Wielki triumf praktycznych efektów specjalnych. Znakomity horror science fiction ery VHS
Kilkanaście dni temu świat obiegła smutna wiadomość o śmierci Chucka Russella. Zmarły w wieku 74 lat amerykański reżyser znany był nie tylko za sprawą słynnej “Maski” z Jimem Carrey'em, ale także jednego z najlepszych remake’ów w historii kina. Tak należy bowiem nazwać znakomitą “Plazmę”, horror science fiction będący nową wersją filmu z 1958 roku, który okazał się również wielkim triumfem praktycznych efektów specjalnych.
Legenda głosi, że 26. września 1950 roku kilku policjantów z Filadelfii zobaczyło na ziemi dziwną, przezroczystą, galaretowatą masę o średnicy około dwóch metrów. Świadkowie zdarzenia twierdzili, że substancja świeciła i stopniowo rozpadała się w lepką pianę, a następnie całkowicie zniknęła. Prasa szybko powiązała to z przelotem meteoru, lecz tak naprawdę nigdy nie ustalono, czym była ta tajemnicza substancja. Ów fenomen stał się inspiracją dla filmu o wdzięcznym tytule „Blob – zabójca z kosmosu”. Drugiego pełnometrażowego obrazu Irvina S. Yeawortha Jr, który zapewne nie przewidywał wówczas, że na jego planie będzie miał okazję współpracować z jednym z największych amerykańskich aktorów kolejnych dekad.
Tak się bowiem złożyło, że w produkcji o galaretowatej substancji z kosmosu po raz pierwszy w głównego bohatera wcielił się 28-letni wówczas Steve McQueen, który na potrzeby scenariusza zagrał 17-latka. Za występ w tym, jakże typowym dla swojej dekady, horrorze science fiction McQueen miał zarobić ledwie 3000 dolarów. Twórcy filmu dali mu możliwość wyboru: przyjęcie wspomnianej kwoty albo rezygnację z niej na rzecz 10 procent udziału w zyskach. Młody aktor bardzo potrzebował wówczas pieniędzy na opłacenie czynszu i codzienne wydatki, a poza tym od początku był przekonany, że tego typu produkcja z pewnością się nie zwróci. Mocno się zresztą pomylił, ponieważ wyświetlany w kinach w klasycznym double billu z „Wyszłam za kosmicznego potwora” film ostatecznie zarobił zawrotne, zwłaszcza jak na tego typu dzieło, 4 miliony dolarów i byłby pewnie pierwszym finansowym triumfem w karierze McQueena, który jednak później – jak wszyscy dobrze wiemy – nie mógł już narzekać na brak pieniędzy.
Tymczasem w drugiej połowie lat 80’ do starego pomysłu powróciła dwójka niezwykle ambitnych młodych twórców. Reżyser kilku późniejszych hitów, takich jak choćby “Maska” czy “Egzekutor”, Chuck Russell poznał Franka Darabonta w 1981 roku, kiedy obaj pracowali nad realizacją nieco zapomnianego dziś horroru “Piekielna noc” Toma DeSimone’a. Doświadczenie to pomogło im później przy pisaniu scenariusza do trzeciej części serii “Koszmaru z ulicy wiązów”, będącej zresztą pierwszym filmem pełnometrażowym zrealizowanym przez samego Russella. Obaj dowiedzieli się o zakupie praw do remake’u wspomnianego już filmu z McQueenem przez New World Pictures, które jednak szybko przeszły w ręce przedstawicieli Cinema Group Pictures. Duet twórców bardzo szybko dostał angaż na planie tego filmu, chcąc od początku podejść do jego realizacji zupełnie inaczej niż w przypadku oryginału.
Inside Job
Filmowy pierwowzór ze Stevem McQueenem nie odbiegał od wielu typowych produkcji fantastycznych z tych czasów, co widać choćby w doborze głównego przeciwnika. Tytułowy “Blob” był bowiem dziwaczną substancją, która przywędrowała na naszą planetę z kosmosu, co zdawało się doskonale odzwierciedlać to, co ówcześni ludzie odbierali jako największe zagrożenie. Duet Chuck Russell - Frank Darabont podszedł do tej kwestii zupełnie inaczej, bo choć z początku wydaje się, że i tu mamy do czynienia z kolejnym groźnym kosmitą, w połowie filmu dowiadujemy się, iż owa substancja ma jednak zupełnie inne pochodzenie. “Plazma” wpisuje się bowiem w nurt kinematografii nawiązujący do teorii spiskowych, w których naczelną rolę pełni rzecz jasna amerykańskie wojsko. W ostateczności niezbyt zainteresowane ratowaniem lokalnej społeczności.
Scenarzyści oparli się początkowym naciskom przedstawicieli studia, którzy chcieli wyprodukować wierną adaptację pierwotnego materiału. Russell i Darabont od początku nastawili się zaś na realizację nowoczesnego horroru, który nie tylko straszyłby widzów, ale także był dla nich zaskakujący. To właśnie dlatego, w jednej z pierwotnych wersji scenariusza, uśmiercili głównego bohatera już na początku, chcąc pokazać, że widzowie nie mają do czynienia ze standardową produkcją gatunkową tego okresu. Skrypt ulegał zresztą ciągłym modyfikacjom już w trakcie realizacji kolejnych scen. Co interesujące, owe zmiany były konsultowane przede wszystkim ze specjalistą od efektów specjalnych.
Te miał początkowo realizować duet Lyle Conway-Stuart Ziff, ale z uwagi na liczne przetasowania funkcję kierownika tego działu na planie przejął Tony Gardner. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, bo był już w owym czasie uznawany za “cudowne dziecko”, gdyby nie to, że dotąd nie miał on wielkiego doświadczenia w pracy nad tak dużą produkcją, a w tym przypadku musiał zarządzać zespołem składającym się z ponad 30 ludzi. W późniejszych wywiadach sam zresztą przyznawał, że jeszcze przed otrzymaniem posady skłamał, że ma ukończone 25 lat (te skończył dopiero w 1990 roku). Być może jednak to właśnie jego młody wiek sprawił, że nie było dla niego zadań nie do wykonania, dlatego też od początku - wraz z Darabontem i Russellem - współtworzył scenariusz, w którym kluczowe okazały się pochłaniane przez tytułową “Plazmę” ofiary.
Sam “Blob” nigdy nie był jednym rekwizytem. W zależności od ujęcia wykorzystywano: ogromne worki i membrany z lateksu oraz silikonu, żele i śluzy o różnej gęstości, gumowe "macki" poruszane linkami, pneumatyczne poduszki, które sprawiały wrażenie pulsowania, hydrauliczne tłoki wypychające masę w określonym kierunku. Do uzyskania charakterystycznego połysku używano mieszanek gliceryny, metylocelulozy i innych bezpiecznych substancji żelowych, które dawały wrażenie mokrej, żywej powierzchni. Najbardziej pamiętne sceny śmierci realizowano etapami: na początku filmowano aktora, następnie zastępował go wykonany na jego podobieństwo manekin z pianki lateksowej. W odpowiednich miejscach ukrywano przewody z powietrzem lub płynem, dzięki czemu ciało mogło się zapadać, rozciągać lub sprawiać wrażenie topnienia. W niektórych ujęciach używano także odlewów poszczególnych części ciała, które można było deformować bez ryzyka dla aktorów.
Jedna z najbardziej znanych scen filmu została zrealizowana z wykorzystaniem pełnowymiarowej budki telefonicznej z demontowanymi ścianami, elastycznych paneli, pneumatycznych mechanizmów ściskających wnętrze i dużej ilości żelowej masy wtłaczanej do środka. Dzięki temu sekwencja wyglądała tak, jakby “Blob” dosłownie zgniatał i pochłaniał swoją ofiarę. Wbrew temu, o co pytano później w wywiadach samego Russella, znajdujące się wówczas w powijakach CGI nie mogło być pomocne podczas realizacji konkretnych ujęć, które tworzono metodami optycznymi: wielokrotną ekspozycją taśmy, zdjęciami w zwolnionym tempie, odwracaniem kierunku odtwarzania i łączeniem kilku elementów obrazu na taśmie filmowej. Dzięki temu złowieszcza substancja wydawała się płynąć, rosnąć i zmieniać kształt w sposób trudny do osiągnięcia wyłącznie mechanicznie.
Chłodne przyjęcie
Skupienie na praktycznych efektach specjalnych, które z czasem zaczęły dyktować konkretne rozwiązania fabularne, może sugerować, że casting aktorów do głównych ról nie był tak istotny. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Ich dobór z perspektywy czasu okazuje się bowiem równie istotny co tworzenie kolejnych sekwencji morderczej substancji, terroryzującej lokalne miasteczko. Russell i Darabont od początku zamierzali bowiem sięgnąć po odtwórców, którzy wyglądaliby jak zwyczajni mieszkańcy niewielkiego amerykańskiego miasteczka, a nie typowe hollywoodzkie gwiazdy. Szansę otrzymali więc Shawnee Smith i Kevin Dillon, obsadzeni jako bohaterowie, którzy w klasycznych horrorach byliby zapewne jednymi z pierwszych ofiar.
“Plazma” z dzisiejszej perspektywy prezentuje się również jako film mający wyraźne cechy meta-horroru. W zabawny sposób komentujący choćby kwestię typowej amerykańskiej hipokryzji w podejściu do produkcji, w której na ekranie pokazuje się przemoc, ale ponieważ nie ma tam jednocześnie seksu, młodzi bohaterowie liczą na to, że mimo wszystko uda im się dostać na seans filmu “Garden Tool Massacre”. Typowego ówczesnego slashera, wyraźnie inspirowanego “Piątkiem trzynastego”, którego niezbędne fragmenty ekipa nakręciła zresztą podczas prac nad rzeczywistą produkcją. Film Russella z ciekawy sposób pokazuje również małomiasteczkową niechęć do jednostek niepodporządkowanych lokalnym zwyczajom, które - tak jak grany przez Dillona, Brian Flagg - od początku są oskarżane o najgorsze przestępstwa.
Licznych ciekawych elementów nie dostrzegli jednak ówcześni recenzenci, którzy przyjęli film Russella wyjątkowo chłodno. Z jednej strony oczywiście chwaląc znakomite praktyczne efekty specjalne, a także posępną, a przy tym również niezwykle wciągającą atmosferę, którą film zawdzięcza przede wszystkim wysiłkom operatora Marka Irwina, współpracującego wcześniej choćby z Davidem Cronenbergiem, ale jednocześnie ganiąc obraz za utratę niewinnego uroku pierwowzoru, zbyt dosadną brutalność, a wręcz cynizm produkcji, opowiadającej o wielkim rządowym spisku. Słabe recenzje przełożyły się na umiarkowane przyjęcie filmu przez samych widzów, choć dodatkowym problemem “Plazmy” okazała się również ogromna konkurencja w sierpniu 1988 roku, kiedy obraz ostatecznie trafił na duże ekrany.
Z czasem ocena filmu kompletnie się jednak zmieniła. Współcześni widzowie często zestawiają produkcję nieodżałowanego Chucka Russella choćby ze słynnym “Coś” Johna Carpentera, z którą łączy ją nie tylko reprezentowanie tego samego gatunku filmowego, ale również kiepskie wyniki w box office. Uchodząca dziś za pierwowzór nowoczesnego horroru, którego twórcy nie wahają się uśmiercić głównego bohatera, po to by zaskoczyć widzów, “Plazma” stała się również przepustkę do wielkiej kariery dla Shawnee Smith, kojarzonej współcześnie głównie za sprawą występu w serii “Piła”. Zawdzięcza ją przede wszystkim temu, że wielkimi fanami obrazu byli Leigh Whannell i James Wan.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych