Piotr Rozbicki Piotr Rozbicki 02.03.2017
Kamil Stoch na skoczni, a my przed monitorami. Pamiętacie "Małysza"?
1809V

Kamil Stoch na skoczni, a my przed monitorami. Pamiętacie "Małysza"?

Kamil Stoch rośnie nam powoli acz konsekwentnie na następcę wielkiego Adama Małysza. Nie ma jednak jeszcze swojej gry tak jak jego poprzednik. Jakiej "swojej"? To była jakaś gra o Małyszu? Ano była, nazywała się... "Małysz". No, tak szczerze mówiąc to trochę inaczej, ale niemal wszyscy ją tak zapamiętali. Oto krótka historia niesamowitej produkcji na peceta, w którą na fali małyszomanii grali niemal wszyscy.

Wielu z Was zapewne bardzo dobrze pamięta ową grę, ale wielu z Was nie było pewnie wtedy nawet na świecie. Wszystko działo się niemal 17 lat temu, kiedy Kamil Stoch tak naprawdę dopiero rozpoczynał swoją przygodę ze skakaniem w mistrzostwach młodzików. Adam Małysz - młody, nikomu nie znany skoczek z Wisły, po długich i ciężkich latach swojej kariery zaczął odnosić spektakularne sukcesy, wspinać się na sam szczyt światowych rankingów i stał się bohaterem narodowym.

Ludzie, firmy, media - wszyscy wspinali się wtedy na barkach jego triumfów. Zupełnie niespodziewanie na grzbiet Małysza wskoczył także Fin Jussi Koskela. Wbrew naszemu stereotypowemu wyobrażeniu o Finlandii nie był on ani odmianą popularnej wódki, ani skoczkiem. Był programistą, który w 1999 roku stworzył prostą w założeniach grę Deluxe Ski Jump.

Dość prymitywnie wyglądająca produkcja o skokach narciarskich opierała się tak naprawdę na szalenie przystępnym sterowaniu. Przyciskiem myszy puszczasz skoczka z rozbiegu, następnie w trakcie skoku korygujesz lot ruchami myszką i wreszcie kolejnymi kliknięciami "stawiasz go" na ziemi. Banał, ale działał jak cholera. Wejście do gry i oddanie skoku to była minuta. Potem siadał następny gracz i następny i tak w kółko. Różne skocznie, wiatr, warunki atmosferyczne - to wszytko odgrywało rolę w trakcie skoków, także pod płaszczykiem przystępności, wzorem najlepszych praktyk w dziedzinie game designu, krył się całkiem zniuansowany system, który trzeba było opanować.  

To zresztą była jedna z tych gier, w którą w Polsce grał każdy. Zbiorowa małyszomania sprawiała, że ojciec z synem, siostra z bratem przed każdym konkursem skoków zasiadali przed komputerem i czesali skoki narciarskie dobre kilka godzin. Pamiętam nawet, jak na komunii siostrzenicy dwóch wujków i dziadek, zamiast siedzieć grzecznie przy stole z wódką, cichaczem wymknęło się do pokoju obok, żeby rozegrać kilka partyjek w "Małysza".

Skoczek z Deluxe Ski Jump na belce startowej

Zresztą w pewnym momencie Deluxe Ski Jump był stałym elementem kumpelskich spotkań po szkole. Nie trwało to może długo, ale pamiętam jak dziś: siedzę u kolegi na chacie i ze skupieniem oceniam szansę na skok z mamuciej skoczni przy dużym wietrze. Za mną, spora grupka chłopaków to na przemian zagrzewa mnie do skoku, to znowu próbuje przekonać, że jak nic schrzanię robotę. Czekam jeszcze chwilę, odpędzam namolnego ziomka, który linijką na ekranie monitora prezentuje mi trajektorię mojego lotu, po czym ruszam po rozbiegu. Długi lot (piksele na ekranie się przesuwają), cisza, precyzyjne, niemal niezauważalne ruchy myszki i.... jeb! Telemark się nie udał, piksele reprezentujące mojego zawodnika rozpłaszczyły się przy lądowaniu, a za moimi plecami krzyk i huragan śmiechu. Po mnie siada następny koleżka i rytuał zaczyna się od nowa. Tak właśnie było. "Małysz" miał to coś, co mają najlepsze gry multiplayerowe.

Deluxe Ski Jump był grą shareware (czyli bezpłatną) - to pewnie też przyczyniło się do popularności gry w naszym kraju. Najpopularniejsza była wersja Deluxe Ski Jump 2.1 (swego czasu dodawana na płycie do pisma "Komputer Świat"). Miała grafikę prostą jak drut i minimalne wymagania, więc można było ją zainstalować na byle czym, a i tak grało się bez przeszkód. Powstały kolejne części, m.in. dodające rozgrywkę po sieci, ale trójwymiarowa grafika w DSJ 3 i 4 to już nie było to samo...

Lot skoczka w Deluxe Ski Jump

Gra co jakiś czas wykopywana jest z odmętów historii. Obecne sukcesy Kamila Stocha i reszty naszych skoczków również inspirują niektórych do sięgania po Deluxe Ski Jump. Czyżby więc gra ponadczasowa? W pewnym sensie tak, ale na naszym własnym, specyficznym podwórku. Jedna z tych pięknych legend czasu dorastania.

A Wy? Przyznajcie - graliście w "Małysza"? Jakie macie z tą grą wspomnienia?