Jeremy Clarkson kończy epokę i szykuje „absurdalnie ambitny” program. Emerytura mu nie grozi
Jeremy Clarkson ma 66 lat, zakończył już The Grand Tour, nakręcił sześć sezonów programu o farmie, kupił pub, przeżył kilka większych i mniejszych katastrof rolniczych i teoretycznie mógłby uznać, że zrobił wystarczająco dużo telewizji na jedno życie. Najwyraźniej taka myśl nawet nie przeszła mu przez głowę. Zamiast sprawdzać oferty domów na spokojną emeryturę, zastanawia się nad programem większym niż Clarkson’s Farm.
Clarkson powiedział podczas konwencji Royal Television Society, że jego kolejny duży projekt powinien być wydarzeniem na skalę The Celebrity Traitors. Szczegółów formatu jeszcze nie zdradził, bo wygląda na to, że sam pomysł dopiero nabiera kształtu. Jednocześnie właśnie zakończył zdjęcia do szóstego sezonu Clarkson’s Farm, a rozmowy o siódmym nadal trwają, więc Diddly Squat nie ma jeszcze oficjalnej daty zamknięcia bramy. Jedno jest już jednak jasne: Clarkson zaczął myśleć o tym, co przyjdzie później.
Clarkson nigdy nie lubił zwalniać
To zresztą bardzo charakterystyczne dla całej jego kariery. Top Gear skończyło się dla niego gwałtownie, więc chwilę później powstało The Grand Tour. Kiedy wspólne wielkie podróże z Richardem Hammondem i Jamesem Mayem dobiegły końca, Clarkson miał już zupełnie inne miejsce, w którym mógł pakować się w kłopoty. Farma dała mu traktor zamiast Lamborghini, ale mechanizm pozostał znajomy.
Największym zaskoczeniem było chyba to, że Clarkson’s Farm przestało być pobocznym eksperymentem i wyrosło na jeden z najmocniejszych programów Prime Video w Wielkiej Brytanii. W 2025 roku było najchętniej oglądanym programem platformy na brytyjskich telewizorach, a jeden z odcinków zgromadził około 7,26 mln widzów. Traktor, Kaleb i problemy z pogodą zaczęły konkurować o uwagę z produkcjami kosztującymi dziesiątki milionów.
Clarkson’s Farm działa, bo trudno ją całkowicie zaprogramować. Można zaplanować zasiewy, zakup zwierząt czy otwarcie pubu, ale później przychodzi pogoda, choroba, urząd albo krowa, która ma własne zdanie. Kamera łapie prawdziwe problemy, a humor wyrasta z sytuacji zamiast z przygotowanego wcześniej wyzwania. Nowy format musi znaleźć równie mocny silnik, jeśli ma być czymś więcej niż generyczną pozycją.
Telewizja ma znowu robić hałas
Sam Clarkson patrzy na problem jeszcze szerzej. Podczas tego samego wystąpienia mówił, że tradycyjna telewizja musi tworzyć większe wydarzenia, żeby przebić się przez YouTube, TikToka i cały potok treści produkowanych praktycznie bez końca. Posunął się nawet do pomysłu połączenia brytyjskich nadawców w jedną wspólną platformę, roboczo nazwaną przez niego „Britflix”, która miałaby pozwolić inwestować w mniej programów, ale za to znacznie większych.
Trudno jednak odmówić mu jednej rzeczy. Telewizja coraz rzadziej dostaje pełną uwagę widza. Serial leci na ekranie, telefon leży w dłoni, powiadomienie prowadzi do krótkiego filmu, a trzy minuty później człowiek nie pamięta, kto właśnie zginął. Clarkson uważa, że odpowiedzią powinny być programy, dla których naprawdę odkładamy telefon. Duże, głośne i trudne do przegapienia. Właśnie dlatego jako punkt odniesienia podał The Celebrity Traitors.
I brzmi to trochę przewrotnie, bo Clarkson’s Farm osiągnęło sukces bez gigantycznego widowiska. Rolnik rozmawiający o cenie nawozu potrafił być ciekawszy niż kolejny wybuch za kilkanaście milionów. Program miał jednak coś, czego wielu produkcjom brakuje: własny charakter. Można było zobaczyć trzy minuty i od razu wiedzieć, co oglądamy.
Nie spieszyłbym się więc z pogrzebem samej farmy. Szósty sezon jest już nakręcony, a siódmy pozostaje przedmiotem rozmów. „Co po Clarkson’s Farm?” brzmi więc bardziej jak planowanie przyszłości niż zapowiedź szybkiego finału. Przy Diddly Squat nauczyliśmy się zresztą, że jeden rok potrafi przynieść tyle problemów, iż materiał na kolejny sezon właściwie produkuje się sam.
Jeremy nie dostał instrukcji obsługi emerytury
Pożegnał już The Grand Tour, zaczyna myśleć o świecie po Clarkson’s Farm, a mimo tego rozmowa nie dotyczy spokojniejszego etapu kariery. Wręcz przeciwnie. Następny program ma być większy, bardziej ryzykowny i na tyle widowiskowy, żeby przebić się przez internetowy hałas. Większość ludzi w wieku 66 lat mogłaby uznać prowadzenie farmy i pubu za wystarczająco ambitny zestaw problemów. Clarkson najwyraźniej patrzy na niego jak na rozgrzewkę.
Nie wiadomo jeszcze, co dokładnie wymyśli, i dobrze. W przypadku Clarksona szczegółowy opis formatu półtora roku przed premierą prawdopodobnie odebrałby połowę zabawy. Najciekawsza pozostaje sama deklaracja. Po samochodach, podróżach, traktorach, świniach i brytyjskiej biurokracji nadal szuka czegoś, czego jeszcze nie robił. Jeśli emerytura rzeczywiście czeka gdzieś za rogiem, powinna przygotować się na długie stanie. Jeremy ma najwyraźniej jeszcze kilka rzeczy do zepsucia przed kamerą.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych