Graliśmy w Final Fantasy VII Revelation. Tak Square Enix domyka historię Clouda i spółki

Graliśmy w Final Fantasy VII Revelation. Tak Square Enix domyka historię Clouda i spółki

Roger Żochowski | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Nie będę udawał - po dwóch częściach remake'owej trylogii Final Fantasy VII miałem już w głowie pewien obraz tego, jak może wyglądać jej finał. Cloud i reszta ekipy wsiadają do Highwinda i lecą ratować planetę przed Sephirothem, Meteorem i Weaponami. Proste? No właśnie niekoniecznie. Final Fantasy VII Revelation najwyraźniej zamierza zrobić wszystko, żeby finał tej historii był największy pod względem skali świata.

Nie jestem fanem tego, że gra została podzielona na trzy części. Square Enix rozwleczyło fabułę i o ile jedynka w Midgar broniła się koncepcją, tak dwójka była już w wielu miejscach rozciągnięta na siłę. Zwłaszcza, gdy chciałeś zrobić wszystkie regiony na 100 procent i musiałeś powtarzać w kółko te same misje poboczne. Podczas gamescomu miałem okazję zagrać w finał trylogii ponad godzinę, a twórcy, dość niespodziewanie, dali nam dostęp niemalże do całego świata i nowe możliwości eksploracji mapy.

Dalsza część tekstu pod wideo

Gdybym miał podsumować pokaz jednym słowem, to byłby to... spadochron. Wydawałoby się, że po dwóch ogromnych grach z tej serii trudno wymyślić prostszy sposób na zrobienie efektu „wow”, a jednak Square Enix poszło właśnie w tę stronę. Lecimy sobie Highwindem nad światem, pod nami rozciągają się znane lokacje, góry, lasy, wybrzeża i ruiny, aż nagle możemy po prostu wyskoczyć ze sterowca. Otwieramy spadochron i lecimy na dół. Bez teleportowania się do punktu na mapie, bez ekranu ładowania, bez kombinowania. Po prostu wybieramy miejsce i spadamy.

Cała planeta na wyciągnięcie ręki

Final Fantasy VII Revelation
resize icon

Final Fantasy VII Rebirth pokazało, że Square Enix potrafi zbudować naprawdę duży świat, ale jednocześnie gra cały czas miała swoje ograniczenia. Poszczególne regiony były rozdzielone, a przemieszczanie się między nimi odbywało się według określonych zasad. W Revelation sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Świat jest jednym wielkim, połączonym organizmem, który możemy przemierzać niemal bez ograniczeń. Najważniejszym środkiem transportu jest oczywiście Highwind. W oryginalnym Final Fantasy VII zdobycie sterowca było jednym z tych momentów, w których człowiek nagle orientował się, że gra właśnie zrobiła się kilka razy większa. Highwind w Revelation to z kolei centrum naszej podróży. Przejście ze statku do lotu jest błyskawiczne. Możemy sami otworzyć spadochron, korygować kierunek lotu i wybrać miejsce lądowania, a gdy zechcemy - natychmiast wrócić na statek. Spadochrony wprowadzają też zupełnie nową minigierkę (Extreme Sky Diving), w której musimy wylądować w specjalnie wyznaczonych miejscach na mapie. 

Co ciekawe, mimo iż przez godzinę zwiedzałem różne miejsca mapy, nie natknąłem się na słynne wieże, które służyły jako miejsca widokowe i odkrywały punkty zainteresowania na mapie. Czy nie ma ich w ogóle? Tego nie wiem, ale jest ich na pewno mniej. Zresztą, wiele mozolnych rzeczy uproszczono - pamiętacie ptaka, za którym podążasz do ukrytych miejsc w pobliżu sekretnego źródła energii zwanego Lifespring? Teraz nie trzeba już skanować miejsca i wciskać rytmicznie trójkąta. Wszystko odbywa się automatycznie. Wybawieniem jest również fakt, że Chadley, który non stop nawijał przez głośnik DualSense'a przy praktycznie każdym zadaniu pobocznym, został tym razem na statku. W jego miejsce pojawiła się urocza niewiasta, która zamiast gadać, podrzuca tekstowe komunikaty. Square Enix tzreba po prostu dziękuję, że ktoś w końcu wpadł na pomysł wysłania go na emeryturę.

Świat po katastrofie

Final Fantasy VII Revelation
resize icon

Po Rebirth trudno było nie zadać sobie pytania - ale co oni jeszcze mogą tutaj pokazać? Większość najważniejszych miejsc znaliśmy już przecież z poprzednich części. Square Enix musiało więc znaleźć sposób, żeby nie sprzedać nam po raz trzeci tego samego świata. Meteor pojawia się na niebie, planeta reaguje na zagrożenie, przebudzają się Weapony (Ruby, Emerald i Ultima Weapon), a świat zaczyna się zmieniać. Niektóre regiony zostają zniszczone, inne przekształcają się pod wpływem katastrof, a jeszcze inne otrzymują zupełnie nowe obszary. Dzięki temu lokacje, które znamy z poprzednich części, nie wyglądają tak samo. Jednym z miejsc, które szczególnie mnie zaintereswało, było oczywiście Midgar. W Remake'u dostaliśmy ogromną część miasta, ale w Rebirth droga do metropolii była właściwie zamknięta. W Revelation wracamy do Midgaru w zupełnie innych okolicznościach. Miasto nie jest już symbolem potęgi Shinry, jakie oglądaliśmy wcześniej. To miejsce znisczone, naznaczone wydarzeniami całej trylogii.

W demie skierowałem się jednak w inne miejsca, w tym przeurocze Mideel. Graficznie miazga - to tropikalny, niezwykle bujny region wyspiarski, charakteryzujący się intensywnym słońcem oraz bogatą przyrodą. Lokacja ta powraca jako jedna z rozszerzonych i bardziej szczegółowo przedstawionych klasycznych miejsc znanych fanom oryginalnej gry. Jedną z rzeczy, które naprawdę odmieniają konstrukcję map, jest z kolei ich pionowość. W poprzednich częściach często mieliśmy wrażenie, że świat jest duży, ale jednak poruszamy się po wyznaczonych przez twórców powierzchniach. Revelation ma zdecydowanie mocniej wykorzystywać różnice wysokości. Co więcej, po przytrzymaniu spustu na kołowym menu mamy dostęp do czterech gadżetów – latarki, skanera otoczenia, lornetki oraz aparatu do zdjęć, które przydają się podczas zwiedzania i w niektórych misjach. 

Final Fantasy VII Revelation
resize icon

Po tym, jak pobiegałem i powalczyłem w Mideel, skierowałem się do Wutai, gdzie narastał konflikt lokalnych władz z Shinrą. Od razu widać, że polityka i relacje między poszczególnymi stronami odgrywają dużo większą rolę niż w oryginale i będą jedną z głównych osi fabularnych gry. Miałem okazję zobaczyć scenkę fabularną, w której pokazane jest dzieciństwo Yuffie, a słynna wojowniczka wita się też ze starymi znajomymi i przedstawia ekipę z Cloudem i Barretem na czele jako swoich... adeptów ninja. Tak, specyficzne poczucie humoru jest dalej obecne, choć przyznam, że wolałbym, aby ta część trzymała jednak bardziej mroczny ton końcówki oryginału, bo po ukończeniu kilku misji pobocznych miałem wrażenie, że całość dalej ma nieco festyniarski ton. A przecież ratujemy planetę, przecież świat terroryzują Weapony, a jeszcze świeża jest rana po tragedii Aeris.

Chocobo nadal mają robotę

FF
resize icon

Oczywiście nie samym Highwindem człowiek żyje. Chocobosy pozostają jednym z podstawowych elementów eksploracji. I dobrze, bo trudno wyobrazić sobie Final Fantasy VII bez tych wielkich, żółtych ptaków. W Revelation podejście do nich jest nieco inne niż w poprzedniej części. Zamiast budować system oparty na wielu odmianach Chocobo przypisanych do konkretnych regionów, twórcy stawiają na jednego głównego towarzysza, którego możemy zresztą rozwijać i który ma swoje miejsce na pokładzie Highwinda. Pico, bo tak zwie się ptaszysko, możemy wezwać w każdej chwili, a skubaniec opanował wszystkie umiejętności kolorowych Chocobo z poprzedniej części, więc w sumie możemy go traktować jak złotego Chocobo. Możliwości Pico mają zmieniać sposób poruszania się po świecie, a w praktyce oznacza to, że eksploracja będzie stopniowo otwierała kolejne możliwości. Powracają również Choco-stopy, czyli charakterystyczne punkty, przy których możemy między innymi odpocząć i odzyskać zdrowie.

Cieszy też fakt, że Vincent wreszcie wychodzi z piwnicy. Nie muszę dodawać, że od razu wrzuciłem go do głównego składu. W Rebirth Vincent pełnił jeszcze rolę członka drużyny, który bardziej towarzyszył nam podczas podróży niż faktycznie uczestniczył w walce. Teraz sytuacja się zmienia. Vincent korzysta z broni palnej, dzięki czemu może atakować przeciwników z dystansu. Jego styl gry jest zdecydowanie bardziej mobilny i nastawiony na szybkie zadawanie obrażeń. Oczywiście nie mogło zabraknąć jego najbardziej charakterystycznej umiejętności - transformacji w bestie za pomocą spustu, co daje mu dostęp do zupełnie innego zestawu możliwości. Przyznam się bez bicia - gra się z nim rewelacyjnie, chyba najlepiej z całej ekipy. Drugim wielkim powrotem jest oczywiście Cid Highwind. W walce korzysta z włóczni i skupia się na agresywnym skracaniu dystansu. W przeciwieństwie do Vincenta nie jest postacią dystansową - chce być blisko przeciwnika i wykorzystuje mobilność do szybkiego przechodzenia między kolejnymi celami. Co ważne, zarówno Cid, jak i Vincent mogą korzystać z nowych ataków synergii z pozostałymi członkami drużyny.

Rewia mody

Final Fantasy VII Revelation
resize icon

Nowością w Final Fantasy VII Revelation jest też system FITS (Function-Integrated Tactical Suitwear), który działa jako połączenie stroju i klasy postaci. Nie jest to tylko kosmetyka, ponieważ zmienia zdolności oraz rolę bohatera w walce. Póki co mogłem w menu wybierać między trzema specjalizacjami - Warrior (fizyczny DPS), Knight (obrona/tank), Black Mage (magiczny DPS) i Summoner (specjalizacja pod summony, lepsza synergia, większe obrażenia), dzięki czemu np. Tifa mogła zostać Black Mage’em. Zmienia się to w menu błyskawicznie, choć z tego co widziałem, można też zmienić tylko strój, a postać pozostawić w swojej pierwotnej klasie. Oczywiście Square zaszalało ze strojami, więc wszyscy amatorzy krągłości Tify będą zachwyceni, patrząc jak zmieniają się jej skąpe fatałaszki. Co więcej, gra kładzie nacisk na potyczki, w których bierze udział cała drużyna. Postacie z rezerwy nie są tylko tłem, bo wprowadzono nowe, synergiczne ataki, które pozwalają aktywować specjalne kombinacje ciosów z udziałem bohaterów odpoczywających na ławce. Będzie to też, z tego co zrozumiałem ze słów deweloperów, kluczowe w starciach z Weaponami.

Miałem też okazję porozmawiać chwilę z Naokim Hamaguchim, reżyserem gry, który potwierdził, że w Revelation będzie jeszcze więcej postaci i odniesień do spin-offów FFVII, więc Compilation może odegrać większą rolę niż dotychczas. Wspomniał choćby o wątku Deepground z gry Dirge of Cerberus, co mnie osobiście bardzo cieszy, bo przyznam, że nie widziałem opcji, by w pogoni za Sephirothem przez kolejne 60 godzin przemierzać znów te same bądź podobne lokacje. Istnieje więc szansa, że zwiedzimy takie miejscówki jak Banora Village, miejsce narodzin Genesisa z Crisis Core. Mimo swojego sceptycyzmu co do rozciągnięcia całej historii na trzy gry, Revelation może okazać się odsłoną, która zepnie wszystko, co do tej pory powstało pod szyldem FF VII. I za to trzymam mocno kciuki. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper