Sly w więzieniu! Jeden z najciekawszych filmów gwiazdora z końcówki lat 80’

Sly w więzieniu! Jeden z najciekawszych filmów gwiazdora z końcówki lat 80’

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 11:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Zrealizowany w końcówce lat 80’ “Osadzony” Johna Flynna uchodzi za jeden z najciekawszych obrazów z Sylvestrem Stallone w tej dekadzie. Nietypowo jak na siebie gwiazdor nie wciela się tu w wielkiego bohatera, a w skazańca, któremu do końca wyroku zostało zaledwie kilka miesięcy. Na jego drodze staje jednak pałający żądzą zemsty strażnik więzienia o zaostrzonym rygorze, do którego zresztą trafia nasz bohater.

Przełom ostatnich dekad XX wieku to dla naszego bohatera czas poszukiwania nowych ról, za sprawą których Stallone przestałby być ostatecznie kojarzony wyłącznie z Johnem Rambo i Rockym Balboą. Zarówno jednak pamiętna „Cobra” z 1986 roku, jak i zdecydowanie gorzej wspominane „Over the Top” Menahema Golana tylko utrwaliły wizerunek aktora jako specjalisty od kina akcji. Stallone próbował zerwać z tą łatką, co niedługo zaowocowało jego niezbyt udanymi występami w komediach. Pod koniec lat 80. na horyzoncie pojawił się jednak ciekawy projekt, który mógł stanowić dla aktora zupełnie nowe otwarcie. 

Dalsza część tekstu pod wideo

O możliwości zrealizowania klasycznego filmu więziennego gwiazdor dowiedział się od przedstawicieli wytwórni Carolco, w których ręce wpadł mający spory potencjał scenariusz, który jednak - jak się później okazało - wymagał sporych poprawek. Stallone akurat w tym czasie miał wolny termin i wstępnie zainteresował się tą nietypową jak na siebie produkcją, miał jednak spore obiekcje co do wybranego przez producentów reżysera. Mimo sporych osiągnięć, zwłaszcza w latach 70., kiedy Flynn nakręcił wyróżniające się na tle typowego kina kryminalnego z tej dekady „Porachunki” i „Kulisty piorun”, gwiazdor w ogóle nie kojarzył filmów tego twórcy. Postanowił jednak zasięgnąć opinii dobrego znajomego. 

Okazał się nim nie kto inny, a sam James Woods, który akurat niedawno współpracował z Flynnem na planie nieco zapomnianego, a bardzo dobrego filmu „Bestseller”, gdzie partnerował mu Brian Dennehy. Znakomity aktor miał o Flynnie bardzo dobre zdanie i namówił Sly’a do współpracy przy nowym filmie, na co ten ostatecznie przystał. Mając ustalony budżet w wysokości około 20 milionów dolarów, reżyser wziął się do roboty, wcześniej musząc jednak poradzić sobie z niezbyt przekonującym scenariuszem, który okazał się jego największym problemem. 

Do więzienia!

Sutherland
resize icon

Wspomniany wcześniej, a mocno dziś zapomniany „Bestseller”, po raz kolejny pokazał talent Flynna do konstruowania niezwykłych opowieści kryminalnych, umiejętność współpracy z wielkimi gwiazdami, a przede wszystkim oryginalny, surowy audiowizualny sznyt, którym odznaczały się jego produkcje. Fabuła obrazu koncentruje się na dwójce zupełnie różnych bohaterów, którzy wchodzą w niezwykłą relację. Jeden z nich, grany przez Briana Dennehy’ego, to doświadczony policjant, a jednocześnie autor sensacyjnych powieści, do którego zwraca się były płatny zabójca (grany właśnie przez Woodsa), chcący skompromitować swojego byłego pracodawcę. Gliniarz początkowo nie chce mu wierzyć, ale w końcu przekonuje się, że prawdopodobnie większość tego, co opowiada mu jego osobliwy kompan, jest prawdą. Film obecnie znajduje się w ofercie Amazon Prime.  

Gdy ogląda się dziś „Bestseller”, mając jednocześnie w pamięci poprzednie dokonania Flynna z lat 70., istotnie trudno wyobrazić sobie lepszego reżysera do zrealizowania surowego więziennego dramatu, będącego jednocześnie opowieścią o wyjątkowo mściwym funkcjonariuszu dybiącym na życie głównego bohatera, granego przez Stallone’a. W złowieszczego Drumgoole’a wcielił się ostatecznie Donald Sutherland, którego spokojny, chłodny sposób gry miał kontrastować z impulsywnym bohaterem Sly’a. Film okazał się również przełomowy dla Toma Sizemore’a, po raz pierwszy obsadzonego w jednej z głównych ról. Znakomity aktor, znany z wielu późniejszych kreacji, mocno zaprzyjaźnił się na planie ze Stallone’em, a ich serdeczna relacja trwała aż do śmierci Sizemore’a w 2023 roku. 

Zarówno przedstawiciele producenta, jak i sam reżyser od początku wiedzieli, że największym problemem filmu jest jego marny scenariusz. Początkowy tekst autorstwa Richarda Smitha opierał się praktycznie na jednym pomyśle i trudno było na jego podstawie zrealizować pełnometrażowy obraz. Flynn, w porozumieniu z przedstawicielami Carolco, zadecydował o zatrudnieniu Jeba Stewarta, w owym czasie jednego z wziętych scenarzystów w Hollywood, aby ten kompletnie przepisał skrypt. Zadanie okazało się na tyle złożone, że bardzo szybko do zespołu dokooptowano również Henry’ego Rosenbauma. Sam Flynn zajął się w tym czasie przede wszystkim poszukiwaniem odpowiedniego miejsca, w którym można było nakręcić zasadniczą część filmu. 

Na miejsce realizacji zdjęć wybrano ostatecznie stanowe więzienie Rahway w New Jersey. Kręcenie filmu w czynnym zakładzie karnym wiązało się z możliwością zatrudnienia w charakterze statystów zarówno prawdziwych więźniów, którzy mieli ponoć otrzymywać 26 dolarów za jeden dzień pracy, jak i funkcjonariuszy. Oczywiście takie rozwiązanie przysparzało również ekipie różnych, wcześniej nieprzewidzianych problemów. Pewnego dnia część filmowców została zatrzymana na terenie więzienia aż do godziny 19:30, ponieważ pod koniec dnia liczba osadzonych nie zgadzała się i trzeba było dokładnie wszystkich przeliczyć. Podczas konkretnych ujęć aktorów, którzy nieraz przebywali w bezpośrednim sąsiedztwie prawdziwych więźniów, miała z kolei chronić spora grupa specjalnie zatrudnionych do tego pracowników. 

Najbardziej pamiętną sceną całego filmu okazała się rozgrywka futbolowa, w trakcie której dochodzi do konfrontacji pomiędzy Frankiem Leone a od początku wrogo nastawionym do niego Chinkiem Weberem, którego zagrał Sonny Landham. Stallone wspominał później, że podczas realizacji tej sekwencji był bliski złamania nogi, ponieważ żaden z aktorów pojawiających się w scenie nie został zastąpiony przez kaskadera. Podobnie jak w przypadku innych ujęć, udział brali w niej również prawdziwi więźniowie, którzy wielokrotnie atakowali gwiazdora podczas walki o piłkę. Znajdujący się w obsadzie filmu i uczestniczący bezpośrednio w meczu Frank McRae był zresztą w przeszłości prawdziwym zawodnikiem NFL, występującym w barwach Chicago Bears. 

Zmarnowana szansa

Stallone
resize icon

Obraz udało się ostatecznie ukończyć w pierwszej połowie 1989 roku, a przedstawiciele Carolco wyznaczyli dzień premiery na 4 sierpnia. Okazał się to termin wręcz fatalny, gdyż film Flynna musiał w tym czasie rywalizować z wieloma niezwykle interesującymi tytułami. Od kilku tygodni triumfy w box office święciły „Batman” Tima Burtona oraz „Zabójcza broń 2”. Nieoczekiwanym hitem stał się w tym czasie również komediodramat „Spokojnie, tatuśku” Rona Howarda, a tydzień później na dużym ekranie pojawiła się „Otchłań” Jamesa Camerona. Nic więc dziwnego, że więzienny film z gwiazdorem w roli głównej nie spotkał się z gorącym przyjęciem i ostatecznie przyniósł Carolco lekką stratę, jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie wyniki box office.

Rozczarowany takim obrotem spraw był sam Stallone, który rzecz jasna liczył na zdecydowany przełom w swojej karierze. Po latach wspominał, że „Osadzonemu” zabrakło dojrzałości, zarówno od strony producenckiej, jak i wykonawczej, aby film mógł wywrzeć odpowiedni wpływ na ówczesnych widzów. Zupełnie inaczej postrzegał tę kwestię sam Flynn, który za fiasko swojej produkcji obwiniał przede wszystkim problemy z pracami nad scenariuszem. Ponoć często zdarzało się, że na planie ekipa nie miała co robić, ponieważ scenarzyści dostarczali zaledwie kilka stron tekstu stanowiącego podstawę realizacji kolejnych scen. 

Trudno się z tym zresztą nie zgodzić, gdy ogląda się film dziś. Brakuje mu przede wszystkim właściwie zarysowanej stawki całej historii. Niezbyt dobrze wiemy, kim tak naprawdę jest Frank Leone i co łączy go ze złowieszczym Drumgoolem, przez co ich konflikt nie wybrzmiewa tak mocno, jak powinien. Postać naczelnika, zgodnie zresztą z tym, co sugerowali ówcześni dziennikarze, jest przez to straszliwie wręcz przerysowana. Film trzymają w ryzach niezwykle sugestywne role - nie tylko Stallone’a i Sizemore’a, ale również Landhama, a może przede wszystkim Johna Amosa, który wciela się tu w najciekawszą postać brutalnego administratora więzienia, potrafiącego jednak w odpowiednim momencie postawić się swojemu przełożonemu. Sam, znajdujący się na przełomie lat 80. i 90. na malinowym szlaku, Sylvester Stallone i za tę rolę otrzymał nominację do niesławnych nagród filmowych, choć tym razem nie samą statuetkę. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper