Homelander zawsze miał być Donaldem Trumpem. Piąty sezon "The Boys" będzie bezlitosny
“The Boys” zaczynali jako wykręcona i przesadzona satyra na Amerykę. Z biegiem lat zaczęli jednak coraz mocniej wpadać w wir serialu, które przewidziały przyszłość, nawet jeśli względem tego wyrażenia wypada zastosować cudzysłów. Niewyobrażalne stało się namacalne - również w przypadku Homelandera, głównego antagonisty i źródła żartów ze skrajnych prawicowców.
W 2006 roku Garth Ennis (scenarzysta) i Darick Robertson (rysownik) powołali do życia “The Boys” - komiks anty-superbohaterski, który nie stronił od wątków politycznych. Dla Ennisa nie była to pierwsza tak obrazoburcza seria, na przełomie wieków razem ze Steve’em Dillonem święcił wszak triumfy przy pracy nad “Kaznodzieją”. Ennis miał też na koncie bardzo brutalnego “Punishera MAX” i doskonałego “Hellblazera”. Był twórcą o silnej pozycji na rynku, co dawało mu dużą swobodę artystyczną. Ale nie zupełną.
“The Boys” przetrwali sześć zeszytów. Po tym czasie seria została zawinięta przez DC, które miało duże obawy przed dalszą publikacją ekstremalnej serii skierowanej wyłącznie do dorosłych czytelników. “The Boys” jednak nie umarli, trafili pod skrzydła wydawnictwa WildStorm - na jego koncie było już między innymi “The Authority”, czyli inny komiks anty-superbohaterski, cieszący się sporym uznaniem wśród odbiorców. WildStorm zapewniło Ennisa i Robertsona, że mogą spokojnie rozwijać swoje pomysły, nie będą cenzurowani. Dla Brytyjczyka i Amerykanina była to woda na młyn.
Pierwsze zeszyty “The Boys” są mocne, ale to seria, która nie wyhamowuje, lecz z numeru na numer przekracza kolejne granice. Czasami jej głównym celem pozostaje tylko wywołanie szoku, bywa też niezborna fabularnie. Była jednak przełomowa, wyraźnie wpłynęła na rynek, przez sześć lat publikacji przyczyniła się do zmiany taktyki Marvela i DC, które zaczęły lub utrzymały publikację bardziej poważnych historii. W drugiej kadencji George’a W. Busha nastroje w USA były fatalne, a komiksy nie zamierzały stać obojętnie. Większość opowiedziała się po przeciwnej ze stron, a “The Boys” szli w pierwszym szeregu. Teraz też to robią, ale wobec innej administracji i za sprawą serialu.
Wcielenie zła
Homelander (wspaniale przetłumaczony na Ojczyznosława) to główny antagonista serialu produkowanego przez Amazon. Postać bazuje na bohaterze z komiksu, ale nie jest mu bezwzględnie wierna. Twórcy serialu - niejako w celu kompresji treści, niejako w celu jeszcze wyraźniejszego zarysowania zgnilizny moralnej głównego złego - wprowadzili kilka bardzo istotnych zmian. W komiksie Becky Butcher zostaje zgw*łcona przez Black Noira. W serialu napaści na żonę Billy’ego - największego rywala Homelandera - dopuszcza się właśnie Ojczyznosław.
Wiemy również, że postać (brawurowo sportretowana przez Antony’ego Starra) skończy inaczej niż w materiale źródłowym. Homelander ginie zamordowany przez Black Noira. W serialu od Amazona to właściwie niemożliwe - pierwszy Black Noir zginął z ręki Homelandera. Jego następca odgrywa zaś zupełnie inną rolę, trudno wyobrazić sobie tak gwałtowną zmianę łuku narracyjnego dla zamaskowanego członka Siódemki. Rozwiązaniem kwestii Ojczyznosława będzie musiał zająć się ktoś inny.
Pozostałe elementy cechujące lidera Siódemki są zbliżone do tych znanych z kart komiksu. Niemniej, osoby odpowiedzialne za serial jeszcze wyraźniej skupiły się na wątkach politycznych. Homelander Ennisa to krwawa parodia mitu o Supermanie, w pewnym sensie wyśmianie idealnego bohatera i ukazanie go w najbardziej krzywym zwierciadle. Scenarzysta znalazł też miejsce na krytykę administracji Busha, chociaż Ojczyznosław nie uosabia byłego prezydenta USA. Jest raczej personifikacją sposobu, w jaki Ameryka patrzy na resztę świata. Dominuje wyższość, przekonanie o nieomylności, brak skłonności do refleksji. Nic dziwnego, że na takie ukazanie antagonisty zdecydował się brytyjski pisarz.
W serialu natomiast Homelander to odbicie najgorszych cech Donalda Trumpa i jego najbardziej zajadłych popleczników. Tak przynajmniej twierdzi showrunner Eric Kripke. “The Boys” zadebiutowali w 2019 roku, kiedy Trump był w połowie pierwszej kadencji. Już wtedy bezlitośnie krytykowali posunięcia prezydenta i jego świty. W późniejszych latach nie zwolnili tempa, a wręcz przeciwnie, bo niekiedy nawet wyprzedzili szaleństwo komiksu. Bywało, że walili łopatą po oczach widzów, jak wtedy, gdy Homelander romansował z Stormfront, nazistowską heroską (kolejna różnica względem oryginału), Wydawało się, że tworzą nieprawdopodobną satyrę, że prezentują Amerykę urojoną, która nigdy nie dogoni rzeczywistości. Cóż.
Odarci ze złudzeń
“The Boys” długo wymykali się klasyfikacji po jednej ze stron politycznego sporu. Nie brakowało nawet opinii, że to serial trzymający stronę Republikanów, bo zdarzało się, że wyśmiewał absurdy działań liberałów. Dla osób tak podchodzących do sprawy sezon trzeci musiał podziałać jak sole trzeźwiące. Maski w końcu spadły, a twórcy przestali się jakkolwiek krygować - na cały głos wybrzmiało, że to Homelander jest antagonistą produkcji, a jego zwolennicy zasługują na nie mniejszą krytykę. Że poglądy dyktatorskie, faszystowskie i nazistowskie nie są tymi, z którymi utożsamia się ktokolwiek z produkcji.
Na koniec wspomnianego sezonu Homelander morduje swoich oponentów. Robi to na oczach milionów, wcześniej podobne wybryki zdarzały mu się poza światłem kamer. Tutaj jednak hamulce mu puszczają, ale duża część społeczeństwa pozostaje wierna liderowi Siódemki. Okazuje się, że dla Ojczyznosława nie ma granicy nie do przekroczenia. Wszystko jest dozwolone. To udane nawiązanie do słów Trumpa o samym sobie. Jeszcze w 2016 roku stwierdził, że mógłby zabić kogoś na 5. Alei i nie straciłby poparcia. Miał rację, a losy Homelandera są tego odbiciem.
- Nie da się mówić o “The Boys” bez polityki. I taki był nasz cel. To zawsze był serial opowiadający o, hm, celebrycie, który pragnie zostać autorytarnym dykatorem. Tak się składa, że żyjemy właśnie w takim świecie - stwierdził Kripke, cytowany przez Yahoo Entertainment. Odtwórczyni Victorii Neuman (Claudia Doumit) jest natomiast zdania, że “The Boys” przewidują wiele wydarzeń, chociaż aktorom wydaje się, że wypowiadają dialogi, które nie mogą zaistnieć w rzeczywistej przestrzeni publicznej.
W sezonie pierwszym Homelander był istotą przebiegłą, starał się znaleźć medialny pretekst do swych niecnych działań. W czwartym stał się przede wszystkim orędownikiem własnych spraw, który nie patrzy na nikogo i na nic. Można stwierdzić, że twórcy “The Boyes” stępili swoje ostrze satyry. Można też stwierdzić, że porzucili jakąkolwiek elegancję swych działań wobec braku jej u osób, które krytykują. W Ameryce niemal wszyscy grają w otwarte karty, co musiało wpłynąć na sposób pisania scenariusza do jeden z najpopularniejszych i najlepszych produkcji Amazona.
Kripke przyznał, że nie ma w nim miejsca na subtelność, a ci, którzy czują się urażeni, powinni szukać innego miejsca. To zwiastun tego, że w finałowym sezonie będziemy świadkami jeszcze większej liczby ciosów prosto w szczękę. Wyśmianie wierności wyborców, napiętnowanie teorii spiskowych QAnonu, parodiowanie Fox News i wyimaginowane powody inwazji na obcy kraj to zaledwie początek zabawy.
Przeczytaj również
Komentarze (7)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych