Angielski zwiastun Naruto Ultimate Ninja Storm 3

Nowe Naruto coraz bliżej? Pora wyjść z bezpiecznej bańki

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 14:00

Temat nowej gry z Naruto wraca regularnie i trudno się temu dziwić. Oficjalnej zapowiedzi nowej dużej odsłony nadal nie ma, ale jednocześnie Bandai Namco wciąż trzyma serię przy życiu - wystarczy spojrzeć na dalsze wsparcie Shinobi Striker w 2026 roku i to, że na oficjalnych stronach wydawcy gry z tego uniwersum nadal są mocno obecne. I właśnie dlatego coraz łatwiej odnieść wrażenie, że może być bliżej jakiejś zapowiedzi, niż dalej.

Ale, ale - jeśli nowe Naruto naprawdę ma się zbliżać, to najwyższa pora przestać chować się za tym, co najbezpieczniejsze. Jeszcze jedna gra zbudowana wyłącznie na odtwarzaniu tych samych walk, tych samych twarzy i tego samego sentymentu może i sprzedałaby się bez większego problemu, ale trudno byłoby nazwać ją czymś naprawdę świeżym. A ta marka zasługuje na coś więcej niż kolejne wygodne okrążenie wokół dawnych hitów. Jeśli ma wrócić, to najlepiej tak, by znowu było czuć ryzyko, ambicję i pomysł…

Dalsza część tekstu pod wideo

Co mamy obecnie?

Na dziś obraz growego Naruto jest dość czytelny - marka żyje, ale głównie dzięki bezpiecznym i dobrze znanym formatom. Największym „nowym” tytułem ostatnich lat pozostaje Naruto X Boruto Ultimate Ninja STORM Connections, wypuszczone w listopadzie 2023 roku na wszystkie główne platformy. Bandai Namco sprzedawało tę grę przede wszystkim jako wielkie streszczenie rywalizacji Naruto i Sasuke - od dzieciństwa aż po finałową walkę - dorzucając do tego odświeżoną oprawę, największą w historii serii liczbę grywalnych postaci i osobny, ekskluzywny tryb fabularny związany z Boruto. 

Tylko… Connections nie wygląda jak gra, która naprawdę chce przestawić serię na nowe tory. Bardziej jak bardzo elegancko zapakowana celebracja dawnych sukcesów. Owszem, pojawił się nowy event, pojawiały się też kolejne poprawki i patche, ale sam rdzeń pozostał dokładnie tam, gdzie wszyscy się go spodziewali - w widowiskowej, szybkiej, bardzo „stormowej” bijatyce, która dobrze zna własną publiczność i raczej nie zamierza jej niczym radykalnie zaskakiwać. 

Obok tego cały czas działa jeszcze Naruto to Boruto: Shinobi Striker, czyli gra z 2018 roku, która nadal dostaje nowe wsparcie i dodatki. To najlepiej pokazuje obecny stan marki - nawet bez nowej dużej odsłony Bandai Namco nadal potrafi utrzymywać przy życiu starszy tytuł online i regularnie podsuwać fanom nowe postacie, techniki oraz road mapy. Tyle że to wciąż jest podtrzymywanie istniejącej gry, nie pełnoprawny nowy rozdział.

W gruncie rzeczy cały problem wygląda dziś więc dość prosto. Naruto w grach istnieje, ale istnieje głównie w dwóch bezpiecznych formach - jako arena fighter oparty na sentymencie do Ultimate Ninja STORM i jako sieciowe Shinobi Striker, które żyje dzięki kolejnym sezonowym dodatkom. Jedno gra na nostalgii i znanych twarzach, drugie na długim ogonie wsparcia. Obie te rzeczy mają sens, tylko że razem zaczynają też budować dość niewygodny obraz marki, która od dłuższego czasu krąży wokół własnych dawnych atutów, zamiast spróbować czegoś naprawdę nowego.

Coś nowego, czyli powrót do korzeni

I wiem, jak to brzmi - „coś nowego” przez „powrót do korzeni” wydaje się na pierwszy rzut oka czystym paradoksem. Tyle że właśnie tak widzę dziś najlepszą drogę dla tej marki. Nie chcę jeszcze jednej gry, która odtwarza te same starcia w trochę ładniejszej oprawie, bo jest już wystarczająco dobrze. Dużo ciekawsze byłoby wrócenie do momentu, w którym gry z Naruto próbowały jeszcze zrobić z tego świata coś więcej niż tylko ring dla znajomych postaci. Dlatego tak często wracam dziś myślami do Rise of a Ninja.

Właśnie w tym kierunku szukałbym kolejnej dużej odsłony. Gry, która dałaby otwarty lub przynajmniej szerzej rozpisany świat shinobi - z wioskami, misjami, treningiem, relacjami, drogą od dzieciaka do czegoś większego. I choćby tylko (albo aż ;)) po to, by wreszcie oddać to, czym ta marka była przez ogromną część swojej siły - światem, do którego chciało się wejść, a nie tylko patrzeć na niego z boku między jedną walką a drugą. Naruto zawsze było czymś więcej niż pojedynkami. I każdy fan się pewnie zgodzi. 

A może w ogóle nie trzeba iść wyłącznie w klasyczne action-adventure? Może właśnie tu przydałaby się odwaga, by spróbować czegoś w rodzaju musou - wielkich bitew ninja, chaosu wojny, setek przeciwników i skali, którą to uniwersum spokojnie potrafi unieść. Opcji naprawdę jest sporo. Problem nie polega na braku dróg, tylko na tym, że od dłuższego czasu wybierane są niemal wyłącznie te najbezpieczniejsze. A stagnacja nigdy nie jest dobra, o czym przecież mówi sama seria mistrza Kishimoto. 

No to jak będzie? 

Najbardziej szkoda mi w tym wszystkim chyba tego, że Naruto nadal ma ogromny potencjał jako świat do grania, a jednocześnie od lat traktowane jest głównie jak pewna, sprawdzona baza pod kolejne walki i dodatki. To działa, jasne. Sprzedaje się, utrzymuje markę przy życiu, daje fanom znajome twarze i kolejne ruchy specjalne. Tyle że to już od dawna za mało, jeśli naprawdę chce się poczuć, że ta seria w grach jeszcze dokądś zmierza. Dziś dużo łatwiej zobaczyć w niej wygodny krąg niż prawdziwy rozwój.

Jeśli nowa gra ma naprawdę znaczyć coś więcej, powinna zaryzykować - światem, formułą, strukturą, czymkolwiek, co sprawi, że znowu poczujemy nie tylko siłę marki, ale też świeżość pomysłu. Bo ta seria spokojnie zasługuje na coś więcej niż kolejne eleganckie okrążenie wokół własnej przeszłości. Czekam i liczę na dobry kierunek. 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper