Jeden z głośniejszych horrorów ostatnich lat już w SkyShowtime. Ethan Hawke znów nie daje spać 

Jeden z głośniejszych horrorów ostatnich lat już w SkyShowtime. Ethan Hawke znów nie daje spać 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Ethan Hawke sprawił, że kilka prostych rekwizytów, spokojny głos i piwnica wystarczyły, by jedna horrorowa postać przykleiła się do pamięci na dobre. Bez armii demonów, ton cyfrowej krwi i potwora wielkości kamienicy. Czasem znacznie skuteczniej działa człowiek, którego zwyczajnie nie chcielibyśmy spotkać po drugiej stronie ulicy.

Teraz jeden z głośniejszych horrorowych powrotów ostatnich lat można już odpalić w SkyShowtime i trudno o lepszy moment, żeby sprawdzić, czy ta historia nadal potrafi wyłączyć sen na kilka godzin. Zwłaszcza że horror coraz częściej próbuje wygrać rozmachem, podczas gdy najlepsze rzeczy nadal potrafią wydarzyć się w ciemnym pomieszczeniu, przy jednym niepokojącym dźwięku i świadomości, że ktoś zdecydowanie nie powinien być tak blisko. Wiecie, noc można spędzić na wiele sposobów. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Telefon znowu dzwoni

Pierwszy Czarny telefon działał właśnie dlatego, że nie próbował rozepchnąć się na cały ekran. Piwnica, porwany chłopak, kilka głosów po drugiej stronie słuchawki i Ethan Hawke w masce wystarczyły, żeby człowiek zaczął nieufnie patrzeć na każdy dźwięk dochodzący zza ściany. Film brał bardzo prosty pomysł i ściskał go coraz mocniej, aż zwykły telefon stawał się czymś znacznie bardziej niepokojącym niż najbardziej wymyślny potwór.

Druga część wraca do tego świata, ale nie udaje, że można po prostu zamknąć bohaterów ponownie w tej samej piwnicy i liczyć na ten sam efekt. Finney i Gwen są starsi, trauma po wydarzeniach z poprzedniego filmu nie zniknęła razem z napisami końcowymi, a Grabber nadal potrafi wślizgnąć się do historii tam, gdzie wydawałoby się, że wszystko zostało już zamknięte. To dobry punkt wyjścia dla sequela horroru.

No i Hawke. Jego Grabber nie potrzebuje półgodzinnych monologów o własnej przeszłości, żeby działać. Wystarczy sposób mówienia, ruch głowy, chwila ciszy i ta przeklęta maska, która przez moment potrafi wyglądać prawie spokojnie, a sekundę później jak coś, czego człowiek nie chce zobaczyć nawet we śnie. Hawke gra go z dziwnym spokojem, który robi więcej niż wrzask. Najgorsi filmowi psychopaci często właśnie tacy są.

Horror pamięta, czego się boimy

Największą siłą tej serii jest dla mnie to, że strach nie kończy się razem z samym zagrożeniem. Można uciec z piwnicy, zamknąć drzwi i przeżyć, ale głowa nie dostaje informacji, że wszystko wróciło do normy. Trauma zostaje w drobnych zachowaniach, relacjach i chwilach, gdy ktoś słyszy coś, czego nikt inny nie słyszy. 

To spora różnica wobec filmów, które traktują widza jak czujnik ruchu. Co kilka minut musi coś wyskoczyć, zatrzasnąć drzwi albo walnąć w głośniki, bo inaczej ktoś najwyraźniej boi się, że stracimy zainteresowanie. Czarny telefon najlepiej wypada wtedy, gdy pozwala ciszy trochę popracować. 

Druga część ma też jedną przewagę, której nie da się kupić większym budżetem - my już znamy Grabbera. Nie trzeba go budować od zera. Każde pojawienie się tej postaci ciągnie za sobą pamięć poprzedniego filmu, więc twórcy mogą korzystać z czegoś bardzo niewygodnego: widz wie, do czego ten człowiek jest zdolny. 

I chyba dlatego Czarny telefon 2 tak dobrze pasuje do wieczornego seansu na streamingu. Nie jest filmem, który trzeba oglądać z instrukcją świata obok pilota ani przypominać sobie pięciu wcześniejszych odsłon. Znamy podstawy, znamy twarze, wiemy, jaki rodzaj niepokoju czeka za drzwiami. Wystarczy zgasić światło i dać mu wejść. SkyShowtime dostaje więc tytuł idealny na ten moment, gdy człowiek chce obejrzeć coś mocniejszego, ale niekoniecznie spędzić pół nocy na rozrysowywaniu mitologii demona z siedmiu spin-offów.

Jeszcze jeden telefon

The Black Phone 2 nie musi wymyślać horroru od nowa, żeby działać. Wystarczy, że pamięta, dlaczego pierwszy film tak dobrze wchodził pod skórę. Hawke, maska, poczucie zamknięcia i strach, który nie kończy się w chwili otwarcia drzwi - to nadal zestaw wystarczająco mocny, żeby zrobić z normalnego wieczoru trochę mniej spokojną noc.

Warto dać szansę dla tego starego, prostego uczucia, gdy film kończy się, ekran robi się czarny, a człowiek przez sekundę zastanawia się, czy naprawdę chce iść sam do ciemnej kuchni. Dobry horror zostaje z nami chwilę dłużej. Ten telefon może zadzwonić jeszcze po seansie.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper