Gry za 350 zł to dopiero początek. Za kilka lat zatęsknimy za obecnymi cenami gier

Gry za 350 zł to dopiero początek. Za kilka lat zatęsknimy za obecnymi cenami gier

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 10:00

Nie tak dawno wydawało się, że przekroczenie granicy 300 zł za nową grę będzie niemożliwe. Internet zalewały komentarze o pazerności wydawców, a gracze zapowiadali bojkot kolejnych premier. Dziś podobne emocje budzą ceny sięgające około 350 zł za największe hity. Wystarczy spojrzeć na zamieszanie wokół GTA 6, aby zobaczyć, jak bardzo zmieniły się realia rynku. To jednak prawdopodobnie dopiero początek.

Wszystko wskazuje na to, że za kilka lat obecne ceny będą wspominane z nostalgią, a 400 zł za największą premierę stanie się normą, która przestanie kogokolwiek szokować.

Dalsza część tekstu pod wideo

Xbox gry w pudełkach
resize icon

Dzisiejsze 350 zł jutro może wydawać się okazją

Cena GTA 6 wywołała ogromną dyskusję. Dla jednych około 350 zł za grę to przesada, dla innych naturalna konsekwencja rosnących kosztów produkcji. Bez względu na to, po której stronie stoi gracz, jedno jest pewne - psychologiczna granica została przesunięta.

Historia pokazuje, że rynek gier od lat działa według podobnego schematu. Najpierw pojawia się oburzenie, później niechęć do zakupu, a ostatecznie nowa cena staje się normą. Tak było, gdy gry kosztowały 200 zł. Dokładnie tak samo wyglądała sytuacja przy 250 zł, później 300 zł, a następnie po przejściu z 60 na 70 dolarów za nowe produkcje AAA.

Wydawcy doskonale wiedzą, że największe marki mogą pozwolić sobie na znacznie więcej niż mniejsze studia. Produkcje, na które gracze czekają przez wiele lat, sprzedają się niezależnie od internetowych protestów. Jeśli miliony osób kupi grę w dniu premiery mimo wyższej ceny, dla całej branży jest to jasny sygnał, że rynek akceptuje kolejną podwyżkę.

Dlatego obecne około 350 zł za największe premiery nie musi być końcem wzrostów. Wręcz przeciwnie - może okazać się początkiem nowego etapu, w którym kolejne granice będą przesuwane stopniowo, aby gracze mieli czas się do nich przyzwyczaić.

God of War Ragnarok Valhalla - recenzja - główne zdjęcie - Kratos
resize icon

Produkcja gier nigdy nie była tak droga

Najłatwiej powiedzieć, że wydawcy chcą po prostu więcej zarabiać. Oczywiście każda firma działa po to, aby generować zysk, ale sprowadzanie całego problemu wyłącznie do chciwości jest zbyt dużym uproszczeniem.

Jeszcze kilkanaście lat temu stworzenie wysokobudżetowej gry kosztowało kilkadziesiąt milionów dolarów. Dzisiaj budżety największych produkcji liczy się w setkach milionów, a niektóre projekty zbliżają się nawet do miliarda dolarów po uwzględnieniu marketingu, wsparcia po premierze i wieloletniego rozwoju.

Zmieniła się również skala samych gier. Otwarty świat, fotorealistyczna grafika, pełny dubbing w kilkunastu językach, animacje tworzone z wykorzystaniem motion capture, orkiestry nagrywające ścieżki dźwiękowe, ogromne zespoły testerów i kilkuletnie wsparcie po premierze - wszystko to kosztuje znacznie więcej niż jeszcze dekadę temu.

Do tego dochodzi inflacja, wzrost wynagrodzeń specjalistów, droższy sprzęt, większe koszty energii oraz wydłużający się czas produkcji. Dawniej wiele gier powstawało w trzy lata. Dziś sześć czy siedem lat pracy nad jednym tytułem nikogo już nie dziwi.

Nieprzypadkowo coraz częściej słyszymy od przedstawicieli branży, że obecny model finansowania największych produkcji staje się coraz trudniejszy do utrzymania. Jeśli koszty stale rosną, a cena końcowa pozostaje niemal niezmienna, wcześniej czy później ktoś będzie musiał pokryć tę różnicę. Najczęściej robi to właśnie gracz.

Gry w pudełkach
resize icon

Problem polega na tym, że sami oczekujemy coraz więcej

Paradoks całej sytuacji jest taki, że gracze jednocześnie narzekają na wysokie ceny i domagają się coraz ambitniejszych produkcji. Każda nowa gra ma być większa od poprzedniej. Świat powinien być bardziej szczegółowy, sztuczna inteligencja mądrzejsza, animacje płynniejsze, liczba aktywności większa, a długość kampanii dłuższa. Oczekujemy ray tracingu, 60 klatek na sekundę, perfekcyjnej optymalizacji, rozbudowanego trybu sieciowego oraz kilku lat wsparcia - najlepiej w postaci darmowych dodatków i aktualizacji.

To wszystko wymaga ludzi, pieniędzy i czasu. A czas jest dziś jednym z najdroższych zasobów w branży. Nie bez znaczenia jest również fakt, że gracze coraz częściej kupują edycje Deluxe, Ultimate czy Kolekcjonerskie. Wiele osób wydaje na premierę nie 350 zł, ale 500, 600 czy nawet ponad 1000 zł. Wydawcy widzą, że istnieje grupa odbiorców gotowych zapłacić więcej za wcześniejszy dostęp do gry, dodatki kosmetyczne czy przepustkę sezonową. To sprawia, że kolejne podwyżki przestają wydawać się aż tak ryzykowne.

Do tego dochodzi jeszcze postępująca cyfryzacja rynku. Coraz więcej osób kupuje gry wyłącznie w sklepach cyfrowych, gdzie znika konkurencja między sprzedawcami charakterystyczna dla wydań pudełkowych. W efekcie wydawcy mają większą kontrolę nad cenami i dłużej utrzymują wysokie kwoty po premierze. Jeżeli w ciągu najbliższych kilku lat największe hity będą nadal osiągały rekordowe wyniki sprzedaży, nic nie powstrzyma rynku przed kolejnym przesunięciem granicy. Nie stanie się to z dnia na dzień. Najpierw zobaczymy pojedyncze premiery gier kosztujące więcej, później dołączą kolejne, aż w końcu nowa cena stanie się standardem - dokładnie tak, jak stało się to wcześniej z poprzednimi podwyżkami.

Podsumowanie

Dzisiejsza dyskusja o grach kosztujących blisko 350 zł może za kilka lat wydawać się równie odległa, jak wspomnienia o czasach, gdy premierowe produkcje kosztowały 199 zł. Rynek zmienia się szybciej, niż wielu graczy chciałoby przyznać, a historia pokazuje, że kolejne podwyżki cen gier prędzej czy później stają się codziennością.

Nie twierdzę, że już za rok każda nowa gra będzie kosztowała 400 zł. Taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że największe i najbardziej oczekiwane produkcje właśnie do tego poziomu będą stopniowo zmierzać. Jeśli gracze zaakceptują ten kierunek, pozostali wydawcy z pewnością pójdą ich śladem.

Źródło: Opracowanie własne
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper