Lynch porzucił „Twin Peaks” dla tej historii. Zdobył za nią Złotą Palmę

Lynch porzucił „Twin Peaks” dla tej historii. Zdobył za nią Złotą Palmę

Jan Piekutowski | Dzisiaj, 17:18

1989 okazał się złotym rokiem dla Davida Lyncha. Z jednej strony właśnie skończył pracę nad pilotażowym odcinkiem “Twin Peaks”, z drugiej wysiłki nad serialem ustały wobec książki, którą Lynch pokochał do tego stopnia, że musiał zabrać się ekranizację. Efektem była jedyna Złota Palma w karierze Lyncha.

Po spektakularnej klapie finansowej, jaką niewątpliwie okazała się “Diuna”, David Lynch potrzebował wytchnienia. Chwilowo znalazł je w “Blue Velvet”, ale niedługo później firma odpowiedzialna za dystrybucję filmu wpadła w poważne kłopoty finansowe. Kryzys spółki Dino De Laurentiisa był na tyle poważny, że kolejne dwa projekty Lyncha stanęły pod dużym znakiem zapytania. Jedynym plusem zaistniałej sytuacji było poznanie Marka Frosta,

Dalsza część tekstu pod wideo

Po koniec lat 80. Frost i Lynch zwrócili się ku telewizji, chociaż drugi z nich miał w związku z tym spore opory. Został jednak przekonany sporą swobodą artystyczną. ABC kupiło pomysł serialu łączącego operę mydlaną i opowieść kryminalną. Zamówiono odcinek pilotażowy, a duet rozpoczął intensywne prace nad “Twin Peaks”. Latem 1989 roku pierwszy odcinek został ukończony, a Bob Iger wygrał potyczkę o emisję serialu. Sukces wydawał się coraz bliższy. Lynch jednak nagle porzucił “Twin Peaks”. Wyreżyserował jeszcze drugi odcinek, a następnie dał czas Frostowi, aby pracował nad pozostałymi epizodami. Sam zaś wkroczył do Ameryki wyciągniętej z piekielnej baśni.

Siła literatury

Glinda
resize icon

To nie Lynch wpadł na to, aby zekranizować “Dzikość serca”. Jeszcze przed ukończeniem książki przez Barry'ego Gifforda do autora zwrócił się Monty Montgomery, który z miejsca pokochał powieść. Montgomery potrzebował producenta, więc odezwał się do Lyncha, swego serdecznego przyjaciela. Ten ostrzegł Montgomery’ego, że może pomóc, ale nie wyklucza, że książka i jego rzuci na kolana. Montgomery powątpiewał, ale niepotrzebnie. Lynch przepadł w “Dzikości serca”.

Reżyser miał jedynie wątpliwości w sprawie zakończenia i ostatecznie zmienił finał historii Sailora (Nicolas Cage) i Luli (Laura Dern). Namówił też Montgomery’ego, aby to on odpowiadał za produkcję. To samo zrobił z firmą Propaganda Films, która wcześniej zleciła Lynchowi stworzenie filmu neo noir. Następnie momentalnie skompletował obsadę - dwójkę głównych aktorów wybrał na etapie czytania książki, w “Dzikości serca” przewija się też kilku odtwórców z “Twin Peaks” - i w ciągu tygodnia stworzył szkic scenariusza. Pierwotna wersja była bardzo ponura, brudna, wypełniona jeszcze większą liczbą scen seksu. Lynch zaczął pracować nad materiałem, poddał go autorskiej obróbce. W efekcie wprowadził wiele wątków baśniowych, a nade wszystko odwołań do “Czarnoksiężnika z krainy Oz”.

Końcówka filmu wprost odwołuje się do produkcji z 1939 roku, ale już wcześniej pojawia się wiele elementów zaczerpniętych z tego dzieła. To właśnie Lynch wpadł na pomysł, aby matka Luli (Diane Ladd) stała się swoistą interpretacją Złej Czarownicy z Zachodu. W jednej ze scen Marietta unosi się na miotle, w kolejnej ma krwistoczerwoną twarz, co zdaje się stanowić szaloną odpowiedź na zielony kolor skóry Czarownicy. Bardziej uważni widzowie doszukują się zaś teorii interpretacji koloru i powracających motywów.

Jedyny taki sukces

Bobby Peru
resize icon

Prace nad “Dzikością serca” okazały się bezproblemowe. Pomogli Cage i Dern, którzy z chęcią rozwinęli swoje postacie. Cage zasugerował, aby Sailor nosił kultową już kurtkę z wężowej skóry, zaśpiewał również dwa przeboje Elvisa Presleya. Dern natomiast szczególnie dobrze odnajdywała się w scenach dramatycznych. We wcześniejszych produkcjach aktorka była regularnie seksualizowana, tym razem otrzymała postać znacznie głębszą. Erotyzm jest oczywiście niezwykle istotną cechą Luli, ale nie da się przejść obojętnie wobec przemiany, jaka zachodzi w bohaterce, gdy wraz ze swym ukochanym dociera do Teksasu.

W sierpniu 1989 roku rozpoczęto produkcję. Budżet był skromny, ale wystarczający - dziesięć milionów dolarów spożytkowano uczciwie. Lynch postawił na kilka efektów komputerowych, ale górowały praktyczne. Przydały się przede wszystkim w scenach z odrażającym Bobbym Peru (Willem Dafoe). Z całego katalogu obrzydliwych postaci u Lyncha Peru zdaje się zajmować szczególne miejsce. Widząc tego faceta poprzez ekran czujesz smród, lepkość dotyku, wymioty podchodzące do gardła. Wrażenie robiły również postaci Perdity Durango (Isabella Rossellini), Juany Durango (Grace Zabriskie) czy Johnniego Farraguta (Harry Dean Stanton). Część z tych bohaterów wydawała się wyrwana wprost z piekła.

“Dzikość serca” jest podróżą przez niezwykłą Amerykę. Z jednej strony baśniową, piękną, moralitetem o triumfie miłości. Z drugiej zaś zanurzoną w erotycznym koszmarze tak głęboko, że pełne oczyszczenie nigdy nie stanie się możliwe. Sailor i Lula szukają uczuć wśród najgorszych ludzkich instynktów, poruszają się w przestrzeniach wypełnionych złem, zepsuciem. Mordują, walczą z pokusami, nadopiekuńczością, są rozedrgani. Mają tylko siebie. Sami przeciwko wszystkim. W pogoni za szczęściem odkrywają, że ten świat dziwny jest z wierzchu i dziki w środku. 

W 1990 roku Lynch wrócił na szczyt. “Twin Peaks” okazało się sukcesem artystycznym i komercyjnym. “Dzikość serca” nie rozbiła banku, ale doczekała się sensacyjnej wygranej na festiwalu w Cannes. Lynch sięgnął po pierwszą i jedyną Złotą Palmę, pokonał między innymi “Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego. A przecież Montgomery wątpił, czy Lynch w ogóle zainteresuje się książką Gifforda.

Jan Piekutowski Strona autora
Popkulturę pochłania masowo, łapczywie. Od dziecka, od kiedy zakatował DVD z "Królewną Śnieżką". Nie ma serialu, którego nie obejrzy. Nie ma filmu, na który nie pójdzie do kina. Nie ma komiksu, którego nie przeczyta. We wszystkim stara się znaleźć jakiś pozytyw, bo przecież pewnego dnia smutek się skończy.
cropper