Ta gra każe nam zamieszkać na biurku. Projekty robią się coraz bardziej kreatywne
Przez lata gry próbowały przekonać nas, że większe znaczy ciekawsze. Dostawaliśmy kontynenty, galaktyki i mapy tak rozległe, że po trzydziestu godzinach nadal wyglądały jak niedokończona lista zakupów. Animula Nook podchodzi do sprawy z drugiej strony. Kapsel może być fragmentem dachu, etui na okulary zamienia się w sofę, a tabliczka czekolady wygląda jak całkiem sensowny materiał budowlany.
I ja takie pomysły lubię najbardziej. Nie wymagają miliona znaczników na mapie ani drzewa rozwoju z pięcioma rodzajami obrażeń od trucizny, żeby dało się je sprzedać jednym obrazkiem. Wystarczy zobaczyć maleńkiego bohatera stojącego obok przedmiotów, które każdego dnia bezmyślnie przesuwamy ręką, żeby mózg zaczął przeliczać własny pokój na poziomy. Animula Nook chce być przytulnym life simem o urządzaniu domu, uprawianiu roślin, eksploracji i życiu na czyimś biurku.
Mały człowiek, ogromny bałagan
Cały urok Animula Nook bierze się ze skali. Gra pozwala zmniejszać zwyczajne przedmioty i wykorzystywać je przy budowie własnego miejsca - ze wspomnianych chwilę wcześniej kapsli robić dachy, z opakowań elementy domów, a z rzeczy przeznaczonych do zupełnie innych celów tworzyć meble. Niby drobiazg, ale właśnie dzięki temu człowiek zaczyna kombinować, czym jeszcze może stać się coś, co normalnie wyrzuciłby do szuflady.
Podobnie działa cała reszta otoczenia. Balkon zmienia się w ogród, w którym róża wyrasta do rozmiaru małego monumentu, a codzienne drobiazgi dostają rangę elementów krajobrazu. To jedna z tych sztuczek, które działają niemal automatycznie, bo każdy zna punkt odniesienia. Nie trzeba tłumaczyć, jak duże jest etui na okulary. Wiemy to. Dlatego gdy nagle zajmuje pół pomieszczenia, skala robi całą robotę sama.
Co najlepsze, ten pomysł wyrasta z bardzo zwyczajnego wspomnienia twórców. Trudno o bardziej naturalny fundament dla gry. Wielu z nas robiło przecież dokładnie to samo, zanim komputer zaczął podawać gotowe światy na ekranie. Dwa długopisy były bramą, pudełko po czymś zostawało bazą, a przestrzeń między monitorem i lampką nagle miała własną geografię.
Cozy game, ale z własnym haczykiem
Animula Nook ma być pełnoprawnym miniaturowym life simem: z budowaniem, uprawami, przebieraniem postaci, poznawaniem Minies i wyprawami do Wupa Woods. Można nawet zebrać małą ekipę i grać na instrumentach, których twórcy przewidzieli osiem. To ważne, bo dobry koncept na zwiastun to jedno, a pomysł zdolny utrzymać gracza przez kolejne wieczory - coś zupełnie innego.
I dobrze, bo segment „cozy” zrobił się ostatnio wyjątkowo zatłoczony. Rolnictwo, dekorowanie domu, sympatyczni mieszkańcy, zbieranie rzeczy - jeszcze kilka lat temu wystarczało to, by gra natychmiast wyglądała świeżo. Dzisiaj takich produkcji można znaleźć całe półki na Steamie. Problem zaczyna przypominać ten z otwartymi światami: każdy ma własną mapę, crafting i znaczniki, tylko tutaj zamiast bandytów mamy marchewki i urocze mebelki.
Animula Nook ma przynajmniej swój obrazek, którego trudno pomylić z konkurencją. Bohater wielkości gumki do mazania siedzący na sofie zrobionej z etui na okulary mówi o grze więcej niż pół strony opisu. I to może być dziś jedna z największych przewag mniejszych, bardziej pomysłowych projektów. Mogą pokazać jedną rzecz, której człowiek wcześniej nie widział, i sprawić, że zatrzyma scrollowanie.
Najciekawsze będzie natomiast to, czy twórcy wykorzystają miniaturową skalę także w mechanikach, a nie tylko dekorowaniu. Sami zapowiadają więcej aktywności projektowanych specjalnie wokół perspektywy pomniejszonej postaci. I tu naprawdę można zaszaleć. Kabel może być mostem, rozsypane spinacze przeszkodą, kropla wody jeziorem, a porzucony kubek całym budynkiem. Gdy zwykły bałagan dostaje odpowiednią skalę, projektant poziomów właściwie zaczyna pracować razem z kimś.
Może nie potrzebujemy większych światów?
Animula Nook nie ma jeszcze ogłoszonej daty premiery, więc pozostaje pytanie, czy wszystkie te pomysły rzeczywiście złożą się w dobrą grę. Sam koncept już teraz przypomina, jak niewiele czasem potrzeba, żeby wyróżnić się z tłumu. Nie kolejnego kontynentu. Nie stu godzin zawartości. Wystarczy zmienić perspektywę tak mocno, że dobrze znany przedmiot nagle wygląda jak miejsce warte odwiedzenia.
Branża potrafi wydawać fortunę na budowanie coraz większych światów, podczas gdy najbardziej pamiętny pomysł może leżeć pół metra od monitora. Animula Nook patrzy na bałagan, który większość z nas powinna dawno posprzątać, i widzi w nim całe miasteczko. Jeśli to nie jest dobry dowód na to, że gry nadal mają mnóstwo miejsca na kreatywność, to nie wiem, co nim jest.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych