Noc, która zapisze się w historii Nintendo w Polsce — moja relacja z premiery Switcha 2 w Warszawie

Noc, która zapisze się w historii Nintendo w Polsce — moja relacja z premiery Switcha 2 w Warszawie

Maciej Zabłocki | 05.06.2025, 08:45
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Jest 23:30. Zimne powietrze smaga twarze, ale pod sklepem Ultima.pl w Warszawie nikt się tym nie przejmuje. Wszyscy czekamy na jedno — NOWĄ GENERACJĘ NINTENDO. Switch 2 jest już ze Mną i muszę przyznać, że dawno nie czułem takiej ekscytacji. Nowe sprzęty nieprzerwanie od lat wywołują we mnie mnóstwo radości. 

Dookoła klimat jak na festiwalu, tylko zamiast muzyki – rozmowy o Pikminach, shaderach i premierowym lineupie. Ktoś trzyma energetyka, ktoś inny odpala Switcha OLED, żeby jeszcze na szybko skończyć rundkę w Mario Kart. Wszyscy jesteśmy w tym razem — fani Mario, Zeldy, Metroida, Pokémonów, Fire Emblema... Rozmawiamy o tym, jak wygląda start Switcha 2, jakie są różnice w zadokowanym trybie, czy w końcu Zelda wygląda tak, jak mogłaby wyglądać na mocnym sprzęcie. Padają porównania do PS5 i Xboxa Series X, ale tu nikt nie szuka konsolowej wojny – wszyscy są po to, żeby przywitać coś nowego. Atmosfera? Totalna ekscytacja, wymieszana z dziecięcą radością. Tą samą, co kiedyś przy odpakowywaniu Pegasusa w Wigilię.

Dalsza część tekstu pod wideo

Nieprzypadkowo jestem właśnie tutaj. Ultima to dla mnie miejsce z historią. Ten sklep istnieje od 1997 roku i przez lata był jednym z tych punktów, które zawsze kojarzyły mi się z „prawdziwym graniem”. Jeszcze zanim sklepy wielkopowierzchniowe zorientowały się, że na konsolach można zarabiać, Ultima już była — z preorderami, japońskimi wydaniami, edycjami kolekcjonerskimi. Nigdy nie miałem z nimi złego doświadczenia. Zawsze wszystko było na czas i zawsze rzetelnie. 

Nocna premiera - jak to wyglądało? 

Do Ultimy wybrałem się z przyjacielem. Człowiek ten, do niedawna oporny na wszelkie konsolowe pokusy, jeszcze rano śmiał się z preorderów. Wieczorem? W rękach trzymał świeżutkiego Switcha 2. Decydujący głos miała... starsza pani przebrana za Mario. Jak się okazało, Nintendo ma więcej asów w rękawie niż tylko wąsatego hydraulika. Ultima zaskoczyła mnie jeszcze, zanim weszliśmy do środka. Przy drzwiach stała olbrzymia, tekturowa brama z reklamą Switcha 2. Całość podświetlona tak intensywnie, że można było ją pomylić z wejściem do tajemniczej świątyni z Zeldy – tylko zamiast artefaktów, w środku czekały pachnące nowością, czerwone pudełeczka.

Na miejscu byliśmy około 23:30. Tłum wówczas zebrał się już całkiem konkretny – trzydzieści osób, może więcej. Jeden ziomek chwalił się, że czeka tam przed 22:00. Po co? Nie mam zielonego pojęcia, bo aż do północy musieliśmy czekać na otwarcie drzwi. Chętnych nie brakowało, a atmosfera była rodem z tych „nocnych premier” – lekko senna, ale podszyta ekscytacją i adrenaliną. Na papierze wszystko wyglądało sensownie - kolejka jedna, ale dwa kierunki: osoby z opłaconym zamówieniem szli do odbioru, reszta – do kasy. W praktyce wyszło tak, że zdecydowana większość przyjechała z kartą albo gotówką, licząc, że kupi sprzęt na miejscu. A kasa była jedna. I jeden sprzedawca. Sympatyczny, konkretny, ale samotny jak NPC z misją „obsłuż trzydziestu graczy bez pomocy”. Szukał zamówień, przyjmował płatności, pakował wszystko – multitasking pełną gębą. Ale nie da się czarować – nawet przy dobrych chęciach, kolejka poruszała się niczym gokart bez opon. My – na piątym miejscu – czekaliśmy czterdzieści minut. Współczuje tym, co byli na szarym końcu. O ile dotrwali. 

Wreszcie nasza kolej! Konsola gotowa. Ale… Cyberpunk, który miał być wisienką na torcie, poszedł, zanim zdążyłem powiedzieć „Night City”. Dotarły trzy egzemplarze na cały sklep. W zestawie wziąłem więc to, co było pewne: Switch 2 z Mario Kart World, oryginalne etui, ładowarkę do joy-conów, Zeldę: Tears of the Kingdom i Super Mario Bros. Wonder – grę, której nie zdołałem przejść na poprzednim sprzęcie. W gratisie dorzucono torbę, notes, długopis i pakiet naklejek z Cyberpunka na osłodę. W sklepie było mega duszno i ciepło, ale nastroje wśród ludzi panowały mega pozytywne. Wszyscy byli cierpliwi, chociaż mało ze sobą gadali. Raczej stali i tylko patrzyli na tego biednego sprzedawcę. Co chwilę pojawiała się jakaś znajoma twarz z branży, bo do Ultimy postanowili przyjechać także autorzy z przeróżnych serwisów gamingowych w Polsce. 

Ale ten Cyberpunk nie dawał mi spokoju. Po wyjściu z Ultimy rzuciłem do kumpla: „Skoczymy jeszcze do Empiku. Może jeszcze otwarte?” Dochodziła pierwsza w nocy, ale Empik na Marszałkowskiej – jak się okazało – działał cały czas. W środku było wszystko! Cyberpunk w pudełku, z kolekcjonerskim poradnikiem. Gry, akcesoria, konsole, Pro Controllery, pamięci, ładowarki, pokrowce. Scena niczym z amerykańskich premier. Mój znajomy był zachwycony. Szczególnie starszą panią, sprzedawczynią z autentyczną pasją – polecała, doradzała, rzucała anegdotkami. Ja się powstrzymałem, ale jego złamała i wyszedł z zestawem z Mario. I, jak sam mówił, ani trochę nie żałował. Do domu dotarliśmy po drugiej. Zmęczeni, ale zadowoleni. Nowa konsola, zapach świeżych układów scalonych, ekran, który aż prosi się o odpalenie Zeldy. Noc jest jeszcze młoda.

I wiecie co? Patrząc na te premiery, kolejki i zaangażowanie ludzi – aż chce się powiedzieć: Mario nie miał w Polsce łatwo, ale dziś jest już kimś więcej niż tylko sympatycznym bohaterem z gier. Stał się symbolem. A fakt, że w samej Warszawie odbyło się sześć (!) dużych premier Switcha 2, mówi sam za siebie. Nintendo zadomowiło się tu na dobre. Super, bo takich nocy, jak ta, chciałoby się więcej.

Korzystając z okazji, pomyślałem, że fajnie będzie przypomnieć historię wąsatego hydraulika w naszym kraju. Nie było łatwo, nie było też przystępnie, ale firma zdołała przebić się do ogólnej świadomości, a sześć wielkich, nocnych premier w całej Warszawie dobrze pokazuje, że ludzie chcą i cieszą się tymi produktami. Super i oby tak dalej!

Polska bez Nintendo — jak rodziła się „konsolowa świadomość”

W latach 80. i 90. Polska wciąż wychodziła z okresu komunizmu i gospodarki centralnie planowanej. Rynek elektroniki użytkowej dopiero raczkował, a dostęp do zagranicznego sprzętu był luksusem. Oficjalna dystrybucja konsol właściwie nie istniała — a to otworzyło furtkę dla wszelkiego rodzaju klonów, podróbek i szarej strefy. Największym symbolem tej ery był Pegasus, czyli chiński (lub tajwański) klon NES-a, który rozlał się po całej Polsce niczym Coca-Cola. Sprzedawany na bazarach, w pudełkach z napisem "TV Game", oferował „tysiące” gier, w rzeczywistości powtarzających się w kółko — w tym pirackie wersje Mario Bros., Contra, Battle City czy Duck Hunt. To był nasz nieoficjalny NES, i przez długie lata – jedyny kontakt z Nintendo, jaki mieliśmy. Sam doskonale wspominam ten czas i pamiętam, jak godzinami grałem w "czołgi" albo jak porównywałem to do gier na PSX, a potem PS2 i łapałem się za głowę twierdząc, że to przecież jakaś kaszana. Jako dzieciak nie miałem świadomości, że to nie jest oryginalne. Dopiero po latach zrozumiałem, że w domu stała brutalna podróbka.

Podczas gdy na zachodzie Super Nintendo Entertainment System (czyli SNES) był konsolą definiującą dzieciństwo, w Polsce pozostawał praktycznie niedostępny. Istniał, ale trudno było go zdobyć. Oficjalna dystrybucja? Zapomnij. Kto miał SNES-a, ten miał rodzinę w Niemczech albo dobrze zaopatrzony sklep RTV w dużym mieście. Gry – wyłącznie po angielsku, często bez instrukcji, sprzedawane po astronomicznych cenach. Podobny los spotkał Nintendo 64. Ta konsola była u nas kompletnie niszowa — przez wielu znana tylko z magazynów „Secret Service” czy „PSX Extreme”, gdzie screeny z GoldenEye, Ocariny of Time i Banjo-Kazooie rozbudzały wyobraźnię, ale nie miały przełożenia na rzeczywistość. Z kolei GameCube był wręcz legendą miejską – niby ktoś go miał, niby gry były, ale prawdziwego użytkownika tej konsoli w Polsce znało się jednego. Może dwóch.

W cieniu nieobecnych konsol stacjonarnych, jedynym poważnym kanałem, przez który Nintendo zagościło w Polsce, były handheldy. Już Game Boy – najpierw klasyczny, potem Pocket, Color, Advance – zyskał pewną popularność, głównie dzięki grywalności i długiej żywotności baterii. Nie potrzebowałeś telewizora, nie trzeba było kombinować z kablami AV – wystarczył komplet paluszków i kartridż z Tetrisem albo Pokémon Red. Game Boy był często pierwszym „prawdziwym” sprzętem Nintendo, z którym miała styczność masa dzieciaków w Polsce. Na początku 2000 roku handheldy Nintendo (DS, 3DS) miały już coraz większy udział w rynku, choć nadal brakowało im lokalizacji, oficjalnej komunikacji marketingowej i odpowiedniego wsparcia. Ale do dzisiaj pamiętam, jak pod choinką znalazłem poczciwego "szaraka" na 4 paluszki AAA i jak z wielką ochotą przechodziłem Super Mario na czarno-białym ekraniku, niemal skacząc z radości. Szkoda, że potem moją miłość do Nintendo skutecznie zabiło PSP. Było lepsze, fajniejsze, no i... to w końcu PlayStation. 

Właśnie dlatego, nawet gdy inne kraje przeżywały swoje nocne premiery nowych sprzętów – jak Wii, Wii U czy 3DS – w Polsce panowała cisza. Nintendo nie inwestowało u nas w lokalne działania marketingowe, nie prowadziło rozbudowanych kampanii marketingowych. Gry wychodziły, ale bez pompy, bez dużych premier, bez kolejek pod sklepami. Sony i Microsoft już wtedy organizowały premiery PS3 i Xboxa 360 w Empiku czy Media Markt, z materiałami prasowymi, gadżetami, konkursami. A Nintendo? W najlepszym wypadku sprzęt pojawiał się po cichu w ofercie jakiegoś sklepu internetowego, bez żadnej celebracji. Dla Nintendo byliśmy "rynkowym tłem" – krajem być może z potencjałem, ale nie wartym jakichkolwiek inwestycji. To było zamknięte koło - konsole się u nas nie sprzedawały, wobec czego nie było zainteresowania ze strony Nintendo. A jak nie było Nintendo, to konsole się nie sprzedawały bo... nikt o nich nie wiedział, albo traktował jak zabawki dla dzieci. Poważna platforma to było PlayStation, ewentualnie Xbox. 

Switch jako przełom. I zapowiedź czegoś większego

To wszystko zaczęło się zmieniać z premierą Nintendo Switcha w 2017 roku. Konsola okazała się światowym hitem, a w Polsce – absolutnym fenomenem. Pomogła jej dostępność w dużych sieciach handlowych, rosnąca popularność e-commerce, społeczności graczy na YouTube i Twitchu, ale też nostalgia za dzieciństwem z Pegasusem. Nagle okazało się, że i u nas jest rynek, który chłonie Zeldę, Mario Kart i Animal Crossing.

Switch był też impulsem do zwiększenia aktywności dystrybutorów, pojawienia się polskiego eShopu i regularnych promocji, a nawet eventów takich jak dzisiejsze nocne premiery. Dziś, w 2025 roku, jesteśmy świadkami pierwszej w historii Polski tak szeroko zakrojonej, nocnej premiery sprzętu Nintendo — w aż sześciu lokalizacjach w Warszawie (i jednym w Krakowie). To nie jest już marka z bazaru. To jest pełnoprawny gracz w świadomości polskich fanów gamingu.

Operacyjnie Nintendo nadal nie ma w Warszawie własnego biura, ale od 2017 r. rynek obsługuje firma ConQuest Entertainment (z siedzibą w Pradze), czyli oficjalny i wyłączny dystrybutor na Polskę, Czechy, Słowację i Węgry. To właśnie ConQuest prowadzi witrynę Nintendo.pl i fanpage “Dystrybutor Nintendo Polska” z 43 tys. obserwujących, odpowiada za gwarancję oraz sprzedaż detaliczną w największych polskich sklepach (MediaMarkt, Empik, RTV Euro AGD i kilkunastu mniejszych partnerach, w tym Ultima czy PerfectBlue). Po latach “importowania z Niemiec” przełomem było uruchomienie polskiego eShopu dostępnego w złotówkach (Polska widnieje dziś w oficjalnym wykazie krajów z eShopem, waluta – PLN) oraz wprowadzenie kart podarunkowych o wartości od 70 do 500 zł, które trafiły do saloników prasowych i sklepów online w 2022 r.

Skalę widać w twardych liczbach. Według "Game Sales Data", Polacy kupili w 2024 r. 9,4 mln gier, a Switch odpowiadał za największy kawałek fizycznego tortu. Jego tytuły zajęły aż 6 pozycji w krajowym TOP20, a Mario Kart 8 Deluxe wciąż mieści się w europejskim zestawieniu bestsellerów 2024 (GSD szacuje wyniki Nintendo, które oficjalnie ich nie podaje). Po stronie hardware’u preorder Switcha 2 ruszył 9 kwietnia 2025 jednocześnie we wszystkich dużych sieciach i sklepach specjalistycznych – ceny wynoszą 2199 zł za samą konsolę oraz 2399 zł za edycję z kodem na Mario Kart World. Krótko mówiąc - od logistyki po imprezy branżowe Nintendo przeszło drogę z bazarowego marginesu do pełnoprawnego, dobrze zorganizowanego ekosystemu nad Wisłą. Co bardzo mnie cieszy i mam nadzieję, że to nie jest koniec, a firma oficjalnie wejdzie do Polski, oferując także spolszczone wersje pudełek i samych gier. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google
Źródło: Opracowanie własne
Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper