Nie mogę się oderwać od tych Pokemonów. Kto by się spodziewał…
Nie planowałem tu żadnego wielkiego angażu. To miała być raczej krótka wizyta, szybkie sprawdzenie, może kilka, szybkie spraw minut z czystej ciekawości i tyle. Tymczasem bardzo szybko okazało się, że wpadłem w coś dużo bardziej podstępnego. Bo z Pokemonami bywa właśnie tak - człowiek myśli, że zna już ten mechanizm, że wie, gdzie kończy się sympatyczna nostalgia, a zaczyna zwykłe odcinanie kuponów, po czym nie da się oderwać.
Tu jednak nie chodzi wyłącznie o sentyment do dawnych lat, o znajome stworki i tę dziecięcą część głowy, która nadal mięknie na widok dobrze znanych nazw. Chodzi o coś znacznie prostszego - o ten bardzo specyficzny rodzaj frajdy, który nagle wraca, choć wydawało się, że dawno został już za nami. I właśnie dlatego tak trudno było mi się od tego oderwać. Bo czasem najmocniej wciągają te rzeczy, które zupełnie niepostrzeżenie przypominają, dlaczego kiedyś działały aż tak dobrze.
Pokemon TCG Pocket
Chodzi właśnie o Pokemon Trading Card Game Pocket, czyli mobilną odsłonę karciankowego świata Pokemonów przygotowaną na iOS i Androida. Gra nie próbuje udawać pełnoprawnego odpowiednika klasycznego stołowego TCG jeden do jednego. Raczej bierze jego najbardziej chwytliwe elementy - otwieranie paczek, kolekcjonowanie kart, budowanie talii i pojedynki - a potem układa je pod rytm krótszej, codziennej zabawy na telefonie.
Punkt wyjścia jest tu zresztą bardzo prosty: każdego dnia można bezpłatnie otworzyć dwie paczki, zbierać karty z klasycznymi ilustracjami, a obok nich trafiać też na projekty stworzone specjalnie z myślą o tej grze. Oficjalna strona mocno podkreśla również tzw. immersive cards, czyli karty zaprojektowane tak, by sprawiały wrażenie wejścia do samego środka ilustracji. To od razu ustawia całą produkcję bardziej jako cyfrowe kolekcjonowanie z elementem widowiska niż suchą tabelkę do liczenia statystyk.
Ważne jest też to, że Pokemon TCG Pocket nie kopiuje zasad klasycznego Pokemon TCG wprost. Oficjalne FAQ mówi wprost, że reguły w tej wersji są inne niż w tradycyjnej karciance, a pełna zabawa pozostaje modelem free-to-start z opcjonalnymi zakupami. W praktyce daje to grę, która jest jednocześnie znajoma dla ludzi kochających Pokemony i wyraźnie uproszczona tam, gdzie trzeba było ją dopasować do telefonu, krótszych sesji i dużo szybszego rytmu codziennego grania.
Skąd zainteresowanie?
Najmocniej wciągnęło mnie chyba to, że ta gra bardzo dobrze rozumie prostą prawdę o Pokemonach - czasem największą frajdę daje nie wielka strategia, tylko samo uczucie, że zaraz wpadnie coś fajnego z paczki. I właśnie to tutaj działa wyjątkowo dobrze. Włączam, otwieram, patrzę, co wypadło, porównuję ilustracje, łapię się na tym, że chcę jeszcze jedną rundę, jeszcze chwilę, jeszcze sprawdzić jedną rzecz. Niby drobiazg, ale dokładnie z takich drobiazgów składa się później coś, od czego naprawdę trudno się oderwać.
Druga sprawa to sam wygląd tych kart. TCG Pocket bardzo sprytnie gra na dwóch fortepianach naraz - z jednej strony odpala sentyment do dobrze znanych Pokémonów i dawnych ilustracji, z drugiej dorzuca temu cyfrowy połysk, który sprawia, że samo kolekcjonowanie ma w sobie więcej „wow”, niż można by się spodziewać po grze na telefon. Nie miałem tu poczucia, że obcuję z suchą aplikacją do odhaczania kart. I to najlepsza rekomendacja.
No i jest jeszcze tempo. Bardzo lubię gry, które nie wymagają ode mnie od razu wielkiej deklaracji w stylu: siadamy na dwie godziny i teraz będziemy żyć tylko tym. Pokemon TCG Pocket działa inaczej. Wchodzi bokiem, trochę po cichu, zostawia poczucie lekkiej zabawy, a potem nagle okazuje się, że człowiek wraca do niej regularnie i już nawet specjalnie się nad tym nie zastanawia. Właśnie to mnie kupiło najmocniej.
To dziwne!
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest chyba to, jak mało potrzeba było, żebym znowu wpadł w ten świat. Nie wielkiej konsolowej premiery, nie ogromnego RPG-a, nie kolejnego wielkiego powrotu marki. Wystarczyła mobilna gra o kartach, która bardzo dobrze zrozumiała, że Pokemony nadal najmocniej działają wtedy, gdy budzą prostą, dziecięcą, czystą frajdę. Bez nadmiaru hałasu, bez przesadnego komplikowania, bez udawania czegoś, czym nie są.
I może właśnie dlatego tak trudno było mi się od tego oderwać. Bo Pokemon TCG Pocket nie wciągnęło mnie przez wielką rewolucję, tylko przez serię małych trafień, które po prostu siadły dokładnie tam, gdzie trzeba. Czasem to właśnie takie gry okazują się najgroźniejsze. Niby niewielkie, niby lekkie, a potem człowiek orientuje się, że znowu myśli o Pokemonach częściej, niż planował.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych