Xbox Velocity Green

Te 8 gier może przejść Wam obok nosa. A potem wszyscy będą o nich mówić

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00

W świecie gier bardzo łatwo wpaść w pułapkę śledzenia wyłącznie największych premier. GTA, Wiedźmin, The Elder Scrolls, nowy Resident Evil, kolejne wielkie produkcje Sony, Microsoftu czy Nintendo - to właśnie te tytuły najczęściej przejmują zwiastuny, konferencje, dyskusje w komentarzach i pierwsze strony branżowych portali. Czy jest w tym coś dziwnego? W żadnym wypadku. 

I dziś chciałbym spojrzeć na takie projekty, które mogą przejść Wam obok nosa, jeśli nie będziecie uważnie zerkać między największymi premierami. Wiecie - czasem to właśnie takie gry po premierze zaczynają nagle pojawiać się wszędzie: w poleceniach znajomych, krótkich filmikach, dyskusjach na forach i zestawieniach największych zaskoczeń roku. A wtedy człowiek odpala zwiastun, sprawdza pierwsze opinie i myśli: chwila, jakim cudem wcześniej kompletnie mnie to ominęło?

Dalsza część tekstu pod wideo

D-topia

Na pierwszy rzut oka D-topia może wyglądać jak kolejna spokojna, pastelowa przygodówka logiczna, którą łatwo wrzucić do szufladki z napisem „ładne, pewnie sympatyczne, sprawdzę kiedyś”. Trafiamy do świata, w którym sztuczna inteligencja zarządza szczęściem mieszkańców, a naszym zadaniem jest rozwiązywanie problemów, utrzymywanie porządku i dbanie o to, żeby cały ten elegancko zaprojektowany system dalej działał. Czyli niby miło, lekko i bez pośpiechu, ale gdzieś w tle od razu pojawia się pytanie: czy jeśli szczęście trzeba optymalizować, to ono nadal jest szczęściem?

Big Walk

Big Walk to z kolei propozycja, która może przejść obok nosa wszystkim osobom szukającym wielkiej akcji, krwistej fabuły albo kolejnego świata do czyszczenia z ikonek. Tutaj chodzi raczej o wspólne chodzenie, gadanie, gubienie się i przeżywanie drobnych przygód w dużej, dziwnej przestrzeni. Brzmi skromnie? Jasne. Ale warto pamiętać, że czasem najprostsze założenia najmocniej działają wtedy, gdy trafią w odpowiedni moment. 

The Mermaid Mask

Przygodówka detektywistyczna, w której najważniejsze mają być rozmowy, obserwacja, dziwne tropy i ten specyficzny rodzaj tajemnicy, który sprawia, że jeszcze przed snem człowiek zaczyna układać w głowie własne teorie. Twórcy Tangle Tower i Crow Country mają już za sobą gry z bardzo wyraźnym charakterem, więc tutaj trudno mówić o projekcie kompletnie anonimowym. A jednak wśród większych premier taki tytuł może łatwo zniknąć gdzieś między kolejnymi zwiastunami blockbusterów.

Neverway

Mamy tu życie na farmie, elementy RPG akcji, horror, relacje z mieszkańcami i bohaterkę, która po rzuceniu pracy trafia w sytuację zdecydowanie mniej spokojną, niż sugerowałby typowy opis „nowego życia na odludziu”. Wiecie - to nie jest kolejna sielska opowieść o podlewaniu marchewek i rozmowach z sąsiadami przy płocie. Pod spodem czai się coś znacznie bardziej niepokojącego.

At Fate’s End

Walka z potworami i eksploracja świata są tu oczywiście ważne, ale sercem gry mają być pojedynki z rodzeństwem oraz historia rodziny, której konflikty najwyraźniej nie da się rozwiązać jednym ładnym zdaniem przy stole. To może być bardzo ciekawy kierunek, bo gry akcji często świetnie radzą sobie z efektownością, ale nie zawsze potrafią nadać pojedynkom prawdziwy emocjonalny ciężar. A tutaj cała koncepcja opiera się właśnie na tym, że walczymy nie tylko z przeciwnikami, ale też z przeszłością i relacjami. 

Well Dweller

A ta pozycja na papierze wyglądać jak kolejna metroidvania, a tych przecież w ostatnich latach nie brakowało. Tyle że wystarczy spojrzeć na jej mroczno-baśniowy klimat, małego bohatera uzbrojonego w zapałkę i pomysł na wretched kingdom, żeby poczuć, że może być tu coś więcej niż standardowe bieganie, skakanie i odblokowywanie kolejnych przejść. Ten gatunek uwielbia gry z silną tożsamością, bo gracze metroidvanii bardzo szybko wyczuwają, czy świat ma własny smak, czy jest tylko kolejną wariacją na temat znanych rozwiązań.

Denshattack!

Denshattack! to prawdopodobnie najbardziej absurdalny tytuł w tym zestawieniu, ale też jeden z tych, które najłatwiej sprzedać jednym zdaniem. Robimy tricki pociągiem. Nie deskorolką, nie rowerem, nie futurystycznym hoverboardem. Pociągiem. I już samo to wystarcza, żeby człowiek przynajmniej podniósł brew. Gra wygląda jak mieszanka arcade'owej energii, japońskiej dystopii, rywalizacji gangów i szalonego podejścia do ruchu, w którym tory przestają być tylko trasą, a zaczynają przypominać plac zabaw. 

Deer & Boy

I na koniec filmowa platformówka o chłopcu i jelonku, w której dużo ma dziać się bez wielkich słów, za to przez obraz, ruch, atmosferę i relację między dwoma bohaterami. Takie gry bywają trudne do przebicia się przez hałas większych premier, bo nie mają setek systemów, ogromnych map ani marketingowego ciężaru wielkich marek. Mają za to coś, co przy odpowiednim wykonaniu potrafi działać równie mocno: prostą, czytelną więź, którą gracz zaczyna chronić niemal odruchowo.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper