Dziesięć horrorów, które nie doczekały się kontynuacji, a powinny

Dziesięć horrorów, które nie doczekały się kontynuacji, a powinny

Dawid Ilnicki | Dzisiaj, 11:00

Horror od dekad uchodzi za gatunek, w którym najłatwiej stworzyć film będący początkiem długiej serii, o czym przekonuje nie tylko wiele przykładów ze złotej ery tego gatunku w latach 80., ale również kilka pozycji z ostatnich lat. Jednocześnie wiele jest filmów, które od początku były planowane na dłuższy cykl, z którego ostatecznie - z różnych powodów - nic nie wyszło. 

Prawdziwymi specjalistami od zamieniania horrorów we franczyzy byli w dawnych czasach Wes Craven, a w obecnych James Wan. Nawet jednak oni mają na koncie produkcje, które wydawały się początkiem długich cykli, a ostatecznie nic z tego nie wyszło. O pierwszym z tych twórców jeszcze wspomnimy, a w przypadku drugiego wskazać można choćby na “Dead silence”, które mimo licznych zapowiedzi nadal nie doczekało się kontynuacji. Wiele mówiło się także o sequelu do “Dnia dziękczynienia” Eliego Rotha, który wciąż ma dojść do skutku. Sam reżyser pracował jednak w ostatnim czasie nad swym nowym filmem grozy “Ice Cream Man”, który ma się pojawić w kinach jeszcze w tym roku i być może również jest obliczony na szybką kontynuację.

Dalsza część tekstu pod wideo

Dużo ciekawszymi przypadkami są jednak filmy, które pomimo niewątpliwego potencjału na kontynuację dotąd się ich nie doczekały. Część z nich to stare tytuły, realizowane jeszcze w XX wieku, które nie spodobały się ówczesnej widowni na tyle, by doczekać się sequela. Inne tworzyli reżyserzy, którzy w późniejszych latach, na fali sporej popularności ich wczesnych filmów - zaczęli tworzyć inne produkcje i mimo wielu pomysłów nigdy nie wrócili do swych wczesnych dzieł. Do kilku innych próbuje się po latach powracać, co okazuje się jednak wyjątkowo trudne. 

Neonowi maniacy

Film Josepha Mangine’a z 1986 roku, którego głównymi bohaterami była dwunastka demonów, przypadkowo uwolniona przez pewnego rybaka, był całkiem niezłym połączeniem czarnej komedii z horrorem, do której dziś powraca się z przyjemnością także ze względu na mocno kiczowatą otoczkę i tradycyjnie kiepskie aktorstwo. W swoim czasie obraz nie cieszył się zbyt dużą popularnością i choć niewątpliwie miał potencjał do tego, by rozpocząć filmową serię ostatecznie nie doczekał się kontynuacji. 

Shocker

Po wielkim sukcesie serii “Koszmar z ulicy Wiązów” w latach 80. filmy Wesa Cravena wydawały się wręcz gwarantem sukcesu. Nic więc dziwnego, że w końcówce dekady Carolco Pictures zdecydowało się na realizację kolejnego filmu tego twórcy. “Shocker” opowiadający o seryjnym mordercy, który za sprawą niespodziewanego zbiegu okoliczności ucieka sprawiedliwości, miał być połączeniem slashera z czarną komedią i realizowano go z myślą o dłuższej serii. Kiepskie wyniki finansowe zadecydowały jednak o produkcji tylko pojedynczego obrazu. 

Mordercze klowny z kosmosu

Film Stephena Chiodo to przykład typowego dla lat 80. wielkiego sukcesu finansowego. Przedziwne połączenie horroru, science fiction i czarnej komedii, którego realizacja kosztowała producentów zaledwie 1.8 miliona dolarów, zarobiło w box office ponad 40 milionów. O dziwo nie poszedł jednak za tym start całej serii, mimo iż studio nad tym pracowało. Kolejny film z cyklu na długo utknął jednak w producenckim limbo, a choć jeszcze w 2018 roku mówiono o nabyciu praw do tytułu przez telewizję SyFy temat nie ruszył z miejsca. 

Ukryty wymiar

Zdecydowane opus magnum tego zdecydowanie rzadziej chwalonego Paula (W.S.) Andersona okazało się znakomitym połączeniem nieomalże klasycznej space opery z filmem grozy, na tyle sugestywnie odmalowującej świat przedstawiony, że jeszcze w drugiej dekadzie XXI. wieku szeroko dyskutowano powrót do tego uniwersum w kolejnych filmach. Jak dotąd jednak nic z tego nie wyszło i wątpliwie, by do tematu powrócono w kolejnych latach. 

Bubba Ho-Tep

Twórca serii “Phantasm”, u nas znanej za sprawą przedziwnego tytułu “Mordercze kuleczki”, a także popularnego ongiś “Władcy zwierząt” za sprawą tego filmu powrócił w glorii i chwale na początku XXI. wieku. Z jednej strony pokazując, że Bruce Campbell może błyszczeć nie tylko w roli Asha Ketchuma, ale również wykorzystując wszelkie teorie spiskowe na temat licznych celebrytów, którzy wbrew zdaniu opinii publicznej wcale nie zmarli. Pomimo tego, że pod koniec filmu pojawia się informacja na temat jego błyskawicznego sequela, sam twórca przyznał, że był to jedynie żart. Zdanie zmienił po ciepłym przyjęciu filmu, ale mimo wielu pomysłów na kontynuowanie historii, jak również zaangażowania samego Paula Giamattiego, ostatecznie nie udało się zrealizować drugiej części.  

Upiorna noc Halloween

Choć dobrze wspominany film Michaela Dougherty’ego z 2007 roku stanowił ciąg luźno ze sobą powiązanych historyjek, połączonych właściwie tylko tytułowym świętem, reżyser już jakiś czas po premierze filmu wspominał o możliwym sequelu, który ostatecznie został oficjalnie ogłoszony pod koniec 2013 roku. Dekadę później twórca przyznał, że na stole leży nawet kilka wersji możliwego scenariusza. Dotąd jednak nie pojawiły się w tej sprawie żadne konkrety. 

Porąbani

Głównym atutem jednego z najlepszych połączeń kina grozy z komedią w XXI. wieku był rzecz jasna duet głównych bohaterów, znakomicie zagranych przez Alana Tudyka i Tylera Labine’a, ale upodobanie twórców do parodiowania słynnych serii kina grozy sprawia, że na celownik mogliby sobie wziąć w kontynuacji kilka innych tytułów niż w pierwszym filmie. Sam reżyser wspominał o tym, że sequel mógłby być połączeniem “Buntownika z wyboru” z "Teksańską Masakrą Piłą Mechaniczną”. Umiarkowane powodzenie pierwszego filmu w box office sprawiło jednak, że kontynuacja nie doszła do skutku. Pozostaje nieformalny remake tego tytułu w postaci koreańskich “Przystojnych chłopaków”.

Robale

Standardowe dla późniejszej twórczości Jamesa Gunna połączenie czystego obrzydlistwa z nietypowym humorem pokazało jak skutecznie twórca ten potrafi ze sobą miksować komedię, horror i fantastykę. Na jego wizji nie poznała się jednak widownia, bo film przy 15-milionowym budżecie przyniósł stratę, która uniemożliwiła jego kontynuację, pomimo tego, że sam Gunn zarzekał się, że ma już na nią gotowe przeróżne pomysły. Ostatecznie jednak wyszło na dobre, bo reżyser dobrze sprawdził się później jako twórca widowisk superbohaterskich. 

Wrota do piekieł

Zrealizowany po zakończeniu prac nad trylogią o Spider-Manie horror pokazał, że Sam Raimi nadal bardzo dobrze czuje gatunek, który pozwolił mu wypłynąć na szeroką wodę, a najważniejsze w jego produkcjach było zawsze odpowiednie dawkowanie grozy i czarnego humoru. “Wrota do piekieł” spodobały się również widowni, zapewniając filmowi trzy razy wyższe przychody z box office niż kwota budżetu. W 2023 roku Raimi wspominał o chęci kontynuowania tej historii, więc być może za kilka lat zobaczymy sequel tego filmu. 

World War Z

Głośny film z 2013 roku to niezłe kuriozum i to na wielu poziomach. Kojarzony zdecydowanie z inną twórczością Marc Foster zrealizował tu wielkie i bardzo drogie połączenie zombie-horroru z filmem akcji, opatrzone niskim jak na tego typu obrazy limitem wiekowym 13 lat, co teoretycznie nie mogło się udać. I rzeczywiście od nadmiaru fabularnych uproszczeń czy też zwykłych niekonsekwencji głowa bolała, ale jednocześnie na poziomie samego widowiska trudno odmówić temu tytułowi atrakcyjności. Obraz Fostera ponoć od początku był planowany na trylogię i biorąc pod uwagę ogromne zainteresowanie tematem, widoczne choćby w niezwykłej popularności serialu “The Walking Dead”, jego powrót mógłby się okazać wielkim sukcesem. Nadal jednak nie zrealizowano drugiej części, choć jeszcze na CinemaCon w 2026 roku potwierdzono, że producenci nadal nad nią pracują. 

Źródło: własne
Dawid Ilnicki Strona autora
Z uwagi na zainteresowanie kinem i jego historią nie ma wiele czasu na grę, a mimo to szuka okazji, by kolejny raz przejść trylogię Mass Effect czy też kilka kolejnych tur w Disciples II. Filmowo-serialowo fan produkcji HBO, science fiction, thrillerów i horrorów.
cropper