Pudełka kontra cyfra. Dlaczego nawet fani pudełek kupią czasem cyfrową grę?

Pudełka kontra cyfra. Dlaczego nawet fani pudełek kupią czasem cyfrową grę?

Igor Chrzanowski | Wczoraj, 16:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Cyfrowa dystrybucja wypiera fizyczne nośniki i to jest niestety fakt, z którym nie da się dyskutować. Nic jednak nie usprawiedliwia forsowania nam wirtualnych zakupów na siłę oraz odbierania realnej alternatywy jaką są pudełka z płytami w środku. Co jednak myślę o tym wszystkim i dlaczego uważam, że każdy z nas przyczynia się do tej nieodwracalnej transformacji? 

Każdy kto grał na konsolach jeszcze chociażby w czasach PlayStation 2 czy pierwszego Xboksa, nie jest sobie po prostu w stanie wyobrazić życia bez tego uczucia, gdy kupujemy pudełko z grą i wsadzamy płytkę do napędu. To jest swego rodzaju przepiękna magia i rytuał, którego nie jest w stanie zrozumieć nikt wychowany na pecetach w czasach panowania Steama oraz nikt, kto z nigdy nie trzymał nowego pudła z gierką w ręku. Sam kocham fizyczne wydania od praktycznie 26 lat - czyli jakoś od momentu, w którym rodzice kupowali nowe gierki, w które cisnęliśmy dosłownie całą rodziną. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Z drugiej też strony od kiedy kupiłem PlayStation 3, a w sumie nawet i używane PSP od kolegi, dość sporo obcowałem z wyłącznie cyfrowymi grami. Jakieś retro starocie jak PSP Minis nie były często dostępne na fizycznych nośnikach, dlatego Angry Birds, Bloons TD czy Hero of Sparta ograłem cyfrowo na szkolnych przerwach lub pod kocykiem. Dziś przyszła pora na mały rachunek sumienia i pewnego rodzaju podsumowanie oraz szczerość - tak sam na sam ze sobą. 

Kocham pudełka, ale... 

Parę lat temu zrobiłem sobie "małe" podsumowanie posiadanej na tamten czas kolekcji gier wideo i wyszło mi, że posiadam zdecydowanie... za dużo gier. Liczyłem dosłownie każdy tytuł jaki posiadam na danej platformie, nawet jak się dublowały, bo śledzenie tego wymagałoby jednak nieco więcej czasu, którego wtedy do takiego podsumowania nie miałem. Wyszło mi więc, że w różnej formie posiadam aż 2798 gier z czego aż 2130 miałem cyfrowo i 668 w pudełkach. Jak zatem widzicie 76,1% swojej kolekcji trzymam w formie wirtualnej. Ale czy naprawdę tak to wygląda? Czy może jest tu coś "przekłamanego"? 

Cóż, patrząc na to w taki sam sposób jak Sony, oczywiście można by powiedzieć, że w moim przypadku cyfra wygrywa i z pudełkami to mam już tyle wspólnego co politycy z uczciwością. Jeśli jednak odejmiemy z tego wszystkiego gry z PlayStation Plus, odbierane darmówki z Epica, Steama, Origina czy Uplay, wyszłoby mniej więcej na to, że cyfrowo zakupiłem może z 10-20% tej liczby. Weźmy nawet taki Epic Games Store - zapłaciłem tam za dosłownie 3 gry, a łącznie mam ich ponad 400. Na Steamie zakupiłem z 10 gier, a mam ich ponad 300, na EA Play kupiłem tylko matce Peggle Nights, a pozostałe 40 tytułów mam z darmowego rozdawnictwa.

Często bywa tak, że gdy kupuję/odbieram jakiś tytuł "cyfrowo" nawet nigdy go nie odpalam, bo tak jakby, po prostu nie czuję tego hype'u i tej frajdy z zakupu. Co innego z pudełkami. W tym roku nabyłem na razie 6 pudełkowych produkcji - Pragmatę, Silent Hill 2, Expedition 33 i trzy klasyki z PS3 oraz PS2. Za każdym razem, przyzwyczajony dawnym nawykiem, wsadzam płytkę, sprawdzam czy wszystko ładnie śmiga i delektuję się początkowymi etapami danego tytułu. Nadal nic nie sprawia mi większej przyjemności w obcowaniu z nową grą niż jej rozpakowanie, powąchanie pudełka, oglądanie okładki czy też przeglądanie instrukcji, jeśli takowa jest.  

Cyfra też jest spoko, chociaż...

Do samego tematu pudełka vs. cyfra podchodzę zdroworozsądkowo i nie mam takiej "pogardy" dla cyfry, jak niektórzy. Ostatnio poczyniłem kilka znaczących cyfrowych zakupów na Nintendo Switch, Xbox Store oraz PlayStation Store. Nabyłem na przykład Alan Wake: American Nightmare, klasyczne Final Fantasy VII (mam 3 inne wersje xd), czy też Nights into Dreams HD, Sonic Adventures i Virtua Fighter 2. Dlaczego zdecydowałem się na te produkcje wirtualnie? Cóż, mini Alan Wake nie jest dostępny fizycznie, Final Fantasy VII mam po prostu ochotę ograć na PS5, a oba klasyki Segi fizycznie dostępne są tylko na konsolach, których (jeszcze) nie posiadam. Dlatego tańszym i bardziej ekonomicznym wyjściem jest kupić takie Virtua Fighter 2 za 18 zł niż wydawać kilkaset zł na sprzęt, którego nie mam na razie gdzie postawić. 

Podobnie mam zamiar zrobić w przypadku tytułów, które mają absolutnie chore ceny kolekcjonerskie. Yakuza: Dead Souls kosztuje w pudle po 500 złotych, a cyfrowo na PS3 lata za 79 złotych. Tak samo na przykład Silent Hill: Book of Memories kupiłem na PS Vita za 59 złotych, co jest lepszym interesem niż 800+ złotych od jakiegoś chciwego kloca na OLX czy Allegro. Do moich małych cyfrowych grzeszków należy także nabycie Battlefield: Hardline za 4,39 zł czy też swego czasu Avengersów za 8 złotych. Niby warto to mieć w pudle i pewnie dodam te gierki do swojej kolekcji, ale no... za cztery zeta, no kto by się nie skusił. 

Reasumując o ile kocham pudełkowe gry, nie mam zamiaru udawać, że cyfrowe sklepy nie istnieją, albowiem wiele naprawdę fantastycznych gier znajdziemy wyłącznie tam, a i wielkie gry AAA po latach można wyrwać za marne grosze. Czasem mam jednak pewne opory - nie kupuję masowo na przykład serii Resident Evil czy jakichś produkcji Nintendo, gdy są taniej cyfrowo, bo jednak mieć to w pudle, jest czymś innym niż kolejny wpis w cyfrowej liście. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google
Źródło: Własne
Igor Chrzanowski Strona autora

Na jaką formę dystrybucji się decydujesz?

Tylko wydania fizyczne - #TeamPudełka
210%
Tylko wydania cyfrowe - nie lubię zbędnego plastiku
210%
Obie, ale częściej fizyczne - kupuję więcej pudełek niż cyfry
210%
Obie, ale częściej cyfrowe - kupuję więcej cyfry niż pudełek
210%
Pokaż wyniki Głosów: 210
cropper