Subnautica 2 i jej wynik nie dziwią, jeśli grało się w pierwszą część. Warto sprawdzić nawet dziś
Subnautica należy dziś do jednej z najgłośniejszych marek w branży. W końcu nie mówimy o serii, która zyskała rozgłos wyłącznie ładnymi widokami i modnym hasłem o przetrwaniu, ale o grze, która naprawdę potrafiła wejść ludziom pod skórę. I to dosłownie. Obce głębiny, samotność, niepokój, ten nieustanny rozdźwięk między zachwytem a strachem - wszystko to sprawiło, że pierwsza część bardzo szybko przestała być po prostu “kolejnym survivalem”.
Właśnie dlatego wynik, jaki dziś wykręca Subnautica 2, wcale nie powinien nikogo dziwić. Jeśli ktoś spędził choć kilka godzin w pierwszej odsłonie, doskonale wie, że ta seria ma w sobie coś wyjątkowo trudnego do podrobienia. Chodzi o to bardzo specyficzne uczucie, kiedy gra jednocześnie zachęca, by zanurzyć się jeszcze głębiej, i ostrzega, że może to być fatalny pomysł. Dlatego często polecam tę grę znajomym nawet dziś - i Was też chciałbym zachęcić.
Pierwsze zanurzenie
Subnautica to survivalowa gra przygodowa osadzona na obcej, niemal w całości pokrytej oceanem planecie 4546B. Gracz wciela się w rozbitka z korporacyjnego statku Aurora, który po katastrofie zostaje zmuszony do samotnej walki o przetrwanie. Punkt wyjścia jest więc prosty - zbudować zaplecze, zdobywać surowce, schodzić coraz głębiej pod wodę i stopniowo odkrywać, co właściwie wydarzyło się na planecie.
Rozgrywka opiera się na kilku filarach. Najważniejsze z nich to eksploracja, zbieranie zasobów, crafting i zarządzanie podstawowymi potrzebami postaci, takimi jak tlen, głód czy pragnienie. Bardzo dużą rolę odgrywa także rozwój technologii - z czasem gracz przechodzi od prostych narzędzi i niewielkich schronień do rozbudowanych baz oraz pojazdów pozwalających schodzić na coraz większe głębokości.
Świat został zbudowany jako sieć zróżnicowanych biomów, które różnią się nie tylko wyglądem, ale też poziomem zagrożenia, dostępnymi surowcami i formami życia. Na powierzchni oraz w płytszych rejonach dominują bardziej kolorowe, gęsto zaludnione obszary, natomiast głębiej pojawiają się miejsca znacznie ciemniejsze, bardziej nieprzyjazne i dużo trudniejsze do bezpiecznego zbadania.
Sama Subnautica najpierw funkcjonowała w ramach wczesnego dostępu, a pełne wydanie ukazało się w 2018 roku. Produkcja od początku wyróżniała się tym, że zamiast klasycznego modelu survivalu opartego na walce i ciągłej agresji, mocniej stawiała na samotną eksplorację, środowiskowe opowiadanie historii i stopniowe odsłanianie tajemnic planety. W praktyce oznaczało to połączenie gry o przetrwaniu z podwodną przygodą science fiction, w której fabuła nie jest dodatkiem do mechanik, lecz rozwija się równolegle z każdym kolejnym zejściem w głąb.
Dlaczego warto?
Po latach Subnautica nadal broni się przede wszystkim tym, że bardzo niewiele gier potrafi dać podobne poczucie odkrywania czegoś naprawdę obcego. Nie chodzi o sam ocean, bo podwodne światy pojawiały się już wcześniej, tylko o sposób, w jaki ta gra buduje relację z przestrzenią. Na początku widzi się głównie piękno, kolory i spokój płytszych rejonów. Potem zaczyna się rozumieć, że ten świat działa według własnych zasad, a każde kolejne zejście w dół oznacza nie tylko postęp, ale też wejście w strefę, w której człowiek coraz mniej czuje się u siebie. Komfort znika.
Drugą rzeczą jest wyjątkowe połączenie survivalu z atmosferą samotnej przygody science fiction. W wielu grach o przetrwaniu nacisk kładzie się głównie na walkę, presję i ciągłe odpieranie zagrożeń. Tutaj środek ciężkości leży gdzie indziej. Bardziej liczy się przygotowanie, planowanie, budowanie zaplecza i stopniowe oswajanie planety, która ani przez chwilę nie przestaje być obca. Pewnie, presja gdzieś tam jest, ale zaczynamy działać według swoistego rytmu. Nie mylić z powtarzalnością - do niej tu daleko.
Najbardziej wyjątkowe pozostaje jednak to, jak ta gra łączy zachwyt z niepokojem. Mało które tytuły tak skutecznie potrafią sprawić, że człowiek jednocześnie chce płynąć dalej i naprawdę nie jest pewien, czy powinien. W jednym momencie podziwia nowy fragment podwodnego świata, a chwilę później zaczyna nerwowo rozglądać się wokół, bo coś w tej ciszy przestaje pasować. Tego napięcia nie budują tanie sztuczki, tylko sam świat, jego głębia, dźwięki i świadomość, że im więcej już wiemy, tym wyraźniej widać, jak wiele nadal pozostaje poza naszym zasięgiem. Łatwo dać się oczarować.
Podsumowanie!
Pierwsza część zapracowała sobie na swój kult bardzo charakterystycznym doświadczeniem, które po latach nadal pozostaje świeże. Nie przez to, że wszystko wygląda nowocześnie, ale dlatego, że sam pomysł wciąż działa z pełną siłą. Zanurzenie, samotność, niepewność, powolne oswajanie miejsca, które ani przez chwilę nie chce być do końca poznane - to wszystko nadal robi robotę.
Dlatego powrót do pierwszej odsłony nawet dziś pokazuje dobrze potrafi działać gra, która ma własny rytm i własną tożsamość. Właśnie z takich tytułów biorą się potem wielkie oczekiwania wobec sequeli. Z tej mitycznej wręcz pamięci o czymś, co naprawdę zostało z graczem na dłużej. A jeśli po tylu latach wciąż tak łatwo wrócić na 4546B, to trudno się dziwić, że wokół drugiej części jest tyle hałasu.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych