Abonament RTV - nowa opłata

Seriale bez słabych odcinków? Oto kilka takich propozycji!

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Czasem wystarczy mocny start, kilka naprawdę wybitnych odcinków i finał, który dowozi więcej, niż można było się spodziewać. Problem w tym, że im więcej człowiek ogląda, tym łatwiej zauważyć coś innego - nawet bardzo dobre produkcje lubią po drodze zaliczyć jakiś zjazd, słabszy środek, odcinek będący ewidentnym przystankiem albo moment, w którym całość na chwilę traci tempo. 

Ale kiedy trafia się produkcja, przy której nie trzeba nikogo ostrzegać tekstem „wytrzymaj do czwartego odcinka” albo „drugi sezon jest gorszy, od razu czuć różnicę. Taki serial ogląda się inaczej - z większym zaufaniem, spokojem i tym bardzo przyjemnym poczuciem, że twórcy od początku wiedzieli, co chcą zrobić i jak długo chcą to utrzymać. A to wcale nie zdarza się tak często, jak mogłoby się wydawać. Dlatego właśnie warto czasem zatrzymać się przy tych tytułach, które nie tylko zaczynają mocno, ale też nie gubią jakości po drodze.

Dalsza część tekstu pod wideo

Dark

Serial który od początku bierze człowieka za kołnierz i nie puszcza. Niemieckie miasteczko, zaginięcie dzieci, cztery rodziny i historia, która z odcinka na odcinek robi się coraz bardziej gęsta, coraz bardziej splątana i coraz mocniej siedzi w głowie. A najlepsze jest to, że nawet przy tak skomplikowanej konstrukcji nie widać tu zadyszki - według IMDb najsłabiej oceniony odcinek, „Lies” (S1E2), i tak trzyma 8.4/10. To już samo w sobie mówi sporo.

Chernobyl

Tutaj margines na słabość praktycznie nie istnieje. Miniserial HBO o katastrofie w Czarnobylu od początku był skrojony na coś bardzo zwartego, bardzo konkretnego i wyjątkowo ciężkiego. Nie ma tu miejsca na krążenie wokół tematu ani na odcinki „przejściowe”, które tylko dowożą do finału. IMDb pokazuje to brutalnie jasno - pięć odcinków i nawet najniżej oceniony schodzi tylko do 9.3/10. Przy telewizji to jest już poziom mało śmieszny dla konkurencji.

Band of Brothers

Wojenne seriale bardzo łatwo mogą wpaść w pułapkę nierówności - jeden odcinek wbija w fotel, drugi robi tylko za pomost. Band of Brothers tego problemu praktycznie nie ma. Opowieść o Easy Company i ich drodze przez Europę podczas II wojny światowej trzyma poziom niemal absurdalnie równo, a nawet najniżej oceniony epizod ma na IMDb 8.6/10. I może właśnie dlatego ten serial do dziś tak dobrze się ogląda?

The Queen’s Gambit

To jest z kolei przykład serialu, który nie potrzebował wielkiej liczby odcinków, żeby wejść ludziom pod skórę. Historia Beth Harmon, sieroty i szachowego geniusza, działa nie tylko samym pomysłem, ale też wyjątkowo pewnym prowadzeniem. Nie ma tu odcinka, przy którym człowiek czułby, że serial na chwilę zgubił kierunek. Nawet najsłabiej ocenione epizody schodzą jedynie do 8.4/10, a to przy siedmioodcinkowej miniserii naprawdę robi wrażenie.

Arcane

Tu bardzo łatwo byłoby uwierzyć, że przy takiej oprawie, takim świecie i tak dużych emocjach gdzieś po drodze musi przyjść choć mały spadek. A jednak nie. Historia dwóch sióstr po przeciwnych stronach konfliktu między Piltover i Zaun trzyma poziom zaskakująco równo, nawet gdy skala robi się coraz większa. IMDb pokazuje, że najniżej oceniane odcinki mają 8.5/10, więc jeśli ktoś szuka serialu, który nie ma wyraźnie słabego ogniwa, to tutaj naprawdę trudno się przyczepić.

Blue Eye Samurai

Ten serial mógłby spokojnie działać samym klimatem, stylem i pięknie podanym okrucieństwem, ale na szczęście nie kończy się na formie. Opowieść o Mizu, wojowniczce szukającej zemsty w Japonii okresu Edo, od początku idzie bardzo pewnie i praktycznie nie notuje żadnej prawdziwej zadyszki. Na IMDb nawet najniżej oceniony odcinek schodzi tylko do 8.5/10, co przy ośmioodcinkowej historii zemsty i tożsamości jest wynikiem naprawdę mocnym.

Szogun

W takich produkcjach bardzo łatwo o odcinek, który bardziej ustawia figury niż naprawdę niesie historię. Shōgun tego właściwie unika. Serial osadzony w XVII-wiecznej Japonii, prowadzony przez losy Johna Blackthorne’a i Toranagi, od początku buduje napięcie tak, że nawet epizody bardziej polityczne nie sprawiają wrażenia przestojów. A gdy IMDb pokazuje, że nawet startowy, najniżej oceniony odcinek ma 8.4/10, to znaczy, że tu naprawdę nie było miejsca na miękkie lądowanie.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper