Devil May Cry: Remake - Dante powraca!
Devil May Cry zrodziło się z popiołu produkcji Biohazard 4. Hideki Kamiy i jego studio, Team Little Devil tak bardzo odbiegli od formuły, że decydenci w Capcom zaproponowali, aby stworzyć z tego odrębną franczyzę. Tak stał się Dante, Syn Spardy, łowca demonów, który przekonał miliony do zakupu konsoli PlayStation. Od debiutu gry minęło ćwierć wieku. Wszystko wskazuje na to, że wydawca przygotowuje powrót legendarnego slashera.
Devil May Cry, pomimo oczywistych ograniczeń wynikających ze skromnego, jak na współczesne standardy, wachlarza ataków broni się świetną atmosferą. Ogromne, posępne zamczysko zaprojektowane w stylu gotyckim, wypełnione demonami wciąż uważam za jedną z ciekawszych miejscówek w historii całej serii. Twórcy w podobnym tonie opracowali część drugą. Devil May Cry 2 przyjęto znacznie gorzej. Pomimo dwóch grywalnych postaci, Dantego i Lucii, tytuł krytykowano za względnie pusty świat i bardzo trywialny system walki. Grę wydano na dwóch płytach DVD, po jednej dla każdej z postaci. Po kilkunastu latach odświeżyłem tę produkcję w ramach Devil May Cry: HD Collection, żeby sprawdzić zasadność ówczesnej krytyki. W wielu miejscach zarzuty wynikały z pewnej nadwrażliwości. Studio celowało w stworzenie gry różniącej się od oryginału, aby nie powielać utrwalonego schematu. Gra była eksperymentem, przyjętym bardzo krytycznie. Z tego powodu część trzecia powróciła do oryginalnych nawyków.
Devil May Cry 3: Dante’s Awakening uznano za jeden ze sztandarowych hitów w bibliotece PlayStation 2. Gdy tak spojrzę w przeszłość, to w latach 2004/2005 najlepszymi grami nierzadko okazywały się właśnie prequele. Konami wydało przecież kultowe Metal Gear Solid 3: Snake Eater, także precedesor wydarzeń całej serii Metal Gear. Prequelem było Dante’a Awakening, gdzie główny bohater starł się z bratem, Vergilem w arcyciekawym pojedynku. Postać Vergila stała się popularna wśród fanów cyklu. Brat bliźniak Dantego pojawił się w kolejnych rozdziałach serii.
Łowca demonów

Devil May Cry do 2004 roku funkcjonowało jako tytuł szalenie zjawiskowy tj. dynamiczny, szybki i klimatyczny. Gra wprowadziła japoński styl akcji w świat grafiki trójwymiarowej. Nie była ani wyścigówką, ani bijatyką, nie pochodziła zatem z gatunków, w których wyspecjalizowały się wschodnie studia deweloperskie (Gran Turismo, Tekken). Kiedy na rynku zadebiutowało Ninja Gaiden, Capcom miału już w zanadrzu Devil May Cry 3, które biło rekordy sprzedaży na PlayStation 2. Studio Team Ninja działające pod mecenatem Tecmo opracowało swoje Ninja Gaiden dla Xboxa, konsoli ze znacznie mniejszymi zasięgami szczególnie na terenie Japonii. Seria Capcomu wciąż pozostawała liderem gatunku. W kolejnym roku wyrosło God of War, przygodowy slasher oparty na greckiej mitologii, z mocarnym bohaterem i przystępnym modelem rozgrywki. Na kolejne Devil May Cry musieliśmy zaczekać aż do 2008 roku.
W 2008 roku Capcom uraczył nas Devil May Cry 4, które w zakresie możliwości oferowało najwięcej. Ilość kombinacji do wykonania zakrawała na rekord w zestawieniu z poprzedniczkami, ale było jedno „ale” – jakie? Gra dawała możliwość rozgrywki jak zupełnie nowy bohater, Nero. I starszy o kilka lat Dante. Reżyserzy pozwolili na rozgrywkę jednym i drugim łowcą demonów. Okazało się, że jako Syn Spardy przemierzaliśmy dokładnie te same lokacje, co młodszy Nero. Niby nic to złego, bo chociażby w leciwym już RE2 trafialiśmy do tych samych pomieszczeń jako Leon lub Claire. Wówczas jednak zastosowano system zappingu. W Devil May Cry 4 tego nie ma. Ta odważna i wytłumaczona fabularnie przecież decyzja i tak nie umknęła krytykom. Na szczęście fani docenili świetną walkę w grze i do dzisiaj uważają ją za jedną z topowych przedstawicieli gatunku. Tytuł doczekał się również Edycji Specjalnej, podobnie jak poprzednik i następca.
Powrót Syna Spardy

Docieramy do Devil May Cry 5 powstałej już przy użyciu autorskiego silnika graficznego, RE Engine. Ukazała się u schyłku 8. generacji konsol, lecz wizualnie prezentowała się bardzo dobrze. Nero oraz Dante ponownie wystąpili jako zgrany duet, a na dokładkę pojawił się ciekawy osobnik, V o zagadkowej tożsamości do pewnego momentu. Jeśli nie graliście, to koniecznie sprawdźcie. Devil May Cry 5 świetnie wygląda a porusza jeszcze lepiej. Dla optymalnego doświadczenia polecam jednak Edycję Specjalną dla PS5. Produkcja otrzymała technicznie usprawnienia. Wyostrzone tekstury i jeszcze więcej klatek na sekundę. To ostatni, wysokobudżetowy slasher z prawdziwego zdarzenia od kilku lat (no, jeszcze zostaje Bayonetta 3). Reszta deweloperów albo tłucze hybrydowe gry, jak Stellar Blade, czyli mieszankę slashera i gry souls-like, albo stawia na kopiowanie rozwiązań już tylko od cenionego From Software. Miniony rok to natomiast powrót uznanej serii od studia Team Ninja za sprawą przebudowanej na silniku Unreal Engine, Ninja Gaiden 4.
Projekt renowacji Devil May Cry wpisałby się w aktualną politykę wydawcy. Capcom serwuje wyborne doświadczenia związane z nowymi produkcjami spod znaku sztandarowych franczyz. Wykorzystanie technologii RE Engine wspomoże sukces w zakresie jakości. Niezależnie od platformy, deweloperzy z japońskiego studia potrafią zaradzić problemom technicznym, co miało miejsce w przypadku Resident Evil 4 (2023). Gra miała kłopoty z utrzymaniem wydajności na konsolach PlayStation, lecz studio szybko uporało się z usterkami. Wracając zaś do meritum, dzięki Devil May Cry 5 otrzymaliśmy pogląd na nową grę cyklu. Oryginalne Devil May Cry wciąż uznaje za najbardziej klimatyczną część tej serii i liczę, że nowa wersja gry zachowa oryginalną atmosferę. Powrót serii Ninja Gaiden był całkiem udany. Nie wierzę, aby w przypadku Capcomu ten powrót mógł się nie udać. W tym roku pojawi się Onimusha, w przyszłym nowe/stare Resident Evil: Veronica. Pozostaje więc oczekiwać zapowiedzi remake’u Devil May Cry.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych