Wielu narzeka, ale ja mocno chwalę - oto moja opinia o The Sinking City 2

Wielu narzeka, ale ja mocno chwalę - oto moja opinia o The Sinking City 2

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 09:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Gry wideo spod szyldu ukraińskiego studia Frogwares od zawsze wywoływały wśród graczy mocno podzielone emocje. Choć produkcjom tego zespołu nieraz zarzucano pewną budżetowość czy niedociągnięcia techniczne, nikt nie mógł odmówić twórcom jednego: genialnych przebłysków w projektowaniu wyzwań intelektualnych. Twórcy serii o Sherlocku Holmesie zawsze potrafili wciągnąć nas w misterne intrygi i zaoferować rozgrywkę nastawioną na głębokie dedukcje oraz zagadki.

W przypadku The Sinking City 2 deweloperzy postanowili jednak mocniej poeksperymentować ze sprawdzoną formułą. Choć tło fabularne nadal czerpie garściami z mrocznej prozy H.P. Lovecrafta, gra odcina się od wydarzeń z pierwszej części i przedstawia całkowicie nową historię. Zamiast kontynuacji dawnych wątków otrzymujemy dojrzałą i bardzo osobistą opowieść o walce z nienazwanym złem.

Dalsza część tekstu pod wideo

Głównym bohaterem gry jest Calvin, człowiek zmuszony do stawienia czoła koszmarom wprost z przerażających wizji, aby uratować swoją ukochaną - Faye. Ta prosta, lecz niezwykle silna motywacja emocjonalna stanowi solidny fundament dla całej opowiadanej historii, nadając kolejnym działaniom protagonisty wyraźny sens i desperackie tempo.

Początek przygody wita nas mocnym uderzeniem i serią dramatycznych przeżyć, po których Calvin zostaje wrzucony w sam środek groteskowego świata. Szybko staje się jasne, że odwiedzane przez nas miejsca nie są jedynie bezduszną dekoracją, lecz pełnoprawnymi bohaterami opowieści. Zróżnicowanie lokacji okazuje się przy tym jednym z największych atutów tytułu.

Trafiamy do wielu ciekawych miejsc

The Sinking City 2 - preorder trailer
resize icon

W trakcie poszukiwań Faye odwiedzamy między innymi mroczne korytarze uniwersytetu, duszny i niepokojący hotel, opustoszały szpital czy odpychający, przesiąknięty zepsuciem targ rybny. Każda z tych miejscówek oferuje zupełnie inny klimat, unikalne zagrożenia oraz autorski pomysł na opowiedzenie własnej, miniaturowej historii poprzez elementy otoczenia.

Merytorycznie i strukturalnie rozgrywka wykazuje ogromne podobieństwo do klasyków gatunku, na czele z serią Resident Evil oraz The Evil Within (wyczyszczone pokoje oznaczane na mapie, sporo ścieżek bocznych z nagrodami oraz premie odblokowywane za punkty w menu po ukończeniu gry - jak nieograniczona ilość amunicji przy drugim podejściu do historii). Frogwares wyciągnęło lekcje z konstrukcji współczesnych survival horrorów, proponując graczom idealne zbalansowanie eksploracji, rozwiązywania łamigłówek oraz ciągłego poczucia zagrożenia.

Półotwarte lokacje zachęcają do zbaczania z głównej ścieżki i uważnego przeszukiwania każdego zakamarka. Przestrzeń została zaprojektowana w taki sposób, aby nagradzać naszą ciekawość, ale jednocześnie nie pozwalać na bezmyślne bieganie przed siebie - powrót do wcześniej odwiedzonych stref z nowymi przedmiotami to chleb powszedni.

Prawdziwym sercem gry pozostają jednak zagadki, które stanowią absolutny popis umiejętności ukraińskiego studia. Przygotowano całą masę zróżnicowanych łamigłówek wymagających łamania szyfrów, odpowiedniego ustawiania rzeźb, dopasowywania tajemniczych symboli czy manipulowania obiektami w otoczeniu. To zadania satysfakcjonujące, które zmuszają do myślenia, ale nie frustrują.

Survival horror

The Sinking City 2
resize icon

Równie istotnym elementem rozgrywki jest umiejętne zarządzanie mrocznymi zasobami. Miejsca w ekwipunku stale brakuje, amunicji jest jak na lekarstwo, a rozsądek podpowiada, że nie z każdym przeciwnikiem trzeba wchodzić w bezpośrednią konfrontację. Często znacznie lepszym wyborem okazuje się ciche przemknięcie obok zarażonych i oszczędzenie cennych zasobów na trudniejsze momenty.

Mimo że w sieci pojawia się sporo krytycznych głosów zarzucających grze odtwórczość, osobiście bawiłem się przy tym tytule doprawdy znakomicie. The Sinking City 2 ma w sobie niezwykły czar klasycznych horrorów z przełomu wieków, oferując gęstą atmosferę, której tak bardzo brakuje wielu współczesnym, mocno nastawionym na akcję produkcjom.

Oczywiście gra nie jest pozbawiona wad, a największe z nich ujawniają się w projekcie przeciwników. Monstrualne potwory, z którymi przychodzi nam walczyć, po prostu nie przerażają tak, jak powinny. Ich wygląd bywa schematyczny, a dopełnieniem tego problemu są dość sztywne i przestarzałe animacje ruchów, co potrafi nieco zepsuć budowany wcześniej nastrój grozy.

System walki wręcz również pozostawia pewien niedosyt i na początkowych etapach rozgrywki potrafi sprawiać wrażenie nieco topornego. Starcia w zwarciu wymagają wyczucia, ale brak im odpowiedniej dynamiczności i płynności, przez co ciosy wyprowadzane w stronę potworów nie zawsze dają należytą satysfakcję.

Sytuacja ulega jednak znacznej poprawie w późniejszej fazie gry, gdy zyskujemy dostęp do ulepszeń ekwipunku. Po zdobyciu usprawnień do strzelby oraz wejściu w posiadanie tomahawka, starcia zyskują całkowicie nowy wymiar. Gra pozwala wtedy na wykonywanie naprawdę ciekawych i efektywnych kombinacji, płynnie łącząc wystrzały z bliskiej odległości z druzgocącymi cięciami bronią białą.

Biorąc to wszystko pod uwagę, The Sinking City 2 oceniam na solidne 7,5/10. Choć nie jest to produkcja idealna i cierpi na pewne niedociągnięcia budżetowe, dla prawdziwych fanów survival horrorów stanowi wyjątkowo interesującą i wartościową odskocznię od utartych schematów.

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do The Sinking City 2.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper