Sześć sezonów i film! - historia

Sześć sezonów i film! - historia "Community", jednego z najlepszych serialów komediowych w historii

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Zdyskredytowany za posługiwanie się lewymi papierami prawnik rozpoczyna naukę w community college w Greendale. Natychmiast wpada mu w oko atrakcyjna blondynka, za którą ciągnie się sznur innych, barwnych osób. Wspólnie będą uczyć się hiszpańskiego, strzelać do siebie kulkami z farbą, zakładać zorganizowane grupy przestępcze, grać w D&D i robić tonę innych, absolutnie nie kojarzących się ze studiami rzeczy.

"Community" Dana Harmona to serial jak żaden inny. Ze zwykłego sitcomu ze skądinąd barwną obsadą, stał się najbardziej meta, najbardziej pro-nerdowską produkcją w telewizji. Po trzech sezonach, jego twórca został zwolniony z pracy, następnie przywrócony po słabszym czwartym sezonie aby rok później dokończyć fabułę pod skrzydłami Yahoo i... Na film wciąż czekamy. Ale podobno prace trwają! Co prawda, Donald Glover poinformował o tym fanów pierwszego kwietnia tego roku, więc różnie może być, ale nadzieja umiera ostatnia. Netflix właśnie przywrócił wszystkie sezony serialu do swojej oferty, więc korzystając z okazji, powspominajmy jak to się stało, że zwykły serial stał się kulturowym fenomenem i wystrzelił w stratosferę kariery znacznej ilości związanych z nim osób.

Dalsza część tekstu pod wideo

Podobno Dan Harmon (między innymi "Rick & Morty") oparł główną koncepcję "Community" o swoje własne doświadczenia z community college. Uczył się hiszpańskiego, poznał grupę bardzo różnorodnych, na swój sposób bardzo ciekawych ludzi - tylko nie wygląda za bardzo jak serialowy Jeff (Joel McHale). Dopisał do tych fundamentów kilka fabuł kręcących się wokół "podróży bohatera" - choć w zmienionej, lekko uproszczonej, ośmiostopniowej, harmonowej wersji - zachęcił swoich scenarzystów do pisania na przekór gatunkowym normom i nagle dostaliśmy jeden z najlepszych seriali komediowych w historii.

Community (2009) - historia serialu. Żywo ewoluujące postacie... I Pierce

Główna obsada Community
resize icon

Jednym z elementów filozofii Harmona, które pozwoliły serialowi naprawdę rozkwitnąć, było słuchanie "bicia serca swojego dziecka" i dostosowywanie kolejnych decyzji scenariuszowych pod ten rytm. Początkowy zamysł był taki, że główny bohater, Jeff, będzie uganiał się za niedostępną, będącą pod wieloma względami jego kompletnym przeciwieństwem Brittą (Gillian Jacobs). Jednakże już na etapie kręcenia pierwszego sezonu on i reszta scenarzystów zauważyli, że ta chemia między postaciami nie za bardzo działa, że znacznie ciekawsi i bardziej naturalni są Jeff i wciąż młodziutka, ale zadziorna Annie (Alison Brie). Nie myśląc więc zbyt wiele, po prostu skręcili narracyjnie w tę stronę, porzucając początkowe plany, bez dłuższej chwili wahania. Drugim tego typu przykładem są Troy & Abed (in the mooooorning!), grani przez odpowiednio Donalda Glovera oraz Danny'ego Pudiego. Z początku Abed miał być po prostu tym dziwnym arabem z polskimi korzeniami - element zapożyczony z prawdziwego życia Pudiego, którego matka jest Polką - a to Troy i Pierce (Chevy Chase) mieli stanowić komediowy duet serialu. W międzyczasie, Pudi i Glover zaprzyjaźnili się poza planem, więc Harmon sparował ich również w serialu, a Pierce stał się... Przed chwilę postacią ojca dla Jeffa, ale głównie po prostu puentą żartów. I to też nie wzięło się znikąd. 

Nie jest żadną tajemnicą, że Chevy nie jest najbardziej ugodowym człowiekiem na świecie. Współpraca z nim zawsze była trudna. Psia mać, dzięki temu "Kevin sam w domu" wygląda tak jak wygląda! Początkowo Chris Columbus miał reżyserować "Witaj Święty Mikołaju", ale nie był w stanie dogadać się z gwiazdą, więc poprosił Howarda Hughesa o coś innego. Tamtym filmem zajął się ostatecznie młody reżyser, Jeremiah Chechik, dla którego wciąż jest to szczyt kariery, podczas gdy Columbus dostał scenariusz do "Kevina". Kiedy pan Chase trafił do "Community", kosa trafiła na kamień, ponieważ również i Harmon jest głównym perfekcjonistą nie stroniącym od używek - choć podobno innego rodzaju niż jego gwiazdor. Chłopaki często kłócili się na planie i poza nim. A to Chevy stwierdził, że nie podoba mu się wymyślona przez Harmona scena, więc on nie stawi się na plan żeby ją nakręcić, a to Dan w ramach zemsty zrobił z niego w kolejnym odcinku większego idiotę/bydlaka niż zwykle. Punktem kulminacyjnym ich relacji była jednak impreza na koniec zdjęć do trzeciego sezonu, podczas której podchmielony Harmon krzyknął z podium "F#ck you, Chevy!", zachęcając całą resztę obecnych aby się do niego przyłączyli. I jasne, można kogoś nie lubić i w ogóle, ale to już był cios poniżej pasa. Jest impreza, garnitury, stoi sobie aktor wraz z rodziną, dobrze się bawi i nagle słyszy jak szef każe mu, ekhem, "spadać". Rezultat? Harmon został zwolniony z własnego serialu, a showrunnerami czwartego sezonu zostali David Guarascio i Modes Port - ci sami, którzy w 2006 roku zrobili ten okropny, amerykański remake "the IT crowd" z Joelem McHale'em. 

Community (2009) - historia serialu. Czy rok wycieku gazu rzeczywiście był taki zły?

Kto idzie po pizzę?
resize icon

Czwarty sezon "Community" przez wielu uważany jest za tego względu za najgorszy w historii serialu. I jasne, cały wątek "Changnezji" señor Changa (Ken Jeong) był od początku głupi, scenarzyści za szybko wyłożyli karty na stół i ostatecznie do niczego on nie prowadził, ale czwarty sezon to również historie z nieoczekiwaną zmianą miejsc, gdzie Troy i Abed zamieniają się ciałami, podczas gdy dziekan (Jim Rash) nie zamienia się ciałami z Jeffem, bo ten nie zamierza się w to bawić; zajęciami z wychowania wychowawców fizycznych - cóż za niedorzecznie piękny pomysł; porwaniem profesora Cornwallisa (Malcolm McDowell); podwójną randką Abeda. Przede wszystkim jednak, był to sezon, w którym w dalszym ciągu oglądaliśmy oryginalną grupę w komplecie, a to właśnie unikalne połączenie ich osobowości sprawiało, że "Community" było tym czym było. 

Ostatecznie, Harmon został przywrócony na piąty i szósty sezon - ponoć pierwsza taka sytuacja w historii - lecz wraz z jego powrotem, pożegnaliśmy Pierce'a, a chwilę po nim również Troya. Jasne, jakość scenariuszy poszła w górę - "Cooperative poligraphy" to wciąż jeden z najlepszych odcinków w historii serialu, tak dobry, że uwielbiam oglądać nawet zwykłe czytanie scenariusza przez obsadę, które urządzone zostało na YouTube w czasach pandemii. Waltona Gogginsa zastąpił wtedy Pedro Pascal, który absolutnie nie potrafił utrzymać poważnej miny czytając dialogi pana Stone'a. W ramach zastępstwa za Troya i Pierce'a, w Greendale pojawił się profesor Buzz Hickey (Jonathan Banks) i tak jak był on na swój sposób ciekawą postacią - bardzo różną od reszty ekipy, prawie jakby ugrzecznioną delikatnie wersją Mike'a z "Breaking Bad", tak zwyczajnie nie był w stanie zastąpić dynamiki, której częścią były tamte postacie. Szósty sezon był pod tym względem jeszcze gorszy. Straciliśmy Shirley (Yvette Nicole Brown), Hickey po prostu zniknął, a zamiast nich pojawili się robotyczna Frankie (Paget Brewster) i trochę genialny, a trochę stetryczały Elroy (Keith David). Sami aktorzy byli dobrzy, scenariusze okazjonalnie dawały im coś ciekawego do roboty, ale to już po prostu nie było to. 

Community (2009) - historia serialu. Fundamenty sukcesu

Gramy w paintball
resize icon

Jednym z kluczowych elementów stojących za sukcesem serialu była właśnie obsada i sposób pisania ich postaci. Scenarzyści żywo reagowali na zakulisowe sympatie i antypatie aktorów, dostrajając pod nie kolejne wątki, ale i same postacie były, że tak to banalnie ujmę, żywymi ludźmi z krwi i kości. Serial opowiada o raczej dziwnych jednostkach, ale pamięta aby zawsze śmiać się razem z nimi, a nie z nich (może z wyłączeniem Pierce'a). Tak jak taka "Teoria wielkiego podrywu" jedynie udawała celebrację gierkowskiej, nerdowskiej kultury, w rzeczywistości nabijając się ze swoich bohaterów i nigdy nie zgłębiając żadnego gagu bardziej niż do poziomu kałuży po lekkiej mżawce, tak "Community" celebrowało niecodzienność swoich bohaterów. Abed był chłopakiem w spektrum, który wszystko przyrównuje do filmów, ale zawsze, kiedy bohaterowie popełniali ten błąd, że chcieli mu z tego powodu współczuć, on pokazywał im, że tak naprawdę to nie oni sterowali nim, ale on nimi, jak kiedy potajemnie kręcił dokument o swoim ojcu. Troy zaczyna jako stereotypowy mięśniak-futbolista, ale dzięki swojej przyjaźni z Abedem uczy się być lepszym człowiekiem i potrafi postawić go wyżej niż łatwą sławę czy nowo poznaną, atrakcyjną dziewczynę. Jeff ze śliskiego prawnika staje się człowiekiem, któremu faktycznie zależy zarówno na przyjaciołach, jak i samej szkole, do której uczęszcza, a wraz z jego podejściem do ludzi zmienia się jego podejście do wykonywanego zawodu. Chrześcijańskie wartości Shirley pozwalają jej odzyskać rodzinę, rozkręcić biznes, odnieść sukces - między innymi dlatego, że trzymała się tego, co właściwe, a nie, co łatwe.

Drugim, być może nawet ważniejszym elementem - który, paradoksalnie, mógł również doprowadzić do upadku serialu - była filozofia przełamywania stereotypów i przesuwania granic tego, co można zrobić w telewizji. Pierwszą jaskółką zwiastującą ten trend był "Contemporary American Poultry", czyli zasadniczo "Chłopcy z ferajny", tyle że ma wesoło i o panierowanym kurczaku, a nie narkotykach czy innej kontrabandzie. Dostaliśmy specyficzne najazdy kamery, Abeda prowadzącego narrację z offu, charakterystyczne motywy i sekwencje. To jednak był ledwie przedsmak, ponieważ już dwa odcinki później dostaliśmy "Modern Warfare", w którym nieprzemyślana obietnica dziekana zamienia cały college w pole paintballowej bitwy. Jest trochę post apo, trochę tropów typowych dla kina wojennego. Co ciekawe, kontynuację tego tematu, dwuodcinkowy finał drugiego sezonu, zrobili bracia Russo - ci od "Avengersów" - i ponoć to właśnie ta robota, którą tu wykonali, dała im możliwość zrobienia "Wojny bez granic" (wciąż idiotycznie przetłumaczony podtytuł). A to przecież ledwie wierzchołek góry lodowej. Mieliśmy odcinki zrobione z pomocą animacji poklatkowej, w 16 bitowej grafice komputerowej, pacynkowe, o teorii wielu światów, o zombie, o lochach i smokach. Do wyboru, do koloru. 

"Community" to był absolutny fenomen i ewenement w swoich czasach. W 2009 roku tak się po prostu nie kręciło seriali. Harmon i ekipa podjęli ryzyko, które z jednej strony się opłaciło - serial do dziś ma wierną rzeszę fanów i wciąż się o nim rozmawia - z drugiej doprowadziło do jego przedwczesnej śmierci, ponieważ robienie telewizji tej jakości, lecącej w cotygodniowych odstępach, było zwyczajnie niemożliwe do utrzymania. Nawet dzisiaj budżet pojedynczego sezonu mógłby okazać się być zbyt wysoki. Na szczęście sześć sezonów serialu już za nami. Został tylko film. Jeśli wierzyć plotkom rozsiewanym przez samą obsadę, to prace nad nim w końcu ruszyły pełną parą. Mam nadzieję, że Harmon szykuje bombę, która w piękny sposób domknie tę historię - okazjonalnie pokazuje w "Ricku i Modrym", że wciąż jest do tego zdolny. Tymczasem, dopóki czekamy, zachęcam do sprawdzenia "Community" - czy to pierwszy, czy dwudziesty raz.

Cool. Cool, cool, cool.

Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper