Graliśmy w Rayman Legends Retold. Bohater powraca w świetnej formie
Myślę, że wszyscy się zgodzimy, że Rayman Legends nie potrzebował remake'u. Trzynaście lat po premierze nadal wygląda dobrze, postaciami steruje się znakomicie, a gra pozostaje jedną z najlepszych platformówek Ubisoftu. Po ograniu Rayman Legends Retold na początku września zmieniłem jednak zdanie w jednej kwestii. Twórcy nie próbują poprawiać klasyka. Dokładają do niego tyle nowych pomysłów, że momentami bardziej przypomina to szkic następnej części serii. Dlatego szkoda, że na premierę poczekamy do grudnia.
Niestety, kilka godzin rozgrywki przeprowadziłem przez chmurę, ze streamem ograniczonym do 1080p, więc ocenianie jakości grafiki byłoby zwyczajnie nieuczciwe. Kompresję momentami było widać i finalna wersja na konsolach będzie robiła zdecydowanie większe wrażenie. Mogę za to powiedzieć sporo o kierunku artystycznym. Tutaj Ubisoft Montpellier trafił znakomicie. Lokacje są pełniejsze, głębsze, oświetlenie mocniej podkreśla kolejne plany, a kamera znacznie częściej odrywa się od klasycznego bocznego ujęcia. Mamy czasami niemal pełne 3D, chociaż wygląd głównych postaci może niektórym przeszkadzać.
Pod całą tą piękną oprawą nadal siedzi Rayman Legends. I bardzo dobrze. Bohater reaguje natychmiast, skoki są lekkie, szybowanie przewidywalne, a kolejne ruchy można łączyć dokładnie tak, jak zapamiętałem z oryginału. Twórcy pozostawili kapitalny UbiArt Framework odpowiedzialny za część logiki i zachowania gry, natomiast nową warstwę wizualną zbudowali w Snowdropie. Ten odpowiada między innymi za nową geometrię, oświetlenie, wolumetrię i ray-tracing. Zamiast przepisywać od zera mechanikę, której właściwie niczego nie brakowało, Ubisoft zbudował wokół niej nowy świat.
Rayman Legends Retold jest większy i lepszy
I ten świat rzeczywiście dostał więcej przestrzeni. Obrazy służące wcześniej jako menu zastąpiono większymi hubami, po których można normalnie biegać, szukać sekretów i docierać do kolejnych aktywności. Same plansze również częściej wychodzą poza płaski układ znany z 2013 roku. Podłoże zakręca, kamera przesuwa się w głąb sceny, elementy otoczenia potrafią przejechać przez pierwszy plan, a niektóre przeszkody trzeba odczytywać z większej liczby kierunków.
Najlepiej widać to podczas lotów na smokach. To był jeden z fragmentów, które zapamiętałem najlepiej. Rayman wskakuje na grzbiet bestii, a dalej liczy się refleks, odpowiednie ustawienie i szybkie unikanie przeszkód. Smok może strzelać, dostępny jest również mocniejszy, ładowany atak, a błędy mogą kosztować nas przewożone Teensies. Samo dotarcie do końca nie stanowi większego problemu. Próba zebrania wszystkiego i przejścia trasy czysto już tak. Kapitalnie wypada kamera. Raz siedzi za smokiem i prowadzi nas niemal jak w zręcznościowej strzelance, innym razem wędruje wysoko nad planszę albo ustawia się pod takim kątem, że trasę trzeba odczytywać zupełnie inaczej. Te zmiany nie służą tylko efektownym ujęciom. Pozycja kamery wpływa na sposób omijania przeszkód, ocenę odległości i moment rozpoczęcia manewru. Loty mają też łączyć kolejne krainy, więc dobrze wpisują się w bardziej spójny Glade of Dreams.
Nowe klasyczne plansze również wypadają znakomicie. Kilka fragmentów wymagało już bardzo dobrego wyczucia rytmu: skok, odbicie, atak, szybka zmiana kierunku i kolejne lądowanie bywały dla mnie, przez ten streaming, na tyle trudne, że twórcy włączyli mi dosłownie tryb nieśmiertelności. To jednak pokazuje, że Remake znajdzie swoich zwolenników wśród miłośników wyzwań. Już oryginalne Legends świetnie budowało takie sekwencje. Gra najpierw pokazywała nam pojedynczy mechanizm, chwilę później łączyła go z kolejnym, a potem zmuszała gracza do dużej precyzji. Retold zachowuje ten sposób projektowania i nie próbuje zastępować go niepotrzebnymi systemami.
Wracają też plansze muzyczne, czyli jeden z najlepszych pomysłów oryginału. Ubisoft przygotował cztery nowe. Mogłem ograć między innymi poziom z „Macareną”, rozgrywany w kuchni zmieniającej się wraz z rytmem utworu. Potwierdzono również wykorzystanie „U Can't Touch This”. Zasada pozostała świetnie znajoma: kolejne skoki, uderzenia i przeszkody składają się w choreografię zsynchronizowaną z muzyką. Te etapy nadal bawią i pozostają świetne. To jeden z pomysłów, który nie zestarzał się ani trochę. Nowości sięgają znacznie dalej. Retold dostaje szóstą krainę, Land of the Livid Dead, z pięcioma nowymi etapami, własnym bossem oraz mechaniką Power of Light. Bohater może dzięki niej oczyszczać skażone fragmenty świata i przeciwników. Dochodzą nowe scenki, dubbingowane postacie i przeciwnik związany z fioletową korupcją zalewającą Glade of Dreams. Oryginał opowiadał historię właściwie przy okazji. Tutaj fabuła ma już wyraźniej prowadzić gracza między kolejnymi światami. Dostajemy więcej scenek przerywnikowych, które tłumaczą nam zależności.
Rozbudowano również Kung Foot. Nowa wersja, nazwana Kung Foot Evo, daje większą kontrolę nad piłką, power-upy i możliwość modyfikowania zasad meczu. Powracają próby czasowe, Cave of Trials oraz kolejne sekrety poukrywane poza głównymi planszami. Remake będzie dużo większy, a kto wie, czy Ubisoft nie będzie chciał go rozbudować w przyszłości, oferując nowe dodatki i możliwości.
Od strony technicznej Ubisoft celuje w 60 klatek na sekundę na wszystkich platformach. Switch 2 ma korzystać z DLSS oraz ray-tracingu, z obrazem do 1080p w trybie przenośnym i 4K po podłączeniu do stacji. PS5 Pro ma wykorzystywać PSSR2. Jak to faktycznie wygląda, sprawdzę dopiero na lokalnie uruchomionej wersji. Streaming 1080p nie daje podstaw, żeby wydawać tu jakiekolwiek poważniejsze wyroki, ale gra prezentuje się znakomicie.
Po sesji mam natomiast dużo większą ochotę na zupełnie nowego Raymana. Twórcy sami mówią o Retold jako o projekcie, który ma pomóc określić przyszłość serii. Prace ruszyły pod koniec 2023 roku w Montpellier, później dołączył Ubisoft Milan, a na wczesnym etapie konsultowany był również Michel Ancel, twórca Raymana i wieloletni dyrektor kreatywny Ubisoft Montpellier, związany wcześniej także z Rayman Origins, Rayman Legends i Beyond Good & Evil. To wiele tłumaczy. Ubisoft odświeża jedną ze swoich najlepszych platformówek, ale przy okazji sprawdza nowe rozwiązania, technologie i pomysły, które mogą kiedyś trafić do następnej przygody Raymana.
Tym bardziej boli przesunięcie premiery. Rayman Legends Retold miał ukazać się 1 października, ale zadebiutuje dopiero 3 grudnia. Gra osiągnęła już status gold, więc dodatkowe dwa miesiące mają zostać przeznaczone na ostatnie poprawki i dopracowanie całości. Po tym, co widziałem, czekam przede wszystkim na nowe poziomy. Smoki są świetnym dodatkiem, plansze ponownie zachwycają swoją konstrukcją, a kierunek artystyczny pasuje do tego Raymana idealnie. Jeśli pozostała zawartość utrzyma poziom fragmentów, które ograłem we wrześniu, Ubisoft może przypomnieć wielu osobom, dlaczego przez lata tak bardzo brakowało tej serii.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych