Graliśmy w Valor Mortis. Gdy soulsy spotykają Ghostrunnera

Graliśmy w Valor Mortis. Gdy soulsy spotykają Ghostrunnera

Paweł Musiolik | Dzisiaj, 22:00

W soulslike’owym świecie istnieją tak naprawdę dwie drogi. Albo twórcy szlifują najbardziej zgrany schemat, wyniesiony na piedestał przez serię Dark Souls, narażając się na oskarżenia o beznamiętne kopiowanie. Albo starają się wymyślić koło na nowo, ryzykując przy tym cudowną katastrofę. Valor Mortis idzie niewydeptaną jeszcze ścieżką pierwszoosobowych gier soulslike, dokładając do tego parkour znany z ich wcześniejszych gier z serii Ghostrunner. A to wszystko w czasach Napoleona Bonaparte i jego europejskich podbojów.

Gra łapie więc ode mnie plusika na start za ciekawy setting. Choć nie jest to pierwsza gra tego gatunku wrzucająca nas do zawirowań wywołanych przez francuską armię (pozdrawiamy Steelrising), to jednak zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu Wschodnia Europa tarmoszona wojennymi działaniami Napoleona Bonaparte, który jakimś cudem wywołał nadnaturalną plagę zamieniającą ludzi w dziwaczne stwory. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Valor Mortis #1
resize icon

Brud, smród, ubóstwo

W udostępnionej mi wersji demonstracyjnej czekały na mnie dwa fragmenty rozgrywki. Pierwszy, dostępny kilka tygodni temu, zabiera nas na sam początek gry, pozwalając na spokojnie nauczyć się podstaw rządzących tym światem. Drugi zabiera nas mniej więcej w połowę gry, serwując znacznie większą lokację, w której znajdziemy aspekty żywcem wyjęte z Ghostrunnera (co mnie przyznaję, mocno zaskoczyło).

Przygodę z Valor Mortis zaczynamy w skórze poległego, acz ożywionego żołnierza cesarskiej armii. Co lub kto nas wskrzesił? Tego nie wiemy i z wersji demo się nie dowiedziałem. Gra jednak szybko nakierowuje nas w odpowiednie klimaty — wszechobecna śmierć, spalona ziemia, stosy trupów i morze krwi. Produkcja polskiego studia One More Level nie bierze jeńców w tym aspekcie. Gdy spojrzymy na szerokie kadry, będziemy w stanie zachwycić się warstwą artystyczną produkcji (nie mylcie z jakością grafiki, bo to jednak dwie różne rzeczy). Jej odbiór może nieco obniżać perspektywa z oczu bohatera, jednakże to na tyle unikatowe podejście do gatunku soulslike, że można to przełknąć (i szybko zwiększyć pole widzenia opcjach gry).

Nie wiem, czy w pełnej wersji twórcy będą coś zmieniać. Na ten moment początek jest mocno ślamazarny i choć dobrze tłumaczy podstawy rozgrywki, to ciągnie się to niemożliwie długo. Co jest dziwne, gdyż wycinek w postaci pierwszego rozdziału nie jest zbyt rozległą mapą. Niewiele w niej backtrackingu i zmyślnych skrótów. Nie mam jednak obaw, że tak będzie z pozostałymi poziomami. Druga część demka, która wrzucała nas do małej wioski, oferowała już klasyczne, soulslike’owe podejście do odwiedzanych lokacji. Sporo skrótów pozwalających ominąć żmudną eksplorację po śmierci. Wcześniej wspomniałem o duchu Ghostrunnera i to właśnie w tej części demka się materializuje. Musicie wiedzieć, że w Valor Mortis możemy skakać, co twórcy skrzętnie wykorzystują, pozwalając nam na bieganie po ścianach. Do tego mamy długaśne skoki połączone z huśtaniem się na tajemniczej lince, wspinanie na krawędzi i tym podobne. Trochę mnie to zdziwiło, ale… wypada to przyzwoicie, choć brakuje całości dynamiki, zwłaszcza w starciach. A skoro o nich mowa…

Valor Mortis #2
resize icon

Soulslike w FPP? Ze szczyptą Bioshocka

Walka w Valor Mortis nie jest ani mocno dynamiczna, ani też przesadnie ślamazarna. Pierwsza rzecz, pasek wytrzymałości schodzi wyłącznie w trakcie starć podczas wykonywania ataków, uników i bloków. W trakcie eksploracji nam w ogóle nie przeszkadza, co jest plusem. Nie ma nic gorszego niż ograniczanie się ze sprintem. Poza standardowymi atakami (wolny i szybki), dostajemy też do rąk własnych broń palną, która choć wolna (cóż, operujemy jednak w pewnych warunkach historycznych), to jednak ma zdecydowanie kopa. Oprócz tego mamy także wyjątkowo mocne parowanie ze sporym, jak na moje doświadczenie, oknem jego aktywacji. Co prawda parowanie ataków nie jest tak ważne, jak w Sekiro czy Wo Long, jednakże znacznie łatwiej zabijać bossów parując ich ataki i po ich oszołomieniu wyprowadzać ciosy krytyczne aniżeli unikać ataków i walczyć normalnie.

A jeśli zastanawiacie się, czemu wspomniałem o Bioshocku, to… wybaczcie, ale takie miałem skojarzenia podczas korzystania, z braku laku nazwę to w ten sposób, magii. W demku miałem do wyboru tylko płomienie wypuszczane z dłoni oraz tarczę, z której jednak nie korzystałem — proste parowanie ataków wystarczy. Puszczanie płomieni z rąk nie jest przesadnie silne, choć dosyć szybko podpala wrogów, oszałamiając ich na chwilę. No i ma spory zasięg, więc chętnie z niego korzystałem. Czary w tej grze oczywiście ograniczone są paskiem, który jednak może się odnawiać sam (na co pozwalają umiejętności z pseudo drzewka rozwoju). Ah, skoro o tym mowa — podnosząc poziom, nie ruszamy w ogóle statystyk, wykupić możemy tylko umiejętności, a co kilka poziomów oddawany jest nam slot, do którego możemy wrzucić runy modyfikujące nasze zdolności. Więc nie spodziewałbym się raczej wielkiej różnorodności i możliwości tworzenia ciekawych buildów.

Valor Mortis #3
resize icon

Valor Mortis powinien wlecieć na Wasze listy życzeń

Spędziłem z demkiem łącznie trzy godziny i wiem, że Valor Mortis to gra, na którą warto mieć oko. Soulslike’owi fani lubiący eksperymentować raczej się nie zawiodą. Choć to oczywiście nieco życzeniowe podejście, bo może się okazać, że na prezentację wybrano ciekawszy kąsek i pełna wersja będzie na dłuższą metę nudną. Niemniej widać w projekcie potencjał i jestem skłonny zaryzykować twierdzenie, że ekipa One More Level raczej dowiezie temat do końca. Podstawy, by im ufać, są. Wyrobili sobie wśród graczy kredyt zaufania swoimi poprzednimi produkcjami. Mam tylko nadzieję, że solidnie przyłożą się do szlifowania warstwy technicznej. Bo jednak wymuszanie generowania klatek od AMD (na karcie NVidii, bo jakimś cudem DLSS nie ma), by utrzymać ponad 60 FPS w rozdzielczości 3440x1440, to w moim odczuciu przesada przy jednak tak wyglądającej produkcji.

Paweł Musiolik Strona autora
cropper