Kłopotliwy przyjaciel. Ta kultowa komedia z lat 90. ma się niedługo doczekać serialowej kontynuacji
Jutro minie 30 rocznica premiery “Telemaniaka”. Komedię Bena Stillera, zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, bardzo łatwo określić mianem typowej produkcji z Jimem Carrey’em lat 90., ale to zaskakująco celna satyra na uzależnienie od telewizji, w pewnym momencie przechodząca w mroczny thriller, która niedługo ma się doczekać współczesnej serialowej interpretacji.
“Television, you turn me on/ Looking at you all night long/ Movie magic up on the screen/ I think the television's controlling me”. Gdyby spytać kogoś, który z popularnych amerykańskich artystów jest autorem tych słów, wielu z pewnością wskazałoby któregoś z klasyków z lat 80. czy 90., ewentualnie z samego początku XXI. wieku. Tekst ten to jednak fragment utworu “TV Guide”, pochodzącego z tegorocznej płyty jednego z najlepszych współczesnych raperów, Vince’a Staplesa. I o ile wielu krytyków mogłoby zarzucić popularnemu Wincentemu pewien rodzaj anachronizmu, bowiem współcześnie funkcjonujemy już w zupełnie innym otoczeniu medialnym, przykład ten pokazuje jak nośna i wciąż aktualna pozostaje krytyka wpływu telewizji na społeczeństwo, którą formułowano na długo przed narodzinami krnąbrnego artysty z Compton.
W drugiej połowie XX. wieku pojawiło się wiele głośnych opracowań, oskarżających telewizję o zniekształcanie obrazu świata, dostarczanie uproszczonych schematów i krzywdzących stereotypów, osłabianie zaufania, a wręcz erozję kapitału społecznego. Frontalny atak na cynizm ludzi związanych z tym medium przypuścił Sidney Lumet w znakomitej “Sieci” z 1976 roku, a filmy takie jak “Miejski obłęd” Costy Gavrasa czy też wcześniejszy “Quiz Show” ukazywały ułudę albo wręcz czystą fikcję obrazu kreowanego przez media. W twórczy sposób odnosili się do tych problemów artyści w latach 80. czy 90., by wspomnieć tylko o “Videodrome” Davida Cronenberga, “Urodzonych mordercach” Olivera Stone’a, a także dwóch innych obrazach, które łączy postać Jima Carrey.
Historia “Telemaniaka” zaczęła się jednak zupełnie inaczej. Od pewnego prokuratora i aspirującego scenarzysty Lou Holtza jr-a, który razu pewnego, będąc wieczorową porą blisko domu swojej matki, zauważył majstrującego przy czymś faceta od kablówki. Jak później wspominał, zaczął się wtedy zastanawiać, co ten człowiek robił u niej tak późno. Pytanie to stało się myślą przewodnią skryptu, o którego przejęcie rywalizowało później ze sobą kilka medialnych korporacji. Ostatecznie prawa do niego zdobyła Columbia Pictures, płacąc za scenariusz imponującą jak na tamte czasy kwotę 750 tysięcy dolarów i dodatkowe 250 tys., gdy tylko film zostanie wyprodukowany. Początkowo przedstawiciele studia planowali zrealizować typową komedię, opartą na konflikcie dwóch skrajnie różnych osobowości. Szczęśliwie wkrótce poszli jednak w zupełnie innym kierunku.
Z kurczakiem ci do twarzy
Szefostwo Columbii widziało w scenariuszu Holtza idealny materiał na prostą komedię, której firma w 1996 roku mocno potrzebowała, mając już nawet na uwadze aktora, który mógłby się wcielić w głównego bohatera. Miał nim być bardzo popularny w tym czasie Chris Farley. Problem jednak w tym, że aktor był związany kontraktem z Paramount Pictures, który nakazywał mu zrealizowanie dwóch filmów właśnie dla tej firmy. Po zakończeniu prac nad “Tomciem Grubaskiem” musiał więc wejść na plan “Czarnej owcy”, nad czym z pewnością w ubolewał, bo przedstawiciele Columbii oferowali mu dwa miliony dolarów więcej za występ w “Telemaniaku”. Nie mogąc go zatrudnić przez moment rozważali angaż Adama Sandlera, w końcu decydując się jednak na zupełnie innego aktora.
Pierwsza połowa lat 90. to okres, w którym Jim Carrey z całą pewnością mógł o sobie mówić jako o królu komedii. Aktor wystąpił bowiem w kilku głośnych i niezwykle kasowych produkcjach, pamiętanych do dziś, takich jak choćby “Maska”, “Głupi i głupszy”, a także “Ace Ventura: Psi detektyw”. Nie mogło zatem dziwić, że przedstawiciele Columbii ostatecznie sięgnęli własnie po niego. Szokująca okazała się jednak kwota jaką mu zaproponowali. Zawrotne 20 milionów dolarów było bowiem najwyższą kwotą zapłaconą w owym czasie aktorowi i stało się podstawą kilku plotek, o których wspomnieć przyjdzie później. Angaż gwiazdora wiązał się również z podporządkowaniem mu całej produkcji, co wkrótce znacząco wpłynęło na skrypt Lou Holtza.
Po przeczytaniu go Carrey dostrzegł w nim szansę na wyraźne poszerzenie swojego aktorskiego wizerunku, przy jednoczesnym wykorzystaniu typu bohatera, z którym widzowie zdążyli już go utożsamić, dzięki wcześniejszym sukcesom. Szefostwu Columbii zaproponował na producenta Judda Apatowa, z którym łączyło go podobne poczucie humoru, a wkrótce także przekonanie, że scenariusz “Telemaniaka” może być podstawą czegoś więcej niż tylko zwykłej komedii o szorstkiej przyjaźni dwóch skrajnie różnych facetów. Apatow wcześniej skontaktował się z Benem Stillerem, a sam zaczął zmieniać scenariusz w taki sposób, że z pogodnej żartobliwej opowiastki przemieniła się ona w czarną komedię, której ostateczny ton w pewnym momencie mocno wystraszył przedstawicieli studia.
Grany przez Jima Carreya specjalista od kablówki, przedstawiający się początkowo jako Chip Douglas, ostatecznie nie okazuje się bowiem kimś kogo z dzisiejszej perspektywy moglibyśmy nazwać telewizyjnym nerdem. Być może lekko niedostosowanym społecznie i niezdarnym, ale w sumie zupełnie nieszkodliwym facetem w młodym wieku. Trio Apatow-Carrey-Stiller zobaczyło w nim postać groźnego, zaznajomionego ze współczesną techniką socjopaty, będącego w stanie zamienić życie swego nowego “przyjaciela” w koszmar. A w samym filmie okazję do komediowej wersji wielu modnych w tym czasie thrillerów, takich jak choćby “Obsesja namiętności” Jonathana Kaplana czy też - powracający ostatnio za sprawą serialu Apple TV - “Przylądek strachu”. Obraz zdecydowanie bardziej wieloznaczny niż wskazywałby na to początkowy scenariusz Lou Holtza. W ostateczności wycelowany również w telewizję, tworzącą z niektórych ludzi jej niezwykle groźnych obsesjonatów.
Nic więc dziwnego, że sam autor skryptu w pewnym momencie poczuł się odsunięty na boczny tor. Zwłaszcza że pracujący nad kolejnymi wersjami scenariusza Judd Apatow w pewnym momencie zaczął domagać się uznania za autora finalnego tekstu. Gildia Scenarzystów ostatecznie przyznała jednak autorstwo Lou Holtzowi, choć ten wspominał później, że żadna z jego czterech, coraz mroczniejszych wersji nie odpowiadała dokładnie temu, co widzowie zobaczyli w gotowym filmie. Nie do przecenienia okazał się również wkład Jima Carreya. Aktor wniósł nie tylko zestaw charakterystycznych dla siebie ekspresyjnych zachowań, ale też konkretne pomysły sceniczne. Jednym z najbardziej pamiętnych był gag z kawałkiem kurczaka przyłożonym do twarzy podczas pobytu Chipa i Stevena w średniowiecznie stylizowanym klubie. Było to wyraźne nawiązanie do „Milczenia owiec”, które tak spodobało się Benowi Stillerowi, że postanowił zachować je w ostatecznej wersji filmu. Nie jest to zresztą jedyny trop popkulturowy obecny w filmie, by wspomnieć tylko swoisty hołd dla jednego z odcinków „Star Treka”, złożony przez samego reżysera, od lat identyfikującego się z fandomem tej serii.
Prorok Chip
Jednym z największych atutów obrazu okazało się znakomite zestawienie dwóch całkowicie odmiennych osobowości. Z jednej strony znajduje się Chip Douglas – ekscentryczny, niepokojący i coraz bardziej obsesyjny bohater, którego Jim Carrey kreuje z charakterystyczną dla siebie energią. Z drugiej zaś Steven Kovacs, grany przez Matthew Brodericka, będący uosobieniem zwyczajności i społecznej przeciętności. Kontrast między nimi stanowi główne źródło zarówno komizmu, jak i narastającego napięcia. Bardzo dobrze wypada również Leslie Mann, dla której film był jednym z ważniejszych etapów nie tylko kariery, ale i prywatnego życia. Rok po premierze poślubiła bowiem Judda Apatowa, z którym pozostaje związana do dziś.
Znacznie mniej powodów do zadowolenia mieli natomiast producenci. Choć film zarobił na świecie ponad 100 milionów dolarów, oczekiwania wobec projektu były znacznie większe, co wynikało przede wszystkim z ogromnej popularności Carreya. W rezultacie wynik finansowy filmu uznano za rozczarowujący względem wygórowanych prognoz, a w części mediów zaczęto wręcz mówić o kasowym niepowodzeniu. Kwestia tego czy rzeczywiście można o nim mówić w takich kategoriach pozostaje sporna. Część obserwatorów twierdziło bowiem, że pogłoski o wielkiej finansowej porażce Columbia Pictures rozpuszczali przedstawiciele konkurencyjnych firm. Wściekli na precedens, jakim okazało się wspomniane już 20 milionów dolarów dla Carreya, które spowodowało wygórowane oczekiwania innych aktorskich gwiazd. Faktem jest jednak to, że mimo umiarkowanego powodzenia w box office o “Telemaniaku” wkrótce zaczęto mówić jako o pozycji kultowej, której status rósł z roku na rok.
Nie tylko bowiem ostatecznie okazało się, że wszystkie przewidywania tytułowego bohatera dotyczące rozwoju mediów - w mniejszym lub większym stopniu - się sprawdziły, ale również właśnie w tym filmie narodził się Jim Carrey jako pełnoprawny aktor. Gwiazdor miał bowiem w owym czasie poczucie, że powoli zaczyna być szufladkowany w rolach ekscentrycznych bęcwałów, a duet Apatow-Stiller dał mu w końcu możliwość stworzenia nieco innej kreacji, za którą poszły kolejne. O ile bowiem mający swoją premierę w kolejnym roku “Kłamca, kłamca” Toma Shadyaca wpisuje się jeszcze idealnie w jego sceniczne emploi, o tyle “Truman Show” Petera Weira stanowił dla aktora nowe otwarcie, które w dodatku podejmowało tematykę zaskakująco bliską tej obecnej w “Telemaniaku”, choć już w zupełnie innej konwencji.
Fakt powrotu do tego tytułu po trzydziestu latach, tym bardziej w postaci serialu, może dziwić, uruchamiając rzecz jasna ciąg standardowych określeń współczesnych produkcji, bazujących na głośnych filmach z przeszłości. Odpowiedzialni za niego Rob Rosell, Joe Piarulli i Luan Thomas zarzekają się, że są wielkimi fanami pierwowzoru i w żadnym wypadku nie pomyśleli swej produkcji jako typowy remake. Porównują nowe dzieło raczej do tego w jaki sposób serial “Fargo” podszedł do pierwowzoru braci Coen, twierdząc że interesują ich przede wszystkim mroczne absurdy męskiej przyjaźni. Głównym bohaterem serii ma być kompletnie nieprzystosowany do świata nieustannego binge-watchingu i algorytmów, pogrążający się w samotność serwisant kablówki Chip Douglas, grany przez Jake’a Johnsona, do którego dzwoni dawno nie widziany przyjaciel Stephen Stephens (Damon Wayans jr.) z prośbą o podłączenie kablówki. Seria jest obecnie w trakcie realizacji i wciąż nie wiadomo kiedy miałaby zadebiutować na platformie Hulu.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych