Krwawy sport. Błyskotliwe połączenie dystopii science fiction z kinem sportowym
Do oferty Amazon Prime na początku miesiąca trafił kultowy “Rollerball”. Oryginalne połączenie dystopijnego science fiction z kinem sportowym, którego głównym bohaterem jest prawdziwy gwiazdor brutalnej rozgrywki, dowiadujący się o tym, że jej szefostwo chce na nim wymusić przedwczesną emeryturę. Do dziś ciepło wspominany przez wielu film Jewisona doczekał się nawet remake’u, zrealizowanego przez twórcę “Szklanej pułapki”.
“Chleba i igrzysk” - głosi znana starożytna maksyma, obecnie wciąż znajdująca zastosowanie, nie tylko w świecie polityki. Jej wpływ widać bowiem bardzo dobrze w wielu widowiskach z nurtu post-apokaliptycznego, osadzonych w świecie bliższej lub dalszej przyszłości. Opowiadających o organizacji nowego społeczeństwa, które jednak rządzi się zasadniczo starymi metodami. O nośności tego typu fabuł boleśnie przypomniał w ostatnim czasie, niestety kompletnie nieudany, “Uciekinier” Edgara Wrighta, będący remakiem głośnego filmu z Arnoldem Schwarzeneggerem, którego podstawą okazała się powieść Stephena Kinga. W ciekawy sposób podchodząca do motywu kraju zarządzanego przez potężne korporacje, których głównym zadaniem okazuje się zorganizowanie ludziom rozrywki.
Podobne wizje snuto jednak już dekadę wcześniej, o czym przekonuje przypadek Normana Jewisona. W połowie lat 70. temu uznanemu już w owym czasie reżyserowi, który zyskał sławę za sprawą takich klasyków jak “W upalną noc”, a przede wszystkim “Skrzypka na dachu”, wpadła do ręki książka Richarda Barneta i Roberta Mullera “Global Reach: The Power of the Multinational Corporations”. Będąca ostrą krytyką wpływu wielkich międzynarodowych firm, nie tylko na samą gospodarkę, ale również społeczeństwo. Lektura ta sprawiła, że Jewison zapragnął zrealizować dystopijny film fantastyczny, co jak na reżysera z jego dotychczasowym dorobkiem było ruchem mocno zaskakującym.
Szczęśliwie w owym czasie współpracownicy reżysera podrzucili mu krótkie opowiadanie Williama Harrisona “Roller Ball Murder”, pierwotnie opublikowane w poczytnym magazynie Esquire. Króciutkie dzieło Harrisona nie mogło zaimponować na poziomie fabularnym, bowiem było pod tym względem wyjątkowo mgliste, ale jednocześnie niezwykle wciągające z uwagi na sugestywnie wykreowany świat przyszłości, w którym gwiazdą okazuje się Jonathan E., uczestniczący w morderczej rozgrywce sterowanej przez przedstawicieli wielkich korporacji. Jewison bardzo szybko skontaktował się z pisarzem, w czym pomógł fakt, iż obaj mieli tego samego agenta literackiego, proponując mu 50 tysięcy dolarów za wykupienie prawa do ekranizacji scenariusza. Harrison wcale jednak nie zgodził się na to od razu, w zamian stawiając kilka swoich warunków.
Sportowa rywalizacja
Jako pisarz Harrison zadebiutował w poprzedniej dekadzie, w 1966 roku, szybko stając się jednak kimś więcej niż tylko uznanym w środowisku literatem. Na końcówkę tej dekady datuje się bowiem także powstanie, z jego inicjatywy oraz kolegi po fachu, Jamesa Whiteheada, specjalnego programu Master of Fine Arts na Uniwersytecie Arkansas, który wykształcił wiele późniejszych autorek i autorów. Dobrze znający swoją wartość Harrison zażądał od Jewisona nie tylko większego wynagrodzenia, lecz także tego, by jego nazwisko w czołówce filmu nie było zapisane mniejszą czcionką niż nazwisko któregokolwiek innego członka ekipy, a ponadto zadeklarował chęć zaadaptowania swojego opowiadania na scenariusz.
Mijały jednak tygodnie bez odzewu ze strony przedstawicieli reżysera, w trakcie których Harrison powoli godził się z myślą, że z jego wielkiego wejścia do świata filmu ostatecznie wyjdą nici. Po pewnym czasie otrzymał jednak telefon. Rozmówczyni, która okazała się asystentką Normana Jewisona, chciała go zapytać, czy nie wie przypadkiem, gdzie można znaleźć azjatyckich rolkarzy, gotowych do nietypowego wyzwania. Przy okazji wspomniała mu również, że jej szef zaakceptował wszystkie warunki pisarza. Jakiś czas później Harrison znalazł się w Pinewood Studios w Londynie na pierwszym spotkaniu z Jewisonem w ramach prac nad scenariuszem filmu.
Zaadaptowanie opowiadania Harrisona na filmowy skrypt okazało się nie lada wyzwaniem. Opublikowany w Esquire utwór nie tylko bowiem zawierał wręcz szczątkową fabułę, ale również nie tłumaczył zasad gry w tytułowy rollerball, które należało wymyślić od początku. Ostatecznie okazał się on mieszaniną niewiele mówiącego obecnemu sportowemu entuzjaście roller derby, hokeja, futbolu amerykańskiego, wyścigów motocyklowych, licznych sportów kontaktowych, jak również pinballa, a zdjęcia poszczególnych meczów realizowano w Rudi-Sedlmayer-Halle w Monachium, na torze mocno przypominającym arenę rozgrywania wyścigów w kolarstwie torowym.
Co prawda główną motywacją Jewisona było sugestywne przedstawienie świata niedalekiej przyszłości — akcja filmu rozgrywa się w 2018 roku — jednak twórca dobrze wiedział, że magnesem przyciągającym widzów do kin, a tym samym także producentów finansujących ten projekt, będzie dynamiczna, a momentami wręcz brutalna rozgrywka. Szybko okazało się, że sposób ukazywania na ekranie krwawych fragmentów rywalizacji stał się kością niezgody pomiędzy reżyserem a Williamem Harrisonem. Scenarzysta postulował, aby brutalność w filmie była dla widza trudna do zniesienia. Jewison był przeciwny pokazywaniu bezsensownej przemocy, ale jednocześnie uznał, że stanowi ona nieodłączny element nieludzkiego sportu przedstawionego w filmie, dlatego ostatecznie przystał na jej obecność, dbając jednak o to, by nie przekraczała pewnego poziomu.
Oczywiście powodzenie tego przedziwnego widowiska, na które producenci zdecydowali się przeznaczyć średnią jak na te czasy kwotę około 5 milionów dolarów, zależało od właściwego obsadzenia głównej roli. Jewison początkowo chciał zatrudnić Clinta Eastwooda, ale ten mu odmówił. Jego drugim wyborem był James Caan, którego do występu przekonał nie tyle całkiem niezły - jego zdaniem - scenariusz, co raczej unoszący się nad całym projektem duch sportowej rywalizacji, jak również perspektywa nauki zupełnie nowych umiejętności. Cały zespół, złożony zarówno z aktorów obsadzonych w rolach rollerballowych zawodników, jak i kaskaderów, tygodniami ćwiczył jeżdżenie na rolkach i unikanie różnych przeszkód. Ponoć dochodząc w tym do tak wielkiej sprawności, że w pewnym momencie zaczęli grać na nich w piłkę nożną. Na planie nie obyło się bez urazów, także z udziałem Caana, który po latach, cytowany w artykule z Guardiana, wspominał: “O rany, było super! Co prawda zwichnąłem sobie bark, a także uszkodziłem żebro, ale i tak miałem o wiele większe szczęście niż inni.”
Oprócz areny rozgrywki w Rollerball uwagę zwraca również sugestywnie wykreowany świat korporacyjnej przyszłości. Zdjęcia do sekwencji rozgrywających się w sterylnych, a wręcz aseptycznych biurach filmowej Energy Corporation realizowano w głównej siedzibie BMW w Monachium, Palais des Nations w Genewie lub w Elektrowni Fawley, w okolicach Southampton. Kreacja świata przedstawionego wymagała odpowiedniego doboru aktorów i tu w roli prezesa korporacji idealnie sprawdził się przyjaciel Jewisona, John Houseman, ale też dawała dużo swobody. Świetnie do swej roli pasowała Maud Adams, która w połowie lat 70. zaliczyła przełom w swej karierze aktorskiej, najpierw grając w “Człowieku ze złotym pistoletem”, a następnie zaliczając także występ w “Rollerball”.
Sześciopak piwa i paczka precli
Czerwcową premierę filmu w 1975 roku poprzedziła szeroka akcja reklamowa, akcentująca głównie kolczaste rękawice. Główny atrybut zawodnika rollerballa, z którym fikcyjna gra zaczęła być wkrótce kojarzona. Nic więc dziwnego, że obraz zyskiwał popularność głównie wśród młodych ludzi, którzy sami jeździli na motocyklach czy na rolkach, a w dodatku właśnie w tym czasie szczyt popularności zyskiwało wspomniane wcześniej roller derby, na którym w dużej mierze oparta była filmowa rozgrywka, o której wielu ówczesnych obserwatorów zaczęło myśleć w kategoriach prawdziwego sportu.
Wkrótce bowiem do Normana Jewisona odezwali się biznesmeni z propozycją odkupienia praw do tego sportu, którzy chcieli ufundować na niej realne rozgrywki. Dla samego twórcy był to ostateczny dowód na to, że część oglądających kompletnie nie zrozumiała przesłania jego obrazu, a wręcz tego, że jego wizja była spóźniona o dobrą dekadę. Jak bowiem sam wspominał po latach, początkowo wydawało mu się, że koncepcja brutalnego sportu, produkowanego ku uciesze mas wyda się widzom obsceniczna. I jak przyznawał, o ile w Europie przekaz został zrozumiany, o tyle w Stanach Zjednoczonych obraz był odbierany bardzo powierzchownie, a widzowie zamiast na śledzeniu losów walczącego o prawo do samostanowienia bohatera skupili się na samych rollerballowych meczach.
Ówczesna filmowa krytyka przyjęła film chłodno, a wśród recenzji pojawiły się również uszczypliwości. “Jeśli film science fiction uznać za miarę wyobraźni reżysera, to w przypadku Normana Jewisona ma ona wielkość sześciopaku piwa i dużej paczki precli” - kpił na łamach The New York Times Vincent Canby, a inni zarzucali “Rollerball” to, że jest to widowisko oparte przede wszystkim na powtarzalnych sekwencjach brutalnej rozgrywki. Część dostrzegła jednak w nim ciekawy wątek walki jednostki z coraz bardziej opresyjnym systemem, uwiarygadniany zarówno za sprawą przekonującej roli Caana, jak i właściwemu wyborowi Johna Housemana. Z czasem film zaczął zyskiwać na znaczeniu, przede wszystkim jednak poprzez porównanie do późniejszych, zazwyczaj jeszcze gorszych obrazów, co dotyczy również niesławnego remake’u “Rollerball” z 2003 roku, który okazał się wyjątkowo pechowy dla jego twórcy.
Po wielkim sukcesie „Afery Thomasa Crowna” z 1999 roku MGM postanowiło sięgnąć po kolejny obraz sprzed lat, a wybór padł właśnie na film Normana Jewisona. Do realizacji nowej wersji zaproszono prawdziwego specjalistę od dynamicznego kina akcji — Johna McTiernana. Twórca „Predatora” i „Szklanej pułapki” uznał, że temat brutalnego sportu idealnie pasuje do początku XXI wieku, wkrótce jednak pojawiły się problemy — zarówno z ostatecznym scenariuszem, jak i z relacjami z producentami. Sam McTiernan miał zatrudnić niesławnego specjalistę od „mokrej roboty”, Anthony’ego Pellicano, do podsłuchiwania przedstawiciela Metro-Goldwyn-Mayer. Sprawa wyszła na jaw kilka lat później i zakończyła się skazaniem reżysera za składanie fałszywych zeznań przed FBI, co w praktyce oznaczało koniec jego kariery.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych