SKLEP
Piotr Rozbicki Piotr Rozbicki 31.10.2017
Graliśmy w Shadow of the Colossus – dzieło sztuki a nie remaster!
3793V

Graliśmy w Shadow of the Colossus – dzieło sztuki a nie remaster!

Niecałe 30 minut spędzone z nową, totalnie odświeżoną wersją hitu Fumito Uedy było dla mnie najpiękniejszym czasem całej imprezy zorganizowanej przez Sony. Zapowiada się remake doskonały...

Shadow of the Colossus (2018)
  • Platformy:  PS4 
  • Data premiery - Polska: 06.02.2018
  • Napisy
  • od lat 12 przemoc

Aby gruntownie, a zarazem z odpowiednim wyczuciem odświeżyć klasyka, nie wystarczy po prostu zbudować go od podstaw, bazując jedynie na materiale źródłowym. Trzeba mieć do tego materiału szacunek i widać to było w każdym skrawku kodu przygotowego na potrzeby prezentacji.

Nad grą czuwają autorzy pierwowzoru z Team Ico, zaś pomagają im Amerykanie z Bluepoint Games. Efekt jest zdumiewający. Oddano nam do dyspozycji możliwość walki z trzema różnymi kolosami – pierwszym, trzecim i trzynastym (dodatkowo mogliśmy sprawdzić grę również w polskiej wersji językowej). Na początku wybrałem starcie z trzecim, czyli majestatycznym Gaiusem. Pierwszy rzut oka na Wandera oraz otoczenie i czuję że jestem w domu. Gra zachowuje identyczną stylistykę co oryginał, trzymając się nawet tej samej tonacji barw. Jednocześnie urzeka nowymi detalami. Trawa wygląda olśniewająco, rozległe polany zdumiewają szczegółami oraz obiektami z oddali (praktycznie nie widać ich dorysowywania). Model Wandera oraz jego klaczy (Agro) został potraktowany przez twórców remake’u subtelnymi zmianami. To zupełnie nowe modele, mimo to masz wrażenie jakbyś grał w zakodowany od lat w pamięci oryginał!

Pozytywnie zaskakuje też nowy schemat sterowania, przystosowany do współczesnych standardów. Nie jest wprawdzie konsekwentny (np. Wander inaczej wyjmuje się miecz w celu poszukiwania kolosów jeśli jest pieszo a inaczej na koniu), mimo to dość intuicyjny (np. kółko na padzie służy do uników). Dla hardkorowych wielbicieli klasyki w opcjach znajdzie się też oryginalne starowanie, także każdy dobierze coś dla siebie. Kamera przy tym wszystkim nadal wędruje za Wanderem w podobny sposób, trzymając się z pewnym dystansem. Świetne sprawdza się w trakcie jazdy konno, schodząc bliżej ziemi i pozwalając nam niemal namacalnie poczuć pęd wiatru.

Gdy docieram do trzeciego kolosa, wdrapując się na wielki płaskowyż, zbieram szczękę z podłogi. Gaius wygląda dokładnie tak jak go zapamiętałem – majestatycznie i groźnie. Jednocześnie to zupełnie od podstaw wykonany model. Gdy uderza o ziemię swą gigantyczną maczugą i wdrapują się na jego cielsko, łapiąc za futro na grzbiecie, to poszczególne kępy włosów uginają się pod ciężarem Wandera. Walka i  wbijanie miecza w słabe punkty kolosa przebiega dokładnie tak samo jak kiedyś, a mimo to moja dusza skacze w środku i miota się od emocji pompowanych wspaniałym widokiem, epickością starcia oraz fenomenalną, oryginalną muzyką.

Po chwili oddechu wybieram walkę z trzynastym kolosem – latającym nad pustynią Phalanxem. Zanim do niego dotrę przemierzam przecudnie zrekonstruowany las (czuć duchotę powietrza potęgowaną półmrokiem przerywanym tylko okazjonalnie promieniami światła) oraz wspaniałą pustynię. Nowy Shadow of the Collossus doskonale korzysta z różnorodności stylistycznej poszczególnych regionów krainy, w której rozgrywa się produkcja. Gdy po raz pierwszy na niebie pojawia się wielkie, wężowate cielsko trzynastego kolosa, ponownie trudno mi powstrzymać ekscytację. W szalonym galopie wypuszczam strzały z łuku by sprowadzić go na ziemię, po czym wskakuję na skrzydło i powoli, mozolnie zmierzam w kierunku słabych punktów. Po pierwszym zniszczonym punkcie, Phalanx zanurza się w piasku pustyni, zrzucając mnie ze swojego grzbietu. Jako Wander wstaję, przywołuję gwizdem Agro i ponownie ruszam w pościg za stworem.

 

To tylko garść wrażeń z hands-on. Ta gra wygląda pięknie. To w zasadzie jeden z najwspanialszych remake’ów, jakie w życiu widziałem! I dowód na to, że poza całym tym szambem z „grami jako usługami”, wielkim zarabianiem pieniędzy na produkcjach, kryją się gry pełne artystycznego piękna. I najwspanialsze jest to, że Sony przywołuje tego typu gry w takim stylu!   

Miesięcznik PSX Extreme