Uncharted 5? Co byście chcieli w takiej kontynuacji? 

Uncharted 5? Co byście chcieli w takiej kontynuacji? 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Wszyscy znamy takie marki, przy których samo rzucenie numerka w tytule wystarczy, żeby wyobraźnia od razu ruszyła do pracy. Nie trzeba zwiastuna, konkretów ani nawet oficjalnego potwierdzenia. Wystarczy myśl o kolejnej wyprawie, nowym skarbie i tym bardzo specyficznym poczuciu, że za chwilę znów można by wskoczyć w buty bohaterów, którzy przez lata dawali jedne z najbardziej widowiskowych przygód w grach.

I z Uncharted jest dziś dokładnie tak. Z jednej strony to seria, która zostawiła po sobie mocny dorobek i kilka bardzo konkretnych finałów, z drugiej - trudno pozbyć się wrażenia, że ten świat nadal ma w sobie potencjał na coś więcej. A skoro temat piątej części wraca regularnie, to aż prosi się, żeby zadać sobie jedno bardzo przyjemne pytanie: gdyby Uncharted 5 naprawdę miało powstać, to czego właściwie chcielibyśmy od takiej kontynuacji najbardziej? 

Dalsza część tekstu pod wideo

Podrzucam cztery moje wymarzone opcje i zachęcam do dzielenia się swoimi! 

Nowy główny bohater, ale bez zrywania z duchem serii

To chyba najbardziej bezpieczna, a jednocześnie najzdrowsza droga dla całej marki. Historia Nathana Drake’a dostała mocne domknięcie i właśnie dlatego próba wyciągania go z tego finału tylko po to, żeby jeszcze raz pobiegł za kolejnym skarbem, mogłaby zwyczajnie osłabić to, co już działa. Dużo lepiej wyglądałby scenariusz, w którym Uncharted wraca z nową twarzą.

Naughty Dog
resize icon

Najważniejsze byłoby jednak to, żeby taki bohater nie był tanią kopią Nate’a. Seria potrzebowałaby kogoś, kto ma własny temperament, własne motywacje i trochę inną energię. Wtedy Uncharted 5 mogłoby zachować swój charakter, ale jednocześnie zyskać oddech. Bo czasem najlepsza kontynuacja nie polega na tym, że wszystko robi się jeszcze raz, tylko że bierze się znane fundamenty i stawia na noch coś nowego.

Cassie Drake jako początek nowego rozdziału

Jeśli już szukać kontynuacji, która byłaby mocno zakorzeniona w tym, co wydarzyło się wcześniej, to Cassie wydaje się wyborem niemal oczywistym. Jej obecność pod koniec czwartej części nie wyglądała przecież jak przypadkowy detal, tylko jak bardzo świadomie zostawiona furtka. To właśnie taki typ bohaterki, z którą można zacząć od świeżego początku, a jednocześnie zachować emocjonalne połączenie z całą wcześniejszą historią. 

To rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę: pozwala marce iść dalej bez brutalnego odcinania się od własnych korzeni. Nate i Elena mogliby istnieć gdzieś obok, jako ważny punkt odniesienia, ale nie musieliby znów dźwigać całej opowieści na swoich barkach. Cassie mogłaby wejść do świata skarbów, ruin i sekretów z inną perspektywą - może bardziej współczesną, może bardziej zadziorną, może zwyczajnie bardziej niepewną. 

Powrót Chloe i Nadine po Lost Legacy

To dla mnie jeden z najmocniejszych kierunków, bo już raz został sprawdzony i po prostu zagrał. Lost Legacy bardzo wyraźnie pokazało, że Uncharted nie potrzebuje Nathana Drake’a w centrum, żeby nadal dostarczać świetnej przygody. Chloe ma w sobie dokładnie ten typ charyzmy, który dobrze niesie całą historię - jest pewna siebie, sprytna, trochę bardziej cyniczna i przez to mniej przewidywalna. Nadine z kolei daje jej świetną przeciwwagę, bo wnosi bardziej surową, zdyscyplinowaną energię. Ten duet zwyczajnie ma sens.

Najlepsze jest to, że kontynuacja w tym kierunku nie musiałaby nawet niczego rewolucjonizować. Wystarczyłoby zbudować nową wyprawę wokół tej chemii, dodać mocny cel, dobre lokacje i kilka widowiskowych sekwencji, a całość mogłaby działać niemal od razu. To byłby też bardzo elegancki sposób na pokazanie, że Uncharted może istnieć jako większy świat przygodowców, a nie tylko jako historia jednej rodziny. 

Prequel albo historia poboczna 

Jest też opcja bardziej ostrożna, ale wcale nie mniej ciekawa - zamiast pchać fabułę do przodu za wszelką cenę, można byłoby wejść gdzieś obok głównej osi i opowiedzieć historię z innego momentu. Młodszy Sully, wcześniejsze lata Nate’a, jakiś nieznany wcześniej epizod z przeszłości - to wszystko brzmi jak materiał, który dałoby się zbudować bez ryzyka zepsucia finału czwórki. 

To rozwiązanie działa dlatego, że Uncharted zawsze było serią bardzo mocno opartą na przygodzie samej w sobie. Nie trzeba tu wcale ratować numerowanej ciągłości, żeby znów poczuć frajdę z wyprawy do ruin, pogoni za legendą i odkrywania kolejnych tropów. Dobrze napisany prequel albo poboczna historia mogłyby po prostu przypomnieć, dlaczego ten świat tak dobrze działał. 

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper