Gamescom 2026 – graliśmy w Persona 4: Revival. Czwórka ubrana w szaty piątki
Atlus postanowił podciągnąć czwartą “Personę” do standardu, który reprezentuje część piąta. Jeśli rozumiesz, co to oznacza, to w zasadzie możesz już reszty nie czytać, bo wiesz wszystko, co powinieneś.
Persona 4 ukazała się oryginalnie w 2008 roku na drugie PlayStation. Oznacza to, że w tym roku staje się ona pełnoletnia, co jest aż lekko przerażające, kiedy się nad tym chwilę zastanowić. Cztery lata później posiadacze Vity (pamięta jeszcze ktoś o tej konsoli?!) otrzymali ulepszoną pod każdym względem wersję Golden, wprowadzającą nowe wątki, postacie i oprawę graficzną. Przez ponad dekadę była to definitywna wersja gry, aż tu nagle ktoś tam w Atlusie stwierdził, że dłużej już tak być nie może. Zrobili przecież prześwietną część piątą, która wspaniale usprawniała wszystko, czym była poprzednia część, więc dlaczego by nie zrobić czwórki od nowa, ale tak, żeby była zasadniczo fabularnym DLC do swojego następcy? Na podobnym patencie Sillicone Knights zrobili kiedyś dla Game Cube'a remake pierwszego „Metal Gear Solid” - fabuła i lokacje z jedynki, ale z mechanikami z dwójki. Rzecz w tym, że tak jak tamci nie przemyśleli do końca sytuacji i pod wieloma względami zrobili grę zwyczajnie gorszą od oryginału, tak tutaj raczej powinno się to podejście sprawdzić. Zresztą! Sprawdziło się w trójce, to czemu tutaj miałoby być inaczej.
Modele postaci i lokacje wyglądają teraz tak, jak na animowanych przerywnikach, w stylu, do którego przyzwyczaiło nas studio. Aktualizacji doczekały się również zdjęcia profilowe postaci, tak więc praktycznie wszystko, co się dało, zostało przemodelowane i podciągnięte do tego samego standardu, do którego obecnie równa Atlus. Zdeformowane, chibi postacie miały swój urok, więc pewnie nie każdemu ta zmiana podejdzie, ale w ramach zadośćuczynienia dostajemy pełny voice over w scenkach przerywnikowych i dialogowych w dungeonach – podczas eksploracji miasta wciąż są to raczej pojedyncze słowa i chrząknięcia. Anglojęzyczne głosy postaci robią solidne wrażenie – chyba że ktoś ma uczulenie na dubbing w anime.
Gamescom 2026 – graliśmy w Persona 4: Revival. Ukłon w stronę nowych graczy
Walka wciąż zachowuje z grubsza te same mechaniki, co oryginał, choć pojawiło się i kilka nowości. Pierwsza z nich aż taka znowu nowa nie jest, bo chodzi o przekazanie pałeczki, wprowadzone w piątce – po uderzeniu przeciwnika atakiem będącym jego słabością, możemy albo wykonać drugi cios albo przekazać pałeczkę drugiej postaci, która może, na przykład użyć ataku będącego słabością drugiego przecinika. Jeśli uda nam się powalić w ten sposób wszystkich wrogów, będziemy mogli wykonać klasyczny „all-out attack”, tym razem elegancko i dynamicznie animowany. Cały HUD, wszystkie ikony, dymki informujące, że wykorzystaliśmy czyjąś słabość, również wyciągnięto żywcem z części piątej. Drugą nowością jest nowy pasek „Prime Time”, którego naładowanie oznacza, że przez kilka kolejek możemy używać umiejętności naszej Persony pozostają darmowe. Jest to o tyle fajny patent, że często w serii problemem przy eksploracji kolejnych dungeonów był kurczący się nieubłaganie pasek skill pointów, bez których dalsze przemierzanie korytarzy mijało się z celem. Teraz, nawet jeśli się zapomnisz i nie masz przedmiotów uzupełniających SP, możesz po prostu wyczekać zwykłymi atakami i jeszcze tego bossa dociągnąć. Stare wygi i tak pewnie dałyby radę, bo wiedzą jak się przygotować, ale wydaje mi się, że jest to sympatyczny ukłon w stronę nowych graczy.
Nowa wersja „Persony 4” jest tą samą grą, ale podciągniętą do dzisiejszych standardów – tylko tyle i aż tyle. Czy dodali jakąś nową zawartość nie potrafię powiedzieć, ponieważ sympatyczna pani na stoisku nie potrafiła odpowiedzieć na moje pytania. Wiem, że trochę mało konkretów tu napisałem, ale zwyczajnie niczego więcej nie udało mi się dowiedzieć. Zdaje się, że przekonamy się w okolicach premiery...
Przeczytaj również
Komentarze (5)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych