Apple wydało miliardy na streaming i wreszcie pokonało HBO oraz Netflix. 28 statuetek mówi samo za siebie
Kiedy Apple uruchamiało własny streaming w 2019 roku, całość wyglądała trochę jak bardzo drogi salon otwarty przed dostawą większości mebli. Nazwiska robiły wrażenie, produkcje kosztowały fortunę, tylko po przejrzeniu kilku rzędów człowiek dość szybko docierał do końca katalogu. Netflix miał już wtedy bibliotekę, w której można było zgubić weekend, HBO od dekad budowało reputację miejsca od najlepszych seriali, a Apple próbowało przekonać świat, że może dołączyć.
Potem zaczęły płynąć miliardy. The Morning Show, Ted Lasso, Rozdzielenie, Slow Horses, Silos, Fundacja, kolejne gwiazdy, kolejni reżyserzy i budżety, przy których większość platform sprawdzałaby konto dwa razy przed kliknięciem „potwierdź”. Przez długi czas można było pytać, kiedy ta gigantyczna inwestycja wreszcie przełoży się na pozycję porównywalną z największymi. Tegoroczne Emmy przyniosły bardzo konkretną odpowiedź…
Najpierw wyglądało to jak hobby miliardera
Apple od początku grało inaczej niż rywale. Netflix zasypywał widza premierami, Disney rozstawiał na stole Marvela, Star Wars i Pixara, a HBO miało już nazwę, która sama potrafiła sprzedać pierwszy odcinek. Apple wybierało kilka drogich projektów i rzucało w nie nazwiskami z najwyższej półki. Jennifer Aniston, Reese Witherspoon, Jason Momoa, Tom Hanks, Martin Scorsese - chwilami wyglądało to tak, jakby ktoś dostał kartę bez limitu i zaczął spełniać listę marzeń producenta.
Koszt tej zabawy był oczywiście ogromny. Jeszcze niedawno mówiło się o miliardowych stratach generowanych przez usługę oraz wydatkach na treści liczonych w kilku miliardach dolarów rocznie. Dla zwykłej firmy podobna sytuacja szybko kończyłaby się cięciem projektów, zmianą strategii i nerwowym spotkaniem z inwestorami. Apple ma jednak luksus, którego prawie nikt w streamingu nie posiada.
Przez kilka pierwszych lat trudno było powiedzieć, czy z tej cierpliwości powstaje marka, czy po prostu bardzo droga kolekcja dobrych seriali. Pojawiały się świetne rzeczy, ale przeciętny widz nadal znacznie łatwiej wymieniał pięć produkcji Netflixa albo HBO. Dopiero z czasem zaczęło pojawiać się coś znacznie cenniejszego od pojedynczego hitu: skojarzenie.
28 statuetek później…
Tegoroczne Emmy wyglądają więc jak moment, w którym długo budowana reputacja dostała gigantyczny neon nad wejściem. Apple TV zgarnęło 28 nagród, podczas gdy HBO Max zakończyło galę z 21, a Netflix z 16. Jeszcze kilka lat temu podobny układ wyglądałby jak typowanie człowieka, który bardzo lubi produkty Apple. Dzisiaj liczby leżą na stole i trudno je zignorować.
Ogromną część wyniku zrobiło Widow’s Bay, które samo zabrało aż 14 statuetek i ustanowiło rekord dla komedii w jednym sezonie. Do tego doszły nagrody dla Pluribus, Margo’s Got Money Troubles, Palm Royale, Slow Horses oraz innych produkcji. Szczególnie ważne jest właśnie to rozłożenie sukcesu. Jeden fenomenalny serial może przydarzyć się każdej platformie. Tutaj coraz więcej produkcji regularnie pojawia się w rozmowach o najlepszej telewizji roku.
Apple miało zresztą ostrzeżenie przed galą. Rekordowe 89 nominacji rozłożonych na kilkanaście produkcji pokazywało, że nie chodzi już o pojedyncze szczęśliwe strzały. Firma ma mocnych zawodników w dramacie, komedii, science fiction i serialach szpiegowskich. Jeszcze niedawno katalog Apple TV wydawał się mały. Dzisiaj nadal nie jest ogromny, ale coraz trudniej nazwać go ubogim.
HBO oczywiście nie straciło nagle korony przyznawanej za całokształt działalności. Ma za sobą dekady budowania telewizyjnego prestiżu i listę produkcji, które zmieniały całe medium. Netflix także gra w zupełnie innej lidze pod względem skali, globalnej widowni i liczby premier. 28 Emmy nie oznacza więc, że Apple właśnie „wygrało streaming” i może zgasić światło konkurencji. Pokazuje jednak, jak daleko zaszło w zadziwiająco krótkim czasie.
Jabłko wreszcie ma telewizyjny smak
Największe zwycięstwo Apple nie mieści się nawet w tych 28 statuetkach. Ważniejsze jest to, że po siedmiu latach logo platformy zaczęło coś znaczyć. Rozdzielenie, Silos, Slow Horses, Pluribus, Widow’s Bay i kilka innych tytułów zbudowały obraz serwisu, który częściej stawia na mniejszą liczbę mocno dopieszczonych projektów. Nie wszystko trafia, czasami budżet wygląda na większy niż pomysł, ale przestało już dziwić, gdy kolejna produkcja Apple ląduje na liście najlepszych seriali roku.
Pieniądze oczywiście odegrały ogromną rolę. Bez miliardów nie byłoby wielkich nazwisk, pięknych zdjęć i cierpliwości do projektów, które potrzebują czasu. Sam przelew jeszcze nikomu nie kupił jednak 28 Emmy. Po latach Apple wreszcie może powiedzieć, że z ogromnego worka pieniędzy powstało coś więcej niż droga biblioteka. Powstała marka. A w świecie streamingu, gdzie każdy walczy o ten sam wieczór widza, może być ona warta więcej niż kolejny miliard wrzucony w katalog.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych