PlayStation 5 kontroler DualSense

Żywotność DualSense to porażka. Oto pięta achillesowa Sony

Mateusz Wróbel | Dzisiaj, 13:00

Kiedy po raz pierwszy bierzesz do rąk DualSense, masz poczucie, że przyszłość cyfrowej rozrywki puka do twoich drzwi. Sony stworzyło kontroler, który zdefiniował na nowo to, jak odczuwamy gry wideo. To nie jest zwykły ewolucyjny krok naprzód - to rewolucja, która angażuje zmysły w sposób wcześniej niedostępny dla posiadaczy domowych konsol. Wizualnie elegancki, idealnie wyważony, niemal natychmiast staje się naturalnym przedłużeniem dłoni gracza.

Architektura tego pada opiera się na technologiach, które potrafią oczarować. Zaawansowane efekty dotykowe (haptic feedback) zastąpiły prostackie, monotonne wibracje z dawnych lat, oferując niezwykle precyzyjne bodźce. Do tego dochodzą adaptacyjne efekty "Trigger", które stawiają dynamiczny opór pod palcami, imitując naciąganie cięciwy łuku czy blokowanie się zacisków hamulcowych w sportowym aucie. Całość dopełnia wbudowany głośniczek i mikrofon, tworząc barierę sensoryczną, którą po prostu chce się chłonąć.

Dalsza część tekstu pod wideo

Prawdziwym objawieniem i pokazem siły tego inżynieryjnego kunsztu jest chwila, w której odpalamy Astro’s Playroom lub najnowszego Astro Bota. Te produkcje to wręcz list miłosny do możliwości DualSense. Każdy krok małego robota po metalu, piasku czy bagnie jest wyczuwalny pod kciukami w zupełnie inny sposób. Kiedy w grze zaczyna padać deszcz, ma się wrażenie, że pojedyncze krople uderzają bezpośrednio w plastik obudowy kontrolera. To czysta, nieskalana magia, która sprawia, że powrót do tradycyjnych padów konkurencji wydaje się bolesnym regresem.

Nie tak pięknie, jak wygląda i działa z początku

DualSense Camo
resize icon

Czar jednak pryska szybciej, niż można by się spodziewać, a zachwyt nad technologią brutalnie zderza się z rzeczywistością masowej produkcji. Mój pierwszy, dołączony do konsoli pad, z poziomu technologicznego cudu techniki spadł do rangi bezużytecznego elektrośmiecia w zaledwie kilka miesięcy. Choć traktowany był z pedantyczną dbałością i ładowany wyłącznie na oficjalnej, dedykowanej stacji dokującej od Sony, jego ogniwo zasilające po prostu skapitulowało.

Obecnie ten flagowy kontroler wytrzymuje po pełnym naładowaniu zaledwie piętnaście minut. Kwadrans rozrywki, po którym system PlayStation bezlitośnie wyświetla komunikat o rozładowanej baterii, to żałosny żart z klienta. Urządzenie promowane jako bezprzewodowe serce rozrywki zostało trwale uwiązane na kablu, stając się karykaturą samego siebie. Trudno o większe rozczarowanie, gdy potężna sesja wciągającej gry zostaje przerwana po czasie, który ledwo wystarcza na przejście jednego samouczka.

Historia drugiego kontrolera, dokupionego niedługo po premierze jako zabezpieczenie na wypadek niespodziewanych awarii, wcale nie wygląda lepiej. Po około sześciu miesiącach umiarkowanej eksploatacji ujawnił się w nim flagowy wróg nowoczesnych padów: tak zwany "stick drift". Prawy analog zaczął żyć własnym życiem, permanentnie wysyłając do konsoli sygnał, jakby był wychylony w górę.

W praktyce oznacza to permanentny koszmar podczas rozgrywki. W grach akcji, strzelankach czy RPG kamera nieustannie i samoistnie wędruje ku niebu, zmuszając mnie do ciągłej walki z analogiem w celu skorygowania widoku. Celowanie do wrogów staje się loterią, a eksploracja otwartego świata zamiast relaksować - doprowadza do szewskiej pasji. Taki defekt w sprzęcie za kilkaset złotych, zaledwie po pół roku od zakupu, jest po prostu nie do zaakceptowania.

Problemy z akumulatorem i dryfującymi analogami to niestety zaledwie wierzchołek góry lodowej, z którą mierzą się posiadacze DualSense. Internetowe fora pękają w szwach od narzekań na pękające sprężynki w adaptacyjnych triggerach. Kiedy mechanizm stawiający opór ulega uszkodzeniu, przycisk staje się luźny i bezwładny, co całkowicie rujnuje immersję i precyzję, tak potrzebną chociażby w grach wyścigowych czy sieciowych shooterach.

Kolejną bolączką bywają gumowe wykończenia gałek analogowych, które potrafią łuszczyć się i ścierać już po kilkudziesięciu godzinach intensywnych potyczek. Dodajmy do tego zacinające się przyciski geometryczne (krzyżyk, kółko, trójkąt, kwadrat), które tracą swoją sprężystość, a otrzymamy obraz urządzenia zaprojektowanego bez myśli o długofalowej trwałości. Sony stworzyło pad piękny i zaawansowany, ale jednocześnie niezwykle delikatny i podatny na awarie.

Nowe kontrolery Sony muszą być po prostu lepsze

PS5 / Sony / TV
resize icon

Żywotność tych kontrolerów można określić jednym, dosadnym słowem: żałosna. Kupując sprzęt z segmentu premium, oczekujemy, że posłuży nam on przez lata, a nie przez kilkanaście tygodni. Tymczasem DualSense sprawia wrażenie produktu o celowo zaplanowanej dacie przydatności, który po krótkim okresie intensywnego błyszczenia ma trafić na śmietnik, zmuszając klienta do ponownego otwarcia portfela.

To smutne, jak wielki potencjał został rozmieniony na drobne przez oszczędności na komponentach i wątpliwą kontrolę jakości. Gracz płaci nie tylko za konsolę, ale za obietnicę bezproblemowej rozrywki, której te kontrolery po prostu nie są w stanie dotrzymać. Każda kolejna awaria to rysa na wizerunku japońskiego producenta, który zdaje się ignorować fakt, że fundamentem dobrej konsoli musi być niezawodne akcesorium.

Ostatecznie DualSense pozostaje dla mnie symbolem niespełnionego geniuszu. Z jednej strony oferuje niezapomniane uniesienia podczas zabawy w Astro Bocie, pokazując, jak powinno wyglądać nowoczesne projektowanie gier. Z drugiej - wywołuje potężną frustrację, gdy uświadamiamy sobie, jak nietrwałe i awaryjne są to konstrukcje w codziennym, domowym użytkowaniu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Sony stworzyło technologiczny ekwiwalent sportowego supersamochodu, który zachwyca osiągami na torze, ale psuje się w drodze po bułki do sklepu. Posiadanie dwóch niedziałających prawidłowo padów w tak krótkim czasie odbiera całą radość z obcowania z nową generacją.

Źródło: Opracowanie własne
Mateusz Wróbel Strona autora
Na pokładzie PPE od połowy 2019 roku. Wielki miłośnik gier wideo oraz Formuły 1, czasami zdarzy mu się sięgnąć również po jakiś serial. Uwielbia gry stawiające największy nacisk na emocjonalną, pełną zwrotów akcji fabułę i jest zdania, że Mass Effect to najlepsza trylogia, jaka kiedykolwiek powstała.
cropper