Disney+ logo z popcornem

TEN SERIAL wraca?! Bardzo dobrze, nadrabiajcie pierwsze sezony! 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Mamy takie seriale, które może nie zawsze robią największy hałas wokół siebie, ale zostają w głowie na długo dzięki bardzo konkretnej energii. Surowe, bezpośrednie, momentami wręcz niewygodne - takie, które nie próbują wszystkiego wygładzić, tylko od początku wiedzą, jakim tonem chcą mówić. I właśnie dlatego wieść o ich powrocie potrafi uderzyć mocniej niż niejeden głośniejszy news z większej marki.

Tym razem naprawdę jest się z czego cieszyć. Bo ten serial faktycznie wraca, więc dla wielu widzów będzie to świetny pretekst, żeby wreszcie nadrobić wcześniejsze sezony albo przypomnieć sobie, dlaczego ten tytuł tak dobrze działał. Nie każdy powrót budzi takie poczucie, że "okej, to ma sens". A tutaj właśnie ono pojawia się bardzo szybko!

Dalsza część tekstu pod wideo

Chodzi oczywiście o Punishera!

A konkretniej o serial z czasów Netfliksa, który bardzo szybko wypracował sobie własną, wyjątkowo surową tożsamość. To była produkcja która nie próbowała za wszelką cenę błyszczeć komiksowym rozmachem ani bawić się lekkością znaną z części innych seriali Marvela. Od początku szła w cięższy ton. I to był znakomity kierunek. 

Pierwszy sezon działał właśnie dlatego, że nie robił z Franka Castle’a TYLKO maszyny do zabijania. Owszem, akcja była konkretna, napięcie też, ale pod spodem cały czas siedziała historia człowieka rozbitego, wypalonego i próbującego odnaleźć sens po czymś, czego nie da się już cofnąć. Jon Bernthal idealnie wszedł w ten typ bohatera - nieprzyjemnego, impulsywnego, ale jednocześnie takiego, którego bardzo łatwo było kupić emocjonalnie.

Drugi sezon poszedł trochę inną drogą, ale nadal trzymał ten sam ciężar. Z jednej strony dalej było dużo przemocy i brudnej, ulicznej energii, z drugiej - wyraźniej weszły relacje, nowe postacie i poczucie, że Frank nie jest kimś, kto może po prostu odjechać w stronę zachodzącego słońca. Ten serial działał moim zdaniem najlepiej, gdy pokazywał, że Punisher nie jest figurą prostą ani „cool” w banalny sposób. To bohater, przy którym zawsze czuło się koszt tego, co robi. I ten koszt był wysoki. 

Najważniejsze jest jednak to, że oba sezony Netfliksa zbudowały sobie bardzo konkretną reputację. Nie były idealne, momentami były nierówne, ale miały charakter i ton, którego nie dało się pomylić z niczym innym. W świecie serialowych adaptacji komiksów to naprawdę dużo. Punisher miał w sobie coś dużo trudniejszego do podrobienia - poczucie, że twórcy wiedzieli, z jakim typem historii pracują, i nie próbowali jej niepotrzebnie wygładzać.

Disney przejmuje pałeczkę...

I właśnie dlatego to, co dzieje się teraz, budzi tyle ciekawości. Disney nie wraca do Punishera w formie pełnego, klasycznego sezonu. Mało tego - Jon Bernthal nie tylko wraca do roli Franka Castle’a, ale współtworzy też scenariusz razem z Reinaldo Marcusem Greenem, który projekt reżyseruje. Już sam ten zestaw brzmi obiecująco, bo sugeruje, że nie chodzi wyłącznie o szybkie odgrzanie znanej twarzy, ale o coś bardziej świadomego.

Największe oczekiwanie jest dla mnie bardzo proste: żeby nowa odsłona nie zgubiła tonu, który wcześniej robił całą robotę. Punisher nie działa najlepiej wtedy, gdy próbuje być „jeszcze jednym marvelowym bohaterem”, tylko wtedy, gdy czuć w nim ciężar, szorstkość i bardzo niewygodny typ przemocy, który nie jest podany jak efektowny fajerwerk. Jeśli Disney rzeczywiście chce przejąć tę postać po Netfliksie z szacunkiem, to właśnie to powinno zostać zachowane najmocniej.

Jest też druga rzecz, która działa na wyobraźnię: Frank wraca po występie w Daredevil: Born Again, więc bardzo łatwo uwierzyć, że to nie będzie jednorazowy ukłon, tylko początek czegoś większego. Nawet jeśli dziś mówimy formalnie o specjalu, a nie pełnym sezonie, to i tak czuć, że Marvel znowu otwiera sobie drzwi do tej postaci. A skoro wraca akurat Punisher - i wraca w projekcie, który już teraz zapowiada się mroczniej niż duża część telewizyjnego MCU - to naprawdę trudno nie mieć ochoty tego sprawdzić.

Podsumujmy…

Ten powrót wydaje się więc czymś więcej niż tylko kolejnym ruchem na serialowej planszy Marvela. Punisher to postać, która najlepiej działa wtedy, gdy nie próbuje być wygodna, lekka ani przesadnie „uniwersalna”. Jeśli nowa odsłona naprawdę zachowa ciężar, szorstkość i poczucie, że obcuje się z bohaterem stojącym trochę obok reszty tego świata, to może z tego wyjść coś naprawdę mocnego.

Warto więc teraz wrócić do pierwszych sezonów. Nie tylko po to, żeby sobie coś odświeżyć, ale też żeby przypomnieć sobie, dlaczego ten serial tak dobrze siadł widzom już za pierwszym razem. Bo jeśli Disney chce przejąć pałeczkę po Netfliksie z głową, to najlepiej zacząć od jednej rzeczy - zrozumienia, co sprawiło, że Punisher w tej wersji był po prostu tak skuteczny.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper