Po jedenastu latach znów będzie powód, aby powrócić do tego świata
Targi Gamescom cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Tegoroczna edycja imprezy przyciągnęła 380 tys. graczy zafascynowanych nowościami wydawniczymi. W gąszczu świeżych produkcji furorę zrobiła gra licząca na karku ponad jedenaście lat. Wiedźmin 3: Dziki Gon od nadwiślańskiego CD Projekt RED doczeka się odświeżenia dzięki współpracy ze studiem Yigsoft. Grupa ta ma na koncie m.in. pracę nad edytorem modów do gry Cyberpunk 2077. Jej aktualnym zadaniem stało się upiększenie największej ze wszystkich polskich gier.
Historia gier o Wiedźminie sięga już 1997 roku, gdy w ówczesnej prasie znalazły się zapowiedzi próby ujęcia wiedźmińskiego świata w formie gry komputerowej. Na ten moment musieliśmy odczekać jeszcze dekadę. Firma CD Projekt obudowała swój produkt świetną narracją. Wiedźmin (2007) był i jest bardzo słowiański. Znawcy tematu często podkreślają, że część pierwsza charakteryzuje się bardzo surowym, lecz i autentycznym klimatem. Te przekonania nabierają na mocy gdy wskoczymy do świata Wiedźmin 2: Zabójcy Królów, czyli historii lepszej, choć z silniejszym kolorytem oprawy, oraz skonstruowanej pod konsolowych graczy. W praktyce, Zabójcy Królów są grą po prostu lepszą pod kątem systemowym i narracyjnym. W teorii poprzednik stworzył bardziej słowiańską otoczkę. 19 maja, 2015 roku galopem do sklepów przybył Dziki Gon.
Pamiętam dobrze tamten dzień. Do siedziby CDPu zawitali ówcześni przedstawiciele rządu, o grze trąbiły wieczorne wydania wiadomości, a sieci sklepów zorganizowały nocną premierę w stolicy. Zagraniczne media pisały, że „premiera Wiedźmina 3 wyglądała na prawdziwe święto narodowe” – udało się wypuścić grę, której fenomen nieprędko wygaśnie. Wiedźmin 3: Dziki Gon – Remaster okazało się jednym z najmocniejszych punktów harmonogramu Gamescom. W dzisiejszym materiale przywołam liczne wspomnienia związane z historią Geralta próbującego odnaleźć Ciri, ściganą przez upiornych jeźdźców Dzikiego Gonu.
Legendarna narracja

Wiedźmin 3: Dziki Gon otwiera jeden z najlepszych dialogów wraz ze scenerią. Geralt i Vessemir toczą dyskusję o urwanym tropie, a konwersację przerywa atak ghuli. Po wszystkim gracz wskakuje na Płotkę, a świat przedstawiony staje otworem. W stosunku do poprzednich gier z Wiedźminem, Dziki Gon bardzo szybko wprawiał w zachwyt. Mijane po drodze spalone domy, garstka płaczących nad swym losem wieśniaków i piękny wschód słońca. Gra uderza świetną narracją nie tylko poprzez napisane dialogi, lecz również dzięki konstrukcji świata przedstawionego.
Słowiański klimat bardzo szybko uderzył mi do głowy. I to wszystko zadziałało jeszcze zanim w ogóle wyszedłem z Białego Sadu. Otwarcie gry jest bardzo długie, ponieważ z perspektywy gracza, Wiedźmin 3 odsłania systemowe karty wraz z eksploracją całego terenu zagospodarowanego dla Białego Sadu. To przecież kilka zleceń do wypełnienia, w tym sam Gryf do ubicia, znaczniki do odkrycia i kilka znaczących wyborów (jak ten ze wściekłym krasnoludem, któremu ktoś „życzliwy” spalił kuźnię). Nie zapomnę historii dwóch ocalałych żołnierzy z przeciwnej strony barykady, których wytropił pies o imieniu Huzar. Każdy quest ma w zanadrzu przygotowany finał z morałem, a decydujące słowo należy do gracza.
Przeznaczenie rządzi wszystkim w wątku głównym trzeciego Wiedźmina. Resztę warunkuje już tylko ciekawość odbiorcy. Bo jak nie popaść w zachwyt, gdy okazuje się, że narracja zadań pobocznych jest równie atrakcyjna, lub chwilami nawet przewyższą docelową historię w grze skupioną na postaci Geralta, Cirilli i mitycznego, Dzikiego Gonu. Gra potroiła bazę fanów uniwersum. Nie zabrakło kilku złośliwości po stronie autora książek, lecz to grząski temat, któremu pewnego dnia postaram się przyjrzeć. Wiedźmin 3 zainspirował nawet graczy dotychczas nieinteresujących się gatunkiem RPG. Ten fenomen jest dziełem świetnej narracji środowiskowej i tej zapisanej w soczystych dialogach. Widzicie, ten świat żyje swoim życiem, gdzie na całej jego powierzchni spotykamy ponad 1300 NPC-ów (nie liczę Toussaint, miejsca akcji wybornego dodatku, Krew i Wino). Tutaj zarzucę ciekawą anegdotą. Postacie w grze są na ogół bardzo rozmowne, a dialogi z nimi zostały wzbogacone o możliwość doboru odpowiedzi. Jedynie Eredin, główny antagonista, wypowiada w całej grze tylko 12 zdań. Stąd jego każdorazowy występ jest ciekawym zjawiskiem.
Poziom wyżej

Czy Wiedźmin 3: Dziki Gon obroni się obecnie? Z technicznego punktu widzenia, mówimy o grze wydanej jeszcze w 2015 roku, więc w sile wieku 8. generacji konsol. Jak dzisiaj się tutaj odnajduję? Szum drzew (przypomniało mi o tym Elden Ring), muzyka w Białym Sadzie, pierwsze szlaki Velen czy wybiegając dalej, polany opływającego winem Beauclair. Postanowiłem rozpocząć historię na jedynym, słusznym poziomie - Drodze ku Zagładzie. Wtedy pojedynki smakują najlepiej, gdy trafiając na niewielką grupkę Nekkerów, nasz Biały Wilk wytrzyma góra dwa ciosy, bo większość mijanych początkowo gniazd wita nas z ikoną czerwonej czaszki, podobnie jak bandyckie watahy.
W świetle zapowiedzi remastera Dzikiego Gonu dla nowej generacji, przypomniał mi się pamiętny fragment zaprezentowany w 2013 roku. Finalna wersja nigdy nie zbliżyła się do tego poziomu. Czy istotniejsze jakakolwiek szansa, że deweloper zadba o bardzo zbliżony próg tamtej, wizualnej jakości? Branża gier powinna już dawno nauczyć nas, że oczekiwania rzadko idą w parze z rzeczywistością. To luksus zarezerwowany dla najbardziej prestiżowych i utalentowanych zespołów, z bardzo silnym wsparciem wydawniczym. Nie wątpię w potencjał warszawskiego studia, lecz przy tak rozbudowanym tytule, należy zadbać o równomierne upiększenie. Wiedźmin 3 nadal może się podobać w sferze audiowizualnej. Tekstury, zwłaszcza w edycjach konsolowych, powoli dopada ząb czasu, lecz w ruchu ten świat wciąż urzeka, tak samo jak robił to 11 lat temu.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych