Nie kupisz PlayStation 6, bo Sony odcięło pudełka? Nie wiesz, co mówisz
Nie oszukujmy się, żadna korporacja to nie Czerwony Krzyż, by dbać o czyjeś potrzeby. Korpo dopieszcza ludzi tak długo, jak ma z tego frukty. Gdy rura z gotówką przestaje płynąć, politykę trzeba zmienić i tyle. Ale dlaczego w ogóle rzucam taki komunał? – zapytacie. Bo śmieszą mnie do rozpuku wszyscy ci, którzy, zawiedzeni ostatnią decyzją Sony o wycięciu fizycznych nośników, zapowiadają pójście z marką PlayStation na wojnę, bojkot konsumencki i jeszcze wierzą w to, że cokolwiek mogą zmienić.
Sony wybrało najlepszy możliwy moment
Spokojnie, nie oceniam tu samej decyzji firmy z Tokio, bo nie w tym rzecz. Chcę natomiast powiedzieć, że wbrew powszechnemu przekonaniu w gabinetach w Japonii nie siedzą idioci. Ruchy dotyczące nośników to żadne działanie na rympał, lecz sprawa przekalkulowana w każdym możliwym aspekcie. Za to Ty, drogi graczu wygrażający rezygnacją z kolejnej konsoli, nie do końca zdajesz sobie sprawę z tego, co mówisz.
Moment na potencjalnie zapalne ogłoszenie nie został wybrany przypadkowo. Wprost przeciwnie, koniunktura jest dla Sony z jednej strony perfekcyjna, ale z drugiej - stwarza wyzwanie. Konkurencyjny Xbox z kretesem przegrał generację, a decyzyjna huśtawka w Microsofcie sprawia, że tożsamość następcy wciąż pozostaje niepewna. Nie wiadomo, czy będzie to bardziej pecet czy jednak dalej konsola, jakie dostaniemy gry i kto je stworzy, ani czy w ogóle MS potraktuje nowość jakkolwiek ponad niszową ciekawostkę. Jednocześnie szalejące ceny komponentów do granic absurdu windują koszty wejścia w świat pecetów, czyniąc z wydajnych komputerów dobro ekskluzywne, a co za tym idzie przeznaczone wyłącznie dla tych najbardziej majętnych.
Ostatecznie efekt jest taki, że Sony PlayStation staje się w swojej kategorii monopolistą. I nawet jeśli nowa „szóstka” okaże się sprzętem ledwie przeciętnym, obarczonym w dodatku problemami ekosystemowymi, to klienci tak czy siak w nią zainwestują. Innego wyboru zbytnio nie mają. A kiedy dokręcać śrubę, jak nie w momencie swojego panowania.
Model biznesowy idealny w kryzysie
Drugą stronę medalu stanowi obecny kryzys na rynku hardware. Niemniej Sony wie doskonale, że ma sprzyjający aktualnym czasom model biznesowy, bo subsydiowana konsola o wyważonej specyfikacji w przedbiegach odstawi zarówno kombajn Microsoftu, jak i blaszaki. Osobiście stawiam dolary przeciwko orzechom, że PS6, choć niekoniecznie tanie per se, w najnowszej generacji będzie urządzeniem zdecydowanie najtańszym, a więc cechującym się najniższym progiem wejścia. Sam ten fakt skutecznie wybije z głowy migrację na inną platformę. Zwłaszcza, gdy okaże się, że podobne pieniądze trzeba wyłożyć na samą kartę graficzną i to nie najwyższej klasy.
Przy czym na ekonomię rynku konsol należy spojrzeć w szerszym kontekście, bo sama w sobie stwarza ona pewien elementarny problem. Jak pamiętacie, przez lata było tak, że gdy debiutowała nowa konsola, to jej poprzedniczkę mogliśmy nabyć dosłownie za ułamek premierowej ceny. Koszty produkcji bowiem lawinowo spadały, więc producentowi opłacało się sprzedawać takie PS2 czy PS3 za czapkę gruszek. Jednocześnie nowość mogła zaoferować spektakularny postęp. Dzisiaj jednak PlayStation 5 bywa droższe niż 5 lat temu, a to oznacza, że aby „szóstka” wyraźnie podniosła poprzeczkę, trzeba byłoby wycenić ją jeszcze wyżej. Albo przepotężnie dotować.
Konsola za ponad 4000 zł nie ma szans na komercyjny sukces, stąd marżę należy nakręcać na grach i akcesoriach, a wydania cyfrowe, co by nie mówić, kieszenie napychają znacznie efektywniej niż te fizyczne. Tak więc ich forsowanie ma uzasadnienie i trochę paradoksalnie, na dłuższą metę może się graczom opłacić. Oczywiście tylko w tym sensie, że kupią technologicznie lepszą konsolę w niższej cenie, ale jednak.
Nie da się dogodzić każdemu, ale decyduje większość
Rzecz jasna, zdania będą podzielone, bo zapewne znajdą się tacy, którzy w imię fizycznych gier i kompletnej, spektakularnej konsoli wzięliby kredyt pod zastaw mieszkania. Tyle że akurat ta grupa stanowi dosłownie niszę w niszy, bo podczas gdy gracze nieliczący się z cenami stanowią ciekawostkę przyrodniczą, to w dodatku większość z nich kupi sobie coś pokroju RTX-a 5090, nie zaprzątając sobie głowy plastikiem pod TV.
Kwestią otwartą pozostaje natomiast to, czy w dzisiejszych czasach konsola w swoim pierwotnym formacie w ogóle ma sens. Skoro postęp na rynku elektroniki użytkowej wyhamował, wadę w postaci konieczności częstych aktualizacji sprzętowych traci pecet. Ale nie traci jednocześnie atutów: szerokiej biblioteki gier, wolności wyboru platformy dystrybucyjnej, kompatybilności wstecznej, zgodności z akcesoriami, wielozadaniowości itd. Co więcej, dzięki rozwiązaniom takim jak system operacyjny Bazzite, komputer może mieć równie przyjazny i przystosowany do dużych ekranów interfejs co konsola. Z tym że to już temat na inny tekst.
Ja mam tylko pytanie do wszystkich zachęcających do rewolty: jak właściwie wyobrażacie sobie PS6 w momencie, gdy obecna generacja jest droższa niż w dniu premiery? Zapłacilibyście za nową konsolę 5000-6000 zł, a może jednak Paryż wart jest mszy i zaciskając zęby, warto iść na kompromis?
Przeczytaj również
Komentarze (55)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych