Wstyd ich nie znać. 5 wybitnych seriali sci-fi, których nikt nie zna
Żyjemy w epoce absolutnej klęski urodzaju. Kiedyś na premierę dobrego serialu science fiction czekaliśmy miesiącami, dziś każdego dnia walczymy o oddech pod falą streamingowych nowości, w której coraz trudniej wyłowić perły. Giganci promują łatwe, odtwórcze produkcje, spychając w ciemne kąty serwerów dzieła wybitne - takie, które wymagały skupienia, zmuszały do myślenia i łamały schematy gatunku.
Oto pięć genialnych seriali sci-fi ostatnich lat, które padły ofiarą złego timingu, budżetowych cięć czy krótkowzrocznej księgowości, a o których niesłusznie zapomniano. To perełki z całego przekroju telewizyjnego dorobku, dla których warto zarwać noc.
Rozpoczniemy od koncepcji, które telewizja przemieliła na dziesiątki sposobów, często gubiąc po drodze sens - podróży w czasie i równoległych światów. Science fiction to jednak nie tylko widowiskowe paradoksy i szpiedzy, lecz bezlitosne pytania o granice poznania. W zestawieniu perełek zrzuconych na telewizyjny margines nie może zabraknąć też dzieła, które świadomie odrzuciło pędzącą akcję na rzecz artystycznej formy. Oto one:
„12 Małp” (2015-2018)
Gdy stacja Syfy ogłosiła produkcję „12 Małp”, fani kinowego arcydzieła Terry’ego Gilliama spodziewali się najgorszego. Tymczasem showrunner Terry Matalas nie tylko nie zbezcześcił oryginału, ale stworzył chyba najbardziej precyzyjną i spójną opowieść o zaginaniu czasu w historii medium. To nie jest pusty akcyjniak - to emocjonalna łamigłówka, gdzie rzucony w pierwszym sezonie detal znajduje zapierające dech rozwiązanie w finale. Niestety, niszowa łatka stacji sprawiła, że ten serial szybko zniknął z radarów głównego nurtu.
„Counterpart” (Odpowiednik) [2017-2019]
Równie gorzki los spotkał „Counterpart” - rewelację od stacji Starz, łączącą motyw wymiarów równoległych z mrocznym klimatem thrillera szpiegowskiego. Wyobraźcie sobie Berlin przedzielony tajnym przejściem między dwiema wersjami naszego świata, które rozeszły się trzydzieści lat temu. Całość ciągnie na swoich barkach podwójny J.K. Simmons, grający z taką wirtuozerią, że odróżniamy jego wcielenia po samym ułożeniu ramion czy minimalnej zmianie tonu głosu. „Counterpart” był bezkompromisowym arcydziełem, które skasowano po dwóch sezonach. Uznano go za „zbyt wymagającego” na dzisiejsze, szybkie czasy, co pozostawiło nas z fascynującą, domkniętą historią i poczuciem żalu.
„Devs” [2020]
Prawdziwym mistrzem jest tu Alex Garland, który w swoim autorskim miniserialu zaserwował nam jedną z najzuchwalszych rozpraw filozoficznych ostatnich lat. Historia korporacji technologicznej Amaya - przypominającej skrzyżowanie Doliny Krzemowej z ortodoksyjnym kultem - budującej komputer kwantowy zdolny przewidzieć każdy punkt we wszechświecie, przeszła w chaosie pandemicznego roku niemal bez echa. To strata, bo „Devs” jest wspaniałym przykładem determinizmu zderzonego z bólem żałoby, gdzie ascetyczna warstwa wizualna potęguje autentyczne doznania mistyczne.
„Pantheon” [2022-2023]
Jeśli Garland wziął pod mikroskop fizykę kwantową, twórcy „Pantheon” wzięli na warsztat zagadnienie uploadowania świadomości do chmury. Ten oparty na opowiadaniach Kena Liu serial animowany od AMC+ to absolutny fenomen - dojrzałe hard sci-fi, gdzie wojna o pierwszych w pełni cyfrowych ludzi błyskawicznie ewoluuje w egzystencjalny koszmar. Dlaczego mało kto go zna? Ten animowany diament padł ofiarą cynicznej, korporacyjnej księgowości. Tuż przed premierą drugiego, gotowego sezonu, projekt po cichu anulowano dla odpisów podatkowych. Cudem uratowany przez Prime Video na kilku wybranych rynkach, „Pantheon” jest dzisiaj ponurym pomnikiem tego, jak decyzyjne algorytmy potrafią w ułamku sekundy zdeptać najbardziej nowatorskie produkcje.
„Opowieści z Pętli” (Tales from the Loop) [2020]
Dzieło, które inspiruje niesamowitymi grafikami Simona Stålenhaga, udowadniając, że seriale streamingowe potrafią być równie wyciszone i melancholijne co artystyczne kino Tarkowskiego. Tutaj nikt nie broni Ziemi przed kosmitami z blasterem w dłoni. Mieszkańcy prowincji zbudowanej nad Pętlą - tajnym instytutem badawczym - na co dzień mierzą się z anomaliami czasu i grawitacji, ale w gruncie rzeczy to osamotnienie, niespełnione marzenia i kruchość życia grają pierwsze skrzypce. Rdza i potężna technologia porzucona w śniegu są zaledwie pretekstem dla ludzkich dramatów. Ten zjawiskowy, medytacyjny serial, opowiadany w formie powiązanych ze sobą nowel, szybko zniechęcił masowego widza brakiem tanich cliffhangerów, bezpowrotnie tonąc w przepastnej bazie Amazona.
Podsumowanie
Zapomniane arcydzieła ekranowej fantastyki łudząco przypominają zakurzone prototypy wynalazków, do których masowy odbiorca po prostu nie zdążył dorosnąć. Produkcje, takie jak precyzyjnie skonstruowane „12 Małp”, szpiegowski „Counterpart”, chłodno deterministyczne „Devs”, wstrząsający „Pantheon” i poetyckie „Opowieści z Pętli”, są niezbitym dowodem na to, że odważne, inteligentne science fiction wciąż istnieje. Istnieje, nawet jeśli nie jest nachalnie promowane na bilbordach głównych stron gigantów streamingu. Dzieła te padły ofiarą chybionego marketingu, księgowego noża i faktu, że drastycznie wyłamały się z bezpiecznego szablonu.
Zamiast więc bez namysłu włączać kolejny generyczny serial podsuwany przez algorytmiczny skrypt, naprawdę warto z odwagą zanurkować w te wirtualne archiwa. Twórczość, która zostawia w głowie egzystencjalny dyskomfort i rodzi pytania o to, kim jesteśmy w obliczu technologicznej rewolucji, to dzisiaj rzadki luksus. Zestawione wyżej pięć tytułów pokazuje jednak, że ów luksus niezmiennie na nas czeka - wystarczy jedynie odrobina chęci, aby odkurzyć go z warstwy cyfrowego niebytu i pozwolić mu na nowo lśnić pełnym blaskiem.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych