Disney+ logo z popcornem

Disney wskrzesił bohatera starszego od Myszki Miki. To może być najbardziej niezwykły powrót roku

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Disney ma dziś magazyn pełen marek, które można odkurzać praktycznie w nieskończoność. Kolejna aktorska wersja animowanego hitu, następny powrót bohatera zapamiętanego z dzieciństwa, jeszcze jedna historia, której zakończenie znamy, zanim zgasną światła w sali. Tym razem ktoś jednak zszedł znacznie głębiej do piwnicy. Tak głęboko, że na znalezionym tam pudełku kurz zdążyłby już dostać własny numer katalogowy. I z takiego miejsca wraca postać pamiętająca czasy, gdy Myszka Miki nie zdążyła jeszcze nawet zostać twarzą całego imperium.

Najciekawsze jest to, że nie szykuje się zwykłe wyciągnięcie starego rysunku, wygładzenie go komputerem i dopisanie znajomego logo na plakacie. Disney chce połączyć żywych aktorów z ręcznie rysowaną animacją, czyli sięgnąć po formę, która sama pachnie trochę inną epoką kina. Może więc właśnie tam, pod warstwami kolejnych remake’ów, kryje się coś znacznie ciekawszego niż następna próba odtworzenia filmu, który wszyscy oglądaliśmy ledwie kilkanaście lat temu? Zobaczymy…

Dalsza część tekstu pod wideo

Królik z czasów, gdy wszystko dopiero się zaczynało

Oswald the Lucky Rabbit - bo o nim mowa - to bohater z 1927 roku, stworzony jeszcze zanim Myszka Miki zdążyła zostać symbolem całej firmy. Disney stracił do niego prawa, później odzyskał je dopiero w 2006 roku, a przez kolejne lata Oswald pojawiał się raczej jako ciekawostka dla ludzi lubiących grzebać w historii animacji. Teraz ma dostać własną serię na Disney+ i trudno znaleźć w obecnym katalogu firmy powrót pachnący starszym kurzem.

Najciekawsza jest przy tym forma. Projekt Jona Favreau (tak, tego Jona ;))  ma łączyć żywych aktorów z ręcznie rysowaną animacją 2D, trochę w duchu produkcji, w których kreskówkowa postać naprawdę wchodziła do naszego świata, zamiast po prostu zostać wyrenderowana obok człowieka. Disney zaangażował do pracy także weteranów tradycyjnej animacji oraz SPA Studios, czyli ekipę kojarzoną z Klausem. 

Wiecie co? Tutaj naprawdę istnieje przestrzeń do odkrywania. Większość widzów nie ma z Oswaldem wielkiej emocjonalnej relacji, nie zna jego historii na pamięć i nie będzie siedziała z kalkulatorem sprawdzającym, czy scena numer czternaście wygląda dokładnie jak animacja sprzed blisko stu lat. Disney dostaje więc własnego bohatera, ale z niemal czystą kartą. Dziwnie przyjemna sytuacja dla firmy, która zwykle musi uważać, żeby podczas odkurzania klasyka nie przestawić żadnego mebla.

Może trzeba zejść głębiej do piwnicy

Disney przez ostatnie lata niezwykle często zaglądał do własnej przeszłości, tylko zwykle zatrzymywał się kilka schodków od wejścia. Król Lew, Aladyn, Mulan, Mała Syrenka - marki ogromne, znane i wciąż obecne w pamięci współczesnej publiczności. Takie powroty są logiczne, bo widz jeszcze przed premierą dokładnie wie, co dostanie. Teraz zamiast przepisywać hit, można wziąć fragment historii firmy, którego większość odbiorców właściwie nigdy nie miała okazji poznać.

To podejście wydaje mi się zwyczajnie ciekawsze. Archiwum Disneya nie zaczyna się w latach 90. i nie kończy na filmach, które da się łatwo przerobić na aktorskie widowisko. Jest tam masa starych postaci, stylistyk i pomysłów, które dzisiaj mogą wyglądać bardziej świeżo niż produkcja bazująca na animacji mającej ledwie kilkanaście lat. Paradoksalnie trzeba czasem cofnąć się naprawdę daleko, żeby znaleźć coś, co nie sprawia wrażenia powtórki.

Ręcznie rysowana animacja dodatkowo nadaje temu powrotowi sens. Oswald pochodzi z czasu, gdy każda klatka naprawdę przechodziła przez ludzką rękę, więc wypolerowanie go na błyszczący model 3D byłoby trochę jak wsadzenie starego projektora do obudowy smartfona i przekonywanie, że klimat został zachowany. Tutaj sama technika może stać się częścią opowieści. 

Najważniejsze będzie tylko to, żeby Disney nie wyciągnął z ewentualnego sukcesu najbardziej przewidywalnego wniosku. Jeśli Oswald chwyci, ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujemy, jest natychmiastowa zapowiedź „Oswald Cinematic Universe” z trzema spin-offami i serialem o jego sąsiedzie. Cała atrakcyjność tego projektu bierze się właśnie z nietypowości. Z poczucia, że ktoś otworzył szufladę, której dawno nikt nie ruszał, znalazł stary szkic i zamiast kopiować to, co już znamy, sprawdził, co właściwie może z tym zrobić teraz.

Najświeższe rzeczy są najstarsze

Powrót Oswalda może być świetnym przypomnieniem, że historia studia nie musi służyć wyłącznie do produkowania remake’ów. Archiwum nie jest przecież listą filmów czekających na ponowne nakręcenie. To magazyn form, bohaterów i pomysłów, z których część przespała całe dekady i dla współczesnego widza może wyglądać praktycznie jak nowość. Jeśli Disney naprawdę chce żyć własną historią, ciekawiej będzie czasem wejść tam z latarką niż kolejny raz polerować rzeczy stojące na samym wejściu.

Oswald wraca niemal sto lat po swoim debiucie, z ręcznie rysowaną kreską i ludźmi chodzącymi po tej samej stronie ekranu. Już sam ten opis brzmi bardziej osobliwie niż większość bezpiecznych powrotów wielkich marek. Może więc królik, którego kiedyś Disney stracił, po latach przyniesie firmie całkiem prostą lekcję: nie wszystko, co stare, trzeba odtwarzać. Niektóre rzeczy warto po prostu odkryć na nowo.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper