne kły wymieniane na przedmioty. To drobiazg, lecz dobrze pokazuje podejście do materiału źródłowego. Odświeżenie obejmowało także elementy, które łatwo uznać za zbędne, chociaż dla części graczy stanowiły rozpoznawalny fragment dawnego doświadczenia. Nawet oczekiwanie na kolejną lokację miało tu swój mały rytuał.

Osobne uznanie należy się wersji na Switcha z 2018 roku, ponieważ wykorzystała sprzęt do usprawnienia najważniejszej mechaniki Ōkami. Niebiański Pędzel pozwala przecinać obiekty, przywracać drzewa do życia czy tworzyć potrzebne elementy otoczenia poprzez rysowanie odpowiednich znaków na zatrzymanym obrazie. Na przenośnym ekranie można robić to palcem, a podczas gry z Joy-Conami korzystać ze sterowania ruchowego. W produkcji, która każe graczowi regularnie malować, taka swoboda ma praktyczne znaczenie. Każdy kolejny znak staje się łatwiejszy do wykonania, a to pomaga skupić się na tym, jak wykorzystać boskie zdolności podczas walki i rozwiązywania zagadek. 

4. Mass Effect: Legendary Edition (2021)

Mass Effect
resize icon

W przypadku Mass Effect odświeżenie jednej części rozwiązałoby zaledwie fragment problemu. Siła tej serii wynikała przecież z podróży przez trzy gry, podczas której decyzje Sheparda wracały do nas po wielu godzinach, a poznani wcześniej towarzysze skradli serca graczy własnymi historiami. Legendary Edition zebrało wszystkie trzy kampanie oraz ponad 40 dodatków obejmujących misje, broń i pancerze, porządkując rozbudowaną kosmiczną sagę w jednym pakiecie. Wersja na Xboxa One osiągnęła ocenę 90/100 na Metacritic. BioWare przy okazji poświęciło najwięcej uwagi pierwszemu Mass Effect, którego mechaniki szczególnie wyraźnie odstawały od późniejszych odsłon.

W jedynce poprawiono celowanie, ograniczono rozchodzenie się celownika i usunięto chwianie broni snajperskiej. Każda klasa mogła już korzystać z każdego rodzaju uzbrojenia bez dawnej kary, choć możliwość rozwijania konkretnych specjalizacji nadal zależała od profesji. Atak wręcz otrzymał osobny przycisk, Shepard nauczył się sprintu poza walką, a członków drużyny można było kierować niezależnie od siebie. Równie potrzebną terapię przeszedł Mako: poprawiona fizyka ograniczała jego podskakiwanie i ślizganie, a dodatkowy napęd przyspieszał jazdę. Zniknęła również kara do doświadczenia za zabijanie przeciwników z pojazdu. Wreszcie opłacało się korzystać z działa, które ktoś przecież po coś zamontował na tym sześciokołowym cudzie.

Prace graficzne objęły ponad 30 tysięcy tekstur. BioWare sięgnęło zarówno po materiały źródłowe w wyższej jakości, jak i narzędzia do zwiększania rozdzielczości. Ręcznie poprawiano wybrane modele, powierzchnie i elementy otoczenia. Większej ingerencji doczekały się między innymi Feros, Noveria oraz Eden Prime, gdzie dodano roślinność, ślady zniszczeń i bardziej rozbudowane efekty walki. Zmieniło się również oświetlenie, a cała trylogia otrzymała obsługę HDR. Szczególnie pierwsza część zyskała przez to bogatsze otoczenie, zaś przechodzenie z niej do kolejnych rozdziałów opowieści nie wiązało się już z równie gwałtownym przeskokiem jakości obrazu.

Równie wartościowe było zebranie dodatków takich jak Lair of the Shadow Broker, Leviathan czy Citadel, które rozwijają losy załogi i wiedzę o całym uniwersum. Ujednolicony kreator postaci pomagał zachować spójny wygląd własnego Sheparda przez wszystkie trzy gry, a Extended Cut stało się domyślną wersją zakończenia trójki. Trzeba jednak zaznaczyć dwie luki: w oficjalnym pakiecie zabrakło Pinnacle Station oraz multiplayera z Mass Effect 3. Legendary Edition pozostaje, mimo tego, świetnym sposobem na przejście całej opowieści. Poprawiona jedynka ułatwia wejście w jej świat, a większość dodatków, które wcześniej kupowało się osobno, pozwala od razu poznać również poboczne historie Liary, załogi Normandii czy samych Żniwiarzy.

3. The Legend of Zelda: The Wind Waker HD (2013)

Legend of Zelda Wind Waker
resize icon

Kreskówkowy Link zdążył wywołać sporo zamieszania jeszcze przed premierą The Wind Waker na GameCube. Po latach ta sama stylistyka okazała się jednym z największych atutów gry, ponieważ jej wyraziste sylwetki, animacje i kolorowy ocean wciąż wyglądały atrakcyjnie. W wydaniu na Wii U z 2013 roku obraz podniesiono do 1080p i zmieniono oświetlenie, dzięki czemu wyspy stały się cieplejsze, a postacie zyskały bardziej przestrzenny wygląd. Metacritic odnotował średnią na poziomie 90/100. Najciekawsze poprawki czekały jednak poza samą grafiką, bo Nintendo wróciło również do tych fragmentów przygody, które najmocniej wystawiały cierpliwość graczy na próbę.

Najlepszym przykładem jest Swift Sail, specjalny żagiel dostępny na aukcji na Windfall Island. Po jego zdobyciu łódź płynęła dwukrotnie szybciej, a wiatr automatycznie dostosowywał się do obranego kierunku. W pierwowzorze zmiana kursu często oznaczała wyciągnięcie batuty, zagranie melodii i ręczne ustawienie wiatru. Powtarzanie tej czynności podczas kolejnych przepraw potrafiło skutecznie osłabić zachwyt nad całą przygodą. Nowy żagiel skrócił podróże i pozwolił swobodniej reagować na dostrzeżoną wyspę czy skarb. Nadal wrażenie robiła na nas skala tego bezkresnego morza, ale znacznie łatwiej było cieszyć się tym, co znajdowało się po drugiej stronie horyzontu.

Podobnie potraktowano poszukiwanie Triforce pod koniec gry. Oryginał wymagał zdobycia ośmiu map, opłacenia ich rozszyfrowania u Tingle’a i dopiero później wyłowienia ośmiu fragmentów artefaktu. Remaster ograniczył liczbę map wymagających tej procedury do trzech, natomiast pozostałe pięć fragmentów można było zdobyć bezpośrednio w miejscach, w których wcześniej czekały mapy. Pozostało więc zwiedzanie i rozwiązywanie zadań, a ubyło kursowania pomiędzy kolejnymi etapami tej samej czynności. Ta poprawka miała szczególne znaczenie dla tempa opowieści: gracz zbliżający się do finału mógł kontynuować przygodę bez tak długiej przerwy na załatwianie interesów z Tingle’em.

Wii U dołożyło do tego wygodną obsługę ekwipunku i map na ekranie GamePada oraz możliwość grania bez zajmowania telewizora. Dla chętnych przygotowano Hero Mode, w którym przeciwnicy zadawali podwójne obrażenia, a uzupełniające zdrowie serduszka nie pojawiały się na świecie. Powrót dawał więc zarówno sprawniejszy dostęp do dobrze znanej przygody, jak i powód, aby zmierzyć się z nią w trudniejszych warunkach. No więc Wind Waker HD trafia na moje podium przede wszystkim za trafność dokonanych zmian. Twórcy przyjrzeli się czynnościom wykonywanym przez kilkadziesiąt godzin i poprawili te, które z czasem zaczynały nużyć. Tak to powinno wyglądać. 

2. The Last of Us Remastered (2014)

TLOU Remastered
resize icon

Powrót The Last of Us zaledwie rok po premierze na PS3 mógł budzić uzasadnione pytania o sens ponownego kupowania tej samej gry. Naughty Dog miało jednak konkretny problem do rozwiązania: tytuł zaprojektowany pod starą konsolę trzeba było przenieść na PS4, a samo uruchomienie jej silnika na nowym sprzęcie wymagało poważnej pracy. Efekt z 2014 roku otrzymał średnią aż 95/100 na Metacritic. To najwyższa ocena w tej piątce, choć drugie miejsce wynika z mniejszego zakresu zmian niż u zwycięzcy mojego rankingu. Ale do rzeczy. TLOU: Remastered dorzucilo do przygód Joela i Ellie znacznie więcej technicznych bajerów.

Najważniejsza różnica była odczuwalna podczas gry. Wersja na PS3 działała zakresie 20-30 klatek, natomiast na PS4 przez większość czasu osiągała 60 FPS, wyświetlając obraz w 1080p. Sporadyczne spadki pozostały, lecz poruszanie się, obracanie kamerą i prowadzenie ognia stały się wyraźnie płynniejsze. Poprawiono również tekstury, dystans rysowania obiektów oraz jakość modeli postaci, oświetlenia i cieni. W grze, w której każdy chybiony strzał oznaczał utratę cennej amunicji, precyzyjniejsze sterowanie miało bezpośredni wpływ na walkę. Nadal trzeba było ostrożnie wybierać moment ataku, ale teraz chociaż popełniony błąd był wyłącznie naszym problemem. 

Remaster obejmował także Left Behind, dodatek rozwijający przeszłość Ellie i jej relację z Riley. Dla osób poznających tę historię po raz pierwszy oznaczało to możliwość przejścia kampanii i sięgnięcia od razu po rozdział, który pomaga lepiej zrozumieć jedną z głównych bohaterek. W zestawie znalazły się również sieciowe Frakcje z pakietami map Abandoned Territories i Reclaimed Territories oraz poziom trudności Grounded. Przy premierze na PS4 było to bogatsze wydanie niż podstawowa wersja z PS3, a poprawiona płynność przydawała się także podczas pojedynków z innymi graczami, gdzie czas reakcji i kontrola nad celownikiem nabierały szczególnego znaczenia.

Naughty Dog dołożyło też tryb fotograficzny oraz komentarz do scen filmowych z udziałem Neila Druckmanna, Troya Bakera i Ashley Johnson. Można było zatrzymać akcję, dopracować własny kadr, a później posłuchać ludzi odpowiedzialnych za napisanie i zagranie tej opowieści. Takie dodatki dobrze pasowały do gry, której siła w dużej mierze opierała się na postaciach i reżyserii. Remastered zasłużyło na swoją pozycję w tym rankingu przede wszystkim dlatego, że najważniejsze usprawnienia stale towarzyszyły graczowi. Wyższa płynność pomagała w każdym starciu, a lepsza jakość obrazu pozwalała uważniej przyglądać się światu, który wciąż miał wiele do zaoferowania. To do dzisiaj jest fantastyczna produkcja. 

1. Metroid Prime Remastered (2023)

Metroid Prime Remastered
resize icon

No więc przechodzimy do pierwszego miejsca! Metroid Prime Remastered pokazuje, jak daleko można posunąć odświeżenie, zachowując konstrukcję oryginalnej przygody. Retro Studios wróciło do swojej gry z GameCube’a po dwudziestu latach i przygotowało na Switcha wydanie ocenione na 94/100. Tallon IV nadal jest siecią połączonych lokacji, których sekrety odsłaniają się wraz z kolejnymi ulepszeniami kombinezonu Samus. Skanowanie otoczenia, szukanie przejść i powracanie do wcześniej niedostępnych obszarów pozostają podstawą zabawy. Ogrom pracy włożony w nową oprawę sprawia jednak, że nawet znane miejsca potrafią ponownie przyciągnąć naszą uwagę.

Przebudowano niemal całą warstwę wizualną, obejmującą geometrię otoczenia, modele, materiały i oświetlenie. Metalowe powierzchnie lepiej reagują na światło, wnętrza stacji zyskały bardziej przekonującą głębię, a śnieżne Phendrana Drifts pokazuje, ile atmosfery można wydobyć z dobrze zaprojektowanej lokacji. Zmieniono również odbicie twarzy Samus w wizjerze, nadając jej dużo więcej życia. Te szczegóły pasują do produkcji, która od początku budowała tożsamość bohaterki poprzez jej kombinezon i obraz oglądany zza wizjera. Odświeżone otoczenie zachęca do zatrzymania się i przyjrzenia ruinom czy urządzeniom, co idealnie współgra ze skanowaniem oraz odkrywaniem historii planety.

Jeszcze większe znaczenie zrobiła implementacja sterowania dwiema gałkami analogowymi. Osobna kontrola nad ruchem i kamerą ułatwia rozglądanie się, skoki oraz orientację podczas walki, szczególnie gdy trzeba równocześnie zmienić pozycję i obserwować przeciwnika. Nintendo pozostawiło przy tym kilka możliwości: klasyczny układ z GameCube’a, sterowanie ruchem nawiązujące do Wii oraz wariant hybrydowy. Nowy gracz może więc wybrać znajomy sposób obsługi, zaś weteran wrócić do układu, który dobrze zapamiętał. Taka elastyczność szczególnie dobrze sprawdza się w przygodzie łączącej strzelanie z platformowymi skokami i mozolnym badaniem otoczenia.

Całość pracuje w stabilnych 60 FPS zarówno na telewizorze, jak i w trybie przenośnym. Pomiary Nintendo World Report wskazały 900p w stacji dokującej i około 600p na ekranie konsoli. Rozsądne wykorzystanie możliwości Switcha pozwoliło połączyć bogatszą oprawę z bardzo sprawnym działaniem. Właśnie za ten efekt Metroid Prime Remastered otrzymuje u mnie pierwsze miejsce. Po dwóch dekadach oferuje gruntownie poprawiony obraz, wygodniejsze sterowanie i esencję całej przygody, której kolejne odkrycia nadal wynikają z ciekawości gracza. Tallon IV do tego stopnia zachęciło mnie, by sprawdzić, co kryje się za następnymi drzwiami, że gdy już dorwałem się do odświeżenia, ukończyłem je w 4 dni. Grałem jak najęty, bez przerwy, nie mogąc przestać nawet na chwilę. 

Dajcie znać w komentarzach, jakie są dla Was najlepsze remastery.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: Opracowanie własne
Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper