SKLEP
Jędrzej Dudkiewicz Jędrzej Dudkiewicz 01.02.2018
Trzy billboardy za Ebbing, Missouri – recenzja filmu
1226V

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri – recenzja filmu

Bardzo rzadko zdarza się, że bezpośrednio po obejrzeniu jakiegoś filmu od razu zaczynam zastanawiać się, ile to też nagród uda mu się zdobyć. Ostatnią produkcją, co do której tak bardzo byłem pewien, że zasługuje na duże docenienie było To nie jest kraj dla starych ludzi Braci Coen. Tym razem jest tak w przypadku Trzech billboardów za Ebbing, Missouri Martina McDonagha.

Jak sam tytuł wskazuje, rzecz dzieje się w niewielkim mieście Ebbing, w stanie Missouri. Mieszka tu Mildred, która straciła córkę: nieznani sprawcy brutalnie ją zgwałcili oraz zamordowali. Lokalnej policji nie udało się wytypować podejrzanych. Zrozpaczona Mildred postanawia więc wynająć trzy stare billboardy reklamowe, na których umieszcza skierowane do stróżów prawa prowokacyjnie przypomnienie sprawy i pytanie, czemu nie robią nic, by ją rozwikłać.

Na długo przed tym, jak usiadłem do oglądania Trzech billboardów za Ebbing, Missouri słyszałem, że mogę spodziewać się czegoś naprawdę znakomitego. Nie przygotowało mnie to jednak na potężny cios prosto w brzuch, który na początku zadaje McDonagh, tym bardziej, że potem trzyma on widza za gardło i nie chce puścić. Jego film jest doskonale wręcz przemyślany i napisany, takiej wiarygodności psychologicznej dawno już w kinie nie widziałem. A można tę produkcję czytać na różne sposoby. Przede wszystkim jest to próba (udana!) zmierzenia się z nieprawdopodobną pustką i ogromem cierpienia, jakiego doznała główna bohaterka. Przyglądanie się jej, temu jak z całych sił stara się zachować resztki normalności są absolutnie przejmujące. Należy też zwrócić uwagę, że jest ona w zasadzie całkowicie sama, praktycznie nikt nie popiera jej akcji. Mildred jest więc samotną kobietą, która rzuca wyzwanie męskiej dumie policjantów. Problem w tym, że nie ma tu prostych opozycji, bo stróże prawa wcale nie są niekompetentni i cyniczni. Zrobili wcześniej wszystko, co mogli, by znaleźć przestępców, jednak czasami bywa tak, że po prostu jest to niemożliwe. Trudno jednak oczekiwać, że uspokoi to Mildred. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri pokazują też wartość małych miasteczek, w których wszyscy się znają i są gotowi do pomocy sąsiadom: to pochwała lokalności, więzi rodzinnych, bycia sympatycznym dla sąsiadów. Co ciekawe i w sumie paradoksalne, film McDonagha w jakiś dziwny sposób, mimo ogromnego spektrum często nieprzyjemnych emocji, które wyzwala w odbiorcy, daje mu też pocieszenie i podnosi na duchu.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie kilka elementów, stojących na najwyższym poziomie. Po pierwsze, jak łatwo się pewnie domyślić, Trzy billboardy za Ebbing, Missouri są perfekcyjnie wyreżyserowane. McDonagh bezbłędnie prowadzi swoją opowieść, momentami potrafiąc w tak nagły sposób zmienić dynamikę sceny i relacji między dwójką postaci, że trudno nie być w szoku. Są tu fragmenty naprawdę godne miana arcydzieła (chociażby scena rozmowy Mildred z szeryfem Billem Willoughbym na posterunku policji). Po drugie, film ma rewelacyjne, wiarygodne, często pełne przekleństw dialogi. Słowo daję, takich kwestii nie powstydziłby się sam Quentin Tarantino. Po trzecie w końcu, są tu niesamowicie wykreowani i zagrani bohaterowie. Widać zresztą, że poszczególne role pisane były z myślą o konkretnych wykonawcach. Frances McDormand po raz kolejny udowadnia, że jest wybitną aktorką. Bez trudu pokazuje determinację Mildred, jej przeogromne cierpienie, ale też chowane pod maską złości i sarkazmu wrażliwość oraz współczucie. Co ciekawe, Mildred nie zawsze da się lubić, robi czasem rzeczy, które trudno byłoby pochwalić (chociaż da się je w pewnym stopniu zrozumieć). Doskonali są też pojawiający się na drugim planie Woody Harrelson jako mądry szeryf, dbający o swoją rodzinę i swoje miasto, umiejący dotrzeć do drugiego człowieka, a także Sam Rockwell w roli oficera Jasona Dixona, pełnego kompleksów, niezdrowego przywiązania do matki, rasistowskiego i homofobicznego gościa, który jednak ma okazję – w sumie jako jedyny – do tego, by zmienić się na przestrzeni filmu, wyciągnąć wnioski z tego, co robi.

Nawet więc jeśli Trzy billboardy za Ebbing, Missouri w którymś momencie trochę odpuszczają widzowi i angażują go odrobinę mniej niż na początku, nie da się ukryć, że jest to film bardzo przemyślany, konsekwentny, często zaskakujący i wspaniale zrealizowany. A jakby tego było mało niekiedy jeszcze pierwszorzędnie zabawny. Innymi słowy to produkcja, której absolutnie nie możecie przegapić!

Tagi: film missouri recenzja trzy billboardy za ebbing

Werdykt
  • + Scenariusz i genialne dialogi;
  • + Doskonale wykreowani i zagrani bohaterowie;
  • + Intensywność, emocjonalność;
  • + Reżyseria
  • - W zasadzie nie stwierdzono: ewentualnie można uznać, że pod koniec nie trzyma już tak mocno za gardło
9.5
Jędrzej Dudkiewicz
Jędrzej Dudkiewicz Nic dziwnego, że Trzy billboardy za Ebbing, Missouri zgarnęły aż cztery Złote Globy. To po prostu wielki film, którego nie można przegapić.

Miesięcznik PSX Extreme