Konkurs Samsung x PPE. Test telewizora Samsung OLED QE55S90H. "Wszystko robi na mnie duże wrażenie"
Nie będę ukrywał, że możliwość przetestowania takiego telewizora bardzo mnie jara. Chociaż chyba jeszcze bardziej cieszy mnie to, że mogę napisać coś od siebie i tym razem przeczyta to trochę więcej osób. Sam telewizor jest oczywiście świetną nagrodą, ale możliwość napisania własnego testu i podzielenia się swoimi wrażeniami jest dla mnie równie fajną częścią całej tej przygody.
Do testu postanowiłem się jednak porządnie przygotować, przynajmniej tak mi się wydaje. Wziąłem oficjalną specyfikację producenta i po kolei poczytałem, czym właściwie są te wszystkie funkcje i bajery, którymi Samsung opisuje ten model na swojej stronie, tak żebym nie udawał, że się znam, ale chociaż wiedział, o czym piszę. Na tej podstawie przygotowałem sobie checklistę i zamiast tylko sprawdzić, czy dana opcja faktycznie znajduje się w menu, chciałem zobaczyć, co daje mi ona w codziennym użytkowaniu.
Przede wszystkim interesowała mnie oczywiście perspektywa gracza. Czy OLED, HDR, HDMI 2.1, VRR, Glare Free, Tryby AI i cała masa innych mniej lub bardziej tajemniczo brzmiących na początku technologii rzeczywiście zrobią na mnie tak duże wrażenie, jak obiecuje to producent? Czy po kilku dniach nadal będę widział różnicę i czy pierwszy efekt „wow” szybko minie, tak samo jak się pojawi?
Wydaje mi się, że mam całkiem niezły punkt odniesienia, bo od 2019 roku korzystam, nomen omen, również z telewizora Samsunga, tyle że LED-a 4K i przede wszystkim bez HDMI dającego 120hz. Bardziej ciekawiło mnie coś innego: jak duży przeskok po siedmiu latach faktycznie poczuję jako zwykły użytkownik i gracz? Warto tutaj też wspomnieć, że korzystam również z monitora z matrycą IPS 144 Hz, więc sama wysoka częstotliwość odświeżania nie była dla mnie czymś zupełnie nowym. Jednak mały monitor a 55-calowy OLED to zupełnie inne doświadczenie.
Żeby było też jasne, czym ten test właściwie jest: telewizor sprawdzałem przez kilka dni i praktycznie za każdym razem zapisywałem swoje obserwacje niemalże natychmiast. Dopiero później, kiedy zacząłem składać to wszystko w całość, zauważyłem, że część efektów po kilku dniach odbieram trochę inaczej niż dnia pierwszego, co wydaje się całkiem normalne. Są jednak też takie, które zachwycają mnie do teraz. Nie zrobię niestety pomiarów laboratoryjnych ani nie będę udawać kogoś, kto zawodowo kalibruje telewizory. Chcę po prostu sprawdzić poszczególne funkcje w normalnym użytkowaniu w domowych warunkach i zobaczyć czy faktycznie coś zmieniają, a co pozostaje tylko kolejną pozycją w specyfikacji.
OLED i czerń
Na początku chciałem sprawdzić najbardziej oczywistą rzecz, czyli OLED i tę legendarną czerń. Dlatego postanowiłem włączyć Dying Light 2 w wersji na PS5 i Dead Space Remake na Series X, bo obie gry mają sporo ciemnych miejsc i scen opartych głównie na oświetleniu, a przy okazji mogłem sprawdzić i porównać jak radzą sobie obie te konsole. Nie chodziło mi tylko o sprawdzenie, czy czarny faktycznie jest czarny. Bardziej interesowało mnie to, czy w ciemnych fragmentach obrazu zobaczę coś więcej niż na moim starym LED-zie gdzie była to niestety głównie ciemna lub szara plama.
Różnicę zauważyłem bardzo szybko. Ciemne miejsca przestały wyglądać jak jedna czarna albo szara plama, w której ciężko zobaczyć cokolwiek. Oczywiście nadal jest ciemno, ale widać strukturę otoczenia, przedmioty i elementy, które wcześniej całkowicie znikały w ciemnościach. No i to światło latarki! Jak to super wygląda, bajka.
W Dying Light 2 szczególnie dobrze widać to podczas gry nocą. Światła wyglądają dużo bardziej naturalnie, ale jednocześnie sama ciemność nie zamienia reszty obrazu w czarną dziurę. Nie mam już nawyku non stop wciskania R3, które włącza instynkt i na chwilę rozjaśnia obraz gry, czy szukania łóżka tylko po to, żeby przeskoczyć na dzień. Teraz czuję prawdziwą frajdę z grania w nocy.
Dead Space posłużył mi dodatkowo do sprawdzenia kontrastu i źródeł światła. Tutaj momentami efekt był dla mnie po prostu, dosłownie nieziemski. Małe lampki, światła awaryjne, iskry czy inne jasne elementy na ciemnym tle wyglądają bardzo realistycznie i uwierzcie mi na słowo, miałem wrażenie, jakbym grał na zupełnie nowym sprzęcie i dostał większą moc obliczeniową. Po kilku dniach właśnie szczegóły w ciemnych miejscach okazują się dla mnie ważniejsze niż sama idealna czerń, która oczywiście też jest super.
HDR
Moc HDR sprawdzałem przy okazji tych samych gier, ale też na materiałach wideo z YouTube czy podczas oglądania filmów, między innymi Strażników Galaktyki i Obcego: Romulus. Na początku spodziewałem się przede wszystkim czegoś w rodzaju „pewnie będzie dużo jaśniej i tyle”. W praktyce największą różnicę zauważyłem w innym miejscu.
Najbardziej moc HDR widać przy jednoczesnym wyświetlaniu bardzo ciemnych i bardzo jasnych elementów. Latarka w ciemnym pomieszczeniu, światła samochodów, reflektory, lampy czy inne małe źródła światła potrafią wyglądać zupełnie inaczej niż na moim poprzednim telewizorze. I to właśnie jest dla mnie największą zaletą HDR-u. Nie samo rozjaśnienie obrazu, ale to, jak światło zaczyna wyglądać na tle ciemnych fragmentów. Szczególnie przy oglądaniu w nocy potrafi wręcz razić w oczy. Momentami wygląda to tak, jakby ktoś naprawdę siedział gdzieś w środku telewizora i świecił latarką w moją stronę.
Przy okazji sprawdziłem też zaawansowane ustawienie HDR dostosowujące obraz w grze. Tutaj efekt mi się spodobał. Czerń zrobiła się mocniejsza, a w ciemnych miejscach zniknęły szare punkty i lekka szarość, którą wcześniej momentami widziałem. Całość wyglądała przez to dla mnie bardziej naturalnie i bardziej tak, jak wyobrażam sobie obraz z OLED-a. Nie miałem przy tym wrażenia, że telewizor po prostu sztucznie przyciemnił cały obraz.
Kolory i tryby obrazu
Kolory sprawdzałem zarówno w grach, jak i na YouTube, filmach oraz podczas oglądania sportu. Pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. Kolory są żywe, biel i czerń mocno się od siebie odcinają, a napisy wyglądają trochę jakby to były neony, czyli mocne i jasne. Tak samo menu w grach, wszystko jest bardzo wyraźne i czytelne.
Początkowo kolory były dla mnie nawet trochę zbyt podkręcony. Po zmianie kilku ustawień, przełączeniu się na tryb Standardowy i zmianie tonacji kolorów zniknęło to coś, co odbierałem jako lekki filtr. Kolory nadal zostały żywe, tylko zaczęły wyglądać bardziej naturalnie. Generalnie taki obraz mi odpowiada, bo lubię żywe kolory. Tryb Film też mi się spodobał, ale używam go jedynie do dłuższych seansów na platformach VOD. Na co dzień nie przepadam za ciepłą, filmową kolorystyką. Filmmaker Mode poszedł dla mnie jeszcze dalej i obraz był już po prostu zbyt ciemny i wręcz żółtawy. Rozumiem jego zamysł, ale do oglądania filmów tryb Film w zupełności mi wystarczy.
Dobrym przykładem tego, że czasami można lekko przesadzić, jest profesjonalny tryb AI dla piłki nożnej. Obraz jest wyraźny, murawa wygląda efektownie, zawodnicy też, ale dla mnie kolory są już trochę za mocno nasycone. Przydałaby mi się możliwość zmniejszenia samej intensywności tego efektu jakimś prostym suwakiem, bez konieczności grzebania w całym ustawieniu obrazu.
120 Hz, VRR i płynność w grach
Do sprawdzenia 120 Hz na konsoli wybrałem Doom Eternal i tutaj właściwie nie musiałem długo szukać różnicy, bo już po przełączeniu gry na 120 fps miałem kolejny raz wrażenie, jakbym dostał nową konsolę. Płynność była dla mnie natychmiast zauważalna. I właśnie podczas tego testu najbardziej doceniłem 120 Hz. Niestety gier na obecną generację, w których takie odświeżanie jest dostępne, nadal nie ma aż tak dużo. Może kolejna generacja.
Po kilku dniach nadal widzę różnicę i tutaj ten pierwszy efekt „wow” zdecydowanie nie znika. Tam, gdzie jakaś gra mi na to pozwala, to z miejsca ustawiam tryb zrównoważony lub jego odpowiednik. Wreszcie mogę korzystać z trybów nastawionych bardziej na jakość obrazu i nie ograniczać się przy tym automatycznie do 30 czy 60 klatek. Sprawdzałem to między innymi w Avowed i tutaj różnica naprawdę była odczuwalna. Wcześniej wybór często wyglądał tak: albo lepsza grafika, albo większa płynność. Teraz ten kompromis jest dużo mniejszy. Obraz nadal wygląda dobrze, ale jednocześnie gra pozostaje płynna na poziomie, który mi pasuje i chyba właśnie tutaj telewizor miał realny wpływ na to, w jaki sposób zacząłem wybierać ustawienia w grach.
VRR udało się dobrze sprawdzić podczas grania w tytuły, w których liczba klatek nie zawsze trzyma się idealnie jednej wartości. Nie próbowałem tutaj polować na pojedyncze spadki czy analizować obrazu klatka po klatce. Chciałem po prostu zobaczyć, czy podczas normalnej gry pojawiają się zauważalne szarpnięcia albo rozrywanie obrazu. Na ten moment podczas normalnego grania nic takiego nie zwróciło mojej uwagi. I wydaje mi się, że chyba właśnie tak VRR powinien działać. Funkcja nie robi efektu „wow” sama w sobie, ale podczas grania po prostu nie widzę powodu aby o niej myśleć. Jest? Działa? No i idealnie.
Gra Motion Plus
Gra Motion Plus początkowo chciałem włączyć na Series X i tutaj szybko pojawił się problem a mianowicie funkcja ta była niedostępna z poziomu TV. Dopiero po wyłączeniu VRR na konsoli mogłem ją uruchomić. Faktycznie zwiększała wrażenie płynności, ale szybko doszedłem do wniosku, że na Series X nie widzę większego sensu rezygnowania z VRR tylko po to, żeby korzystać z dodatkowego upłynniania obrazu jakie daje Samsung.
Zupełnie inaczej wyglądało to po podłączeniu Switcha. Tutaj ta funkcja naprawdę mnie kupiła. Odpaliłem Zeldę i miałem wrażenie, jakby gra nagle dostała więcej klatek, ale w naturalny sposób. Trochę jakbym dołożył do konsoli kostkę RAM-u i wiem, że technicznie to zupełnie inny temat, ale takie było moje pierwsze skojarzenie. Ta sama gra, ten sam Switch, a wszystko nagle działa płynnie i przyjemnie dla oka.
Wcześniej po prostu odpuszczałem sobie granie na Switchu na dużym ekranie, bo obraz nie dawał mi takiej przyjemności i bardziej męczył mój wzrok. Teraz duży OLED, kolory i dodatkowa płynność sprawiają, że granie na telewizorze jest dla mnie dużo przyjemniejsze. I właśnie tutaj widzę dla Motion Plus dużo większy sens niż na Series X. To była jedna z tych funkcji, która wyglądała dla mnie jak kolejna mało przydatna opcja w menu, a po sprawdzeniu jej osobiście wiem, że to przydatna i fajna rzecz dla graczy z obozu Nintendo.
Powiększenie mapy
Jedną z funkcji gamingowych, które chciałem również sprawdzić, było powiększenie mapy. Postanowiłem przetestować ją w najnowszym Assassin’s Creed i przyznam szczerze, że nie jestem przekonany. Po włączeniu funkcji ekran został ucięty na 3/4 i całość wyglądała dla mnie dziwnie. Pojawił się czarny pas z powiększoną mapką, ale niestety zamiast mieć poczucie, że mapa stała się bardziej użyteczna, bardziej zwracałem uwagę na nienaturalne kadrowanie obrazu i czarne pasy pod i nad samą mapką. Możliwe, że komuś taka opcja się przyda, bo mapka robi się naprawdę dużo większa. Na razie wynik mojego testu jest jednak prosty: mnie to nie przekonało.
Piłka nożna i regulacja komentarza
Przy okazji oglądania piłki nożnej chciałem sprawdzić nie tylko sam obraz, ale również funkcje dźwiękowe z reklam Samsunga i tutaj trafiłem na coś, co naprawdę mi się spodobało. Telewizor pozwala zmienić suwakami proporcje pomiędzy głosami komentatorów a odgłosami wprost ze stadionu. Można mocniej wyeksponować komentarz albo praktycznie słuchać samych trybun. Sprawdzałem obie skrajności i działa to naprawdę dobrze. Przy bardzo mocnym wyciszeniu komentarza czasami pojawia się jeszcze lekki szelest albo śladowy i przytłumiony głos komentatora, więc separacja nie jest idealna. Mimo tego jest to jedna z tych funkcji, które po sprawdzeniu nie wydają mi się już tylko bajerem z listy producenta i zbliżająca się Liga Mistrzów będzie idealna, aby to wykorzystać.
Dźwięk
Jeżeli chodzi o dźwięk to nie miałem tutaj szczególnie wysokich oczekiwań, bo nadal mówimy o głośnikach wbudowanych w telewizor. Tym bardziej pozytywnie mnie zaskoczyły. Dźwięk jest głęboki i wyraźny. Nie mam poczucia, że wszystko gra płasko albo że dialogi giną przy innych efektach i na tym etapie spokojnie mógłbym korzystać z samego telewizora bez poczucia, że od razu potrzebuję dodatkowego sprzętu audio w postaci soundbara.
Glare Free i kąty widzenia
Matową powłokę przetestowałem w dzień, podczas słonecznych dni i przy odsłoniętym oknie, patrząc na ekran z różnych miejsc w pokoju. Na wprost działa to naprawdę super. Słońce potrafi mocno odbijać się od ściany za telewizorem, natomiast ekran cały czas pozostaje niewzruszony i dobrze widoczny praktycznie nie widać na nim odbić z pokoju. Jest to dla mnie ogromna różnica względem starego telewizora. Do tego stopnia, że przestałem automatycznie zasłaniać okno za każdym razem, kiedy chcę coś oglądać albo grać. Tak samo wieczorem przy zapalonej lampie nie mam już tego uczucia, że w ciemniejszych scenach zamiast tego co dzieje się na ekranie to oglądam odbicie własnego pokoju. Petarda.
Dopiero patrząc pod szerokim kątem i siedząc z boku zauważyłem ograniczenia tej technologii. Im większy kąt patrzenia na ekran, tym bardziej zaczynają być widoczne rozproszone plamy od źródeł światła. Nie są to typowe lustrzane odbicia, ale przy mocnym świetle zwłaszcza słonecznym da się je zauważyć. Czyli na wprost efekt jest świetny, pod większym kątem już nie aż tak idealny. Mimo to wciąż ta technologia robi na mnie pozytywne wrażenie.
Jakość i kolory obrazu pod kątem przetestowałem osobno i tutaj nie mam zastrzeżeń. Obraz praktycznie nie traci jakości, kiedy spojrzy się na niego od boku. Kolory nadal wyglądają dobrze i nie zauważyłem zmian w kontraście. Warto więc rozdzielić dwie rzeczy: sam obraz pod kątem jest bardzo dobry, ale przy większym kącie łatwiej zauważyć wspomniane wcześniej rozproszone odbicia światła.
Równomierność panelu
Panel oglądałem na jednolitych tłach, korzystając z różnych testów na YouTube, ale również podczas normalnego użytkowania. Nie zauważyłem przebarwień ani nierównych fragmentów obrazu. Na początku, przy pierwszym uruchomieniu, pojawił się natomiast mikro zielony punkt po prawej stronie ekranu. Wyglądało to trochę jak zablokowany piksel. Przy nowym OLED-zie nie był to najlepszy widok na start, ale po uruchomieniu konserwacji panelu i pozostawieniu telewizora wyłączonego przez około 30 minut problem zniknął. Później już go nie zauważyłem, więc traktuję to jako pojedynczą sytuację, a nie stały problem z panelem. Co ciekawe, telewizor, gdy jest wyłączony sam konserwuje sobie panel.
Skalowanie i automatyczne remasterowanie
Postanowiłem też zbadać, co telewizor zrobi ze słabszym źródłem, zamiast cały czas karmić go 4K i HDR-em. Na YouTube przełączałem ten sam materiał pomiędzy różnymi rozdzielczościami i przy 720p byłem naprawdę zaskoczony. Z normalnej odległości obraz nadal wyglądał dobrze i zachowywał sporo szczegółów. Zszedłem więc do 480p i tutaj różnica była już wyraźna, szczególnie kiedy przełączałem jakość na tej samej scenie. Mimo wszystko nadal dało się to normalnie oglądać, co mnie osobiście zaskoczyło, bo na poprzednim telewizorze przy takich spadkach jakości od razu starałbym się zmienić rozdzielczość na wyższą.
Dla kontrastu odpaliłem sobie stary serial z lat 2000 i tutaj cudów już nie było. Słabe źródło nadal było widoczne i nie miałem wrażenia, że procesor nagle wyciąga szczegóły, których w materiale zwyczajnie nie ma. Sprawdziłem jednak na tym samym serialu automatyczne remasterowanie. Było widać, że lekko podbiło kolory i oświetlenie. Obraz zrobił się trochę przyjemniejszy, ale bez fajerwerków. I chyba właśnie tak najlepiej to opisać: funkcja coś zmienia i tę różnicę zauważyłem, ale ze starego materiału nie robi nagle 4K.
Filmy, seriale i VOD
Nie samymi grami człowiek żyje. Korzystając z serwisów VOD zauważyłem, że napisy do filmów i seriali są bardzo ostre, dobrze podświetlone i czytelne, a sceny z mocnym kontrastem potrafią wyglądać świetnie. Szczególnie spodobały mi się sceny, w których postać znajduje się na całkowicie czarnym tle. Kontrast i odcięcie sylwetki od czerni potrafią być tak mocne, że momentami pojawia się wręcz wrażenie głębi, jakby postać wychodziła przed ekran. Nie robi się z tego oczywiście nagle telewizor 3D, ale sam ten efekt wygląda naprawdę świetnie.
AI obrazu
Jedną z rzeczy, których byłem bardzo ciekawy, był tryb obrazu wykorzystujący AI. Moje odczucia zmieniały się właściwie w trakcie samego testowania tej opcji. Na początku bardzo szybko zauważyłem, że telewizor potrafi dość mocno ingerować w obraz. Momentami przyciemniał scenę albo zmieniał kolory na tyle wyraźnie, że miałem wrażenie, jakbym widział na żywo, jak ktoś przesuwa niewidzialne suwaki w ustawieniach. Trochę przypominało mi to żarty, kiedy ktoś chował się z pilotem i po cichu zmieniał ustawienia telewizora. Niby wszystko dzieje się automatycznie, ale czasami za mocno było widoczne to, że obraz się zmienia. Nie jestem przekonany, czy mi się to podoba.
Co ciekawe, podczas kolejnego seansu było już zupełnie inaczej. AI nadal działało, ale tym razem nie miałem tego poczucia, że przeszkadza albo za bardzo przejmuje kontrolę nad obrazem. Oglądało mi się po prostu ok. I chyba właśnie dlatego nie chcę tutaj wydawać prostego werdyktu, że funkcja jest dobra albo zła. Z mojego testu wynika raczej, że jej działanie i to, jak mocno się je odczuwa, może zależeć od oglądanego materiału.
Inteligentna kalibracja
Po połączeniu się telefonem poprzez bluetooth udało mi się przetestować też Inteligentną kalibrację. Sam proces jest prosty i bardzo szybki. Po chwili telewizor przygotował własne ustawienia obrazu i od razu mogłem zobaczyć efekt. U mnie obraz poszedł w cieplejszą, bardziej filmową stronę. Ja na co dzień po prostu nie lubię takich kolorów, więc wróciłem do swoich wcześniejszych ustawień. Na plus zdecydowanie to, że po zakończeniu kalibracji dostałem wybór i mogłem bez problemu wrócić do wcześniejszego obrazu, przez co nie utraciłem zapisanych wartości dla poszczególnych opcji.
Pilot, system i SmartThings
Pilot ma mało przycisków, ale do oglądania VOD w zupełności mi wystarcza. Jest mały, prosty, ma ładowanie solarne i dodatkowo wejście na USB-C. Problem pojawia się dopiero przy bardziej tradycyjnym oglądaniu telewizji. Jeżeli chcę szybko przełączyć się na konkretny kanał, nie mam fizycznych przycisków z cyframi i trzeba uruchomić wirtualną klawiaturę na ekranie. Da się z tym żyć, ale nie jest to tak szybkie jak normalna klawiatura numeryczna.
Sam system jaki posiada ten telewizor pozostawił u mnie bardziej mieszane odczucia. Menu nie jest dla mnie szczególnie intuicyjne. Na początku miałem wrażenie, że jakiejś opcji po prostu nie ma, a później okazało się, że jest schowana w miejscu, w którym nie przyszłoby mi do głowy jej szukać. Jest też sporo preinstalowanych aplikacji i promocji. Duża część z tych aplikacji wymaga dodatkowych subskrypcji i traktowałbym je raczej jako ciekawostkę, ja nie znalazłem tam nic ciekawego dla siebie.
Za to po uruchomieniu SmartThings szybko przerzuciłem się na sterowanie telewizorem ze smartfona. W aplikacji wszystko jest dla mnie lepiej widoczne i czytelne, a dotykowo po prostu łatwiej mi się po tym porusza niż pilotem. To oczywiście moje prywatne odczucie, ale paradoksalnie aplikacja okazała się dla mnie łatwiejsza w obsłudze niż menu samego telewizora, mimo że to praktycznie to samo. Na co dzień korzystam z iOS i wszystko działało bez problemu. SmartThings ma też sporo dodatkowych funkcji związanych ze smart domem, widziałem też, że są tam jakieś przepisy dla gotujących, karaoke czy opcje dla osób posiadających pupila. Tych ostatnich nie miałem niestety jak sprawdzić.
Ochrona OLED
Przy OLED-zie od początku chciałem też zobaczyć, jak działają funkcje ochrony panelu. Gram sporo, więc statyczne elementy HUD-u, takie jak kompas, paski zdrowia czy ikony broni, są czymś co wyświetla się non stop przy dłuższych sesjach, w niektóre tytuły. Skorzystałem z tej możliwości i mam włączone przesunięcie pikselowe i podczas normalnego grania nie zauważyłem, żeby funkcja w jakikolwiek sposób mi przeszkadzała albo żebym widział samo przesuwanie się obrazu. Czyli na ten moment działa dokładnie tak, jak chciałbym, żeby działała funkcja ochronna: jest włączona, ale nie muszę o niej pamiętać.
Podsumowanie
Głównym elementem z całego testu było to aby sprawdzić, czy pierwszy efekt „wow” zniknie. Nie zniknął, ale się delikatnie zmienił.
Pierwszego dnia najbardziej rzucały mi się w oczy kolory, czerń i to, że obraz wygląda zupełnie inaczej niż na moim starym telewizorze. Po kilku dniach coraz bardziej doceniam rzeczy, które nie wydawały mi się aż tak ważne: płynność, tryby zrównoważone, szczegóły w ciemnych scenach, sposób, w jaki wyglądają małe źródła światła czy to, że nie muszę już zasłaniać okna za każdym razem, kiedy chcę grać albo coś obejrzeć. Doszedł do tego nawet mały Switch, na którym wcześniej często odpuszczałem granie na dużym ekranie, a teraz połączenie OLED-a, kolorów i Motion Plus sprawia, że Zelda na telewizorze znowu daje mi dużą frajdę podczas grania.
I chyba właśnie takie rzeczy najlepiej pokazują mi różnicę. Nie chodzi już tylko o to, że pierwszego dnia włączyłem telewizor i powiedziałem "o fuck!". Po kilku dniach zaczynam inaczej patrzeć na tryby graficzne, chętniej gram na dużym ekranie i przestałem automatycznie zasłaniać okno.
To prawda ten telewizor swoje kosztuje, ale daje coś w zamian. Nie mam porównania z całą masą innych OLED-ów i nie zamierzam udawać, że wiem, jak wypada na ich tle. Mogę natomiast porównać go z tym, z czego sam korzystałem wcześniej i tutaj skok jakościowy jest dla mnie ogromny. Gdybym miał jutro oddać ten telewizor i wrócić do poprzedniego to najbardziej brakowałoby mi kontrastu pomiędzy czernią, bielą i kolorami, możliwości normalnego oglądania przy słońcu albo zapalonej lampie bez oglądania odbicia pokoju w ekranie oraz samej mega ostrości obrazu jaką daje ten OLED. No i tych świateł. W dobrych scenach HDR naprawdę potrafią wyglądać to obłędnie. Po kilku dniach nadal to wszystko robi na mnie duże wrażenie.
Materiał powstał w ramach konkursu Samsung x PPE.pl. Opinia przedstawiona wyżej należy do autora i została opublikowana w oryginalnej formie (szczegóły tutaj)
Autor: Piotr Fibik
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych