Sonic Frontiers

Wróci jedna z najlepszych gier o Sonicu? NAJWYŻSZY CZAS! 

Kajetan Węsierski | Dzisiaj, 21:30

Są marki, które przez lata próbują różnych dróg, ale tylko od czasu do czasu naprawdę trafiają w coś, co czuć od razu. Nie tylko jako chwilowy zryw, ale jako sygnał, że ta seria znów złapała właściwy kierunek. I właśnie wtedy najłatwiej pojawia się myśl, że tego konkretnego podejścia po prostu nie wolno porzucić po jednej odsłonie.

Mam dokładnie takie odczucie przy jednej z najgłośniejszych nowocześniejszych prób odświeżenia Sonica. To był ten typ gry, który może nie był idealny, ale miał w sobie energię, pomysł i bardzo wyraźną obietnicę czegoś większego. Dlatego jeśli naprawdę szykuje się powrót do tej formuły, to trudno nie pomyśleć jednego - najwyższy czas.

Dalsza część tekstu pod wideo

Chodzi o…

Sonic Frontiers, a więc projekt, który kilka lat temu spróbował pchnąć Sonica w trochę inną stronę niż wcześniejsze odsłony. Zamiast klasycznego biegu od poziomu do poziomu dostaliśmy większe, otwarte przestrzenie, bardziej swobodną eksplorację i poczucie, że seria szuka nowej formuły. Gra nie była idealna, ale miała w sobie coś, czego tej marce bardzo brakowało - wrażenie świeżości.

Najważniejsze było to, że Frontiers naprawdę zostawiło po sobie obietnicę czegoś większego. Świat, rytm eksploracji, bardziej melancholijny ton i próba połączenia szybkiej platformówki z większą przestrzenią do odkrywania sprawiły, że dla wielu graczy była to jedna z najciekawszych nowoczesnych odsłon Sonica. I ja - mogę śmiało wyznać - jestem w tej grupie. 

W ostatnich dniach temat wrócił, bo w Korei pojawił się rating dla Sonic Frontiers Definitive Edition. To jeszcze nie jest oficjalna zapowiedź ze strony SEGI, ale taki ruch bardzo często okazuje się pierwszym sygnałem, że coś rzeczywiście szykuje się za kulisami. Na ten moment nie ma potwierdzonych konkretów dotyczących zawartości, ceny czy platform, więc uczciwie trzeba powiedzieć jedno - mówimy na razie o mocnej przesłance, a nie o pełnym ogłoszeniu.

I  wystarczyło to, żeby znowu zrobiło się ciekawie. Sama nazwa sugeruje nową wersję gry, być może zbierającą wcześniejsze aktualizacje i dodatki w jedną całość, może przy okazji dopasowaną do nowszego sprzętu. Jeśli tak to się skończy, trudno nie traktować tego jako testu przed czymś większym - bo Frontiers od dawna wyglądało jak gra, która zasługuje nie tylko na „definitywne wydanie”, ale po prostu na dalszy ciąg.

Czemu to było tak dobre? 

Szczerze? Najbardziej kupiło mnie to, że ta gra wreszcie dała Sonicowi trochę oddechu. Przez lata miałem wrażenie, że kolejne odsłony tej marki bardzo często pędziły przed siebie bez chwili zatrzymania, jakby sam ruch miał wystarczyć za cały pomysł. A tutaj nagle pojawiła się przestrzeń, cisza, dziwny melancholijny klimat i poczucie, że ten świat nie istnieje tylko po to, żeby przez niego przebiec.

Druga rzecz to sama frajda z poruszania się po tych otwartych terenach. Nawet jeśli nie wszystko było idealnie doszlifowane, bardzo podobało mi się to uczucie, że mogę po prostu ruszyć w dowolnym kierunku i co chwilę wpadać na nową aktywność, platformową sekwencję albo coś, co naturalnie zachęcało do dalszego biegu. Sonic zawsze powinien dawać radość z ruchu - w zasadzie w tym jego magia, prawda?

No i wreszcie - a o czym już wspomniałem - czuć było, że ta gra naprawdę próbuje zrobić coś nowego z tą serią. Nie tylko odhaczyć kolejną premierę, ale sprawdzić, czy Sonic może działać inaczej niż dotąd. I powiem Wam, że naprawdę trudno mi nie docenić tej odwagi. Wiecie, gdy przez lata tkwi się w pewnym utartym (ale przy tym bezpiecznym) schemacie, trzeba docenić chęć wyrwania się z niego - i to z perspektywą potencjalnego, wirtualnego lania.

Konkluzja

Z tego względu powrót do tej odsłony - czy to w formie nowej wersji, czy może czegoś większego - brzmi po prostu jak bardzo dobry pomysł. Sonic Frontiers nie było grą idealną (chyba trzeci raz to powtarzam, haha), ale miało w sobie coś znacznie cenniejszego niż bezpieczną poprawność. Miało charakter, własny klimat i poczucie, że ta marka wreszcie zaczęła szukać dla siebie nowego miejsca, zamiast tylko kręcić się wokół starych patentów.

Jeśli więc ostatnie doniesienia faktycznie okażą się początkiem powrotu tego projektu, to trudno nie patrzeć na to z dużą sympatią. Bo mam niepopularną opinię, że najlepsze rzeczy nie rodzą się z perfekcji, tylko z dobrze wyczutego kierunku. A Frontiers właśnie takim kierunkiem było - i bardzo chętnie zobaczyłbym, co da się z niego wyciągnąć dalej.

Kajetan Węsierski Strona autora
Gry są z nim od zawsze! Z racji młodego wieku, dojrzewał, gdy zdążyły już zalać rynek. Poszło więc naturalnie z masą gatunków, a dziś najlepiej bawi się w FIFIE, produkcjach pełnych akcji oraz przygód, a także dziełach na bazie anime i komiksów Marvela. Najlepsza gra? Minecraft. No i Pajączek od Insomniac Games.
cropper